POCZĄTEK NOWEGO CYKLUPOCZĄTEK NOWEGO CYKLU „Na świętego Augustyna orka dobrze się poczyna”. To jedno z wielu ludowych przysłów związanych z wiosną, która na wsi rozpoczynała zawsze, trwający kilka miesięcy, okres ciężkiej pracy. Wszystko trzeba było zacząć od nowa, a od tego, jaki był ten nowy początek zależała pomyślność gospodarzy i ich rodzin przez cały rok. Wiosna to czas orki, sadzenia, zasiewów, rozmnażania zwierząt i gruntownych porządków.

Dawniej końcówka zimy była dla mieszkańców wsi czasem wyjątkowo trudnym. Na przednówku kończyły się zapasy większości warzyw i owoców, na stołach królowały ziemniaki i kasze okraszone tłuszczem, rzadziej – mleko i ser. Nic dziwnego, że wiosnę jako początek nowego cyklu w przyrodzie witano z radością, mimo że wiązało się to z powrotem do ciężkiej pracy.
Wspomniany w przysłowiu początek orki w dniu świętego Augustyna, czyli 29 kwietnia, to termin podany w przybliżeniu. Prace polowe rozpoczynano, kiedy ziemia, przez kilka miesięcy schowana pod śniegiem, była wystarczająco sucha. Zwykle działo się to już po świętach Wielkiej Nocy, które były ostatecznym pożegnaniem zimy.
Zanim w pole wyszli oracze, ziemię zazwyczaj nawożono obornikiem. Już samo takie przygotowanie pól pod uprawy wiązało się z dużym wysiłkiem. Nawóz trzeba było wyrzucić z obory czy stajni widłami, załadować na wóz, wywieźć na pole i, również widłami, rozrzucić. Później można było zacząć orkę.  Narzędzia do niej zmieniały się z upływem lat. Pługi z żelaznym lemieszem, krojem i odkładnicą zaczęły się rozpowszechniać w Polsce w drugiej połowie XIX wieku, ale na wschodzie kraju, aż do I wojny światowej, narzędziem orki była drewniana socha ciągnięta przez parę wołów zaprzężonych w jarzmo (w II połowie XIX wieku do prac polowych zaczęto wykorzystywać konie, ale ponieważ były stosunkowo drogie, długo jeszcze nie stanowiły dla wołów poważnej konkurencji).
Następcą sochy był, wspomniany wcześniej, pług drewniany ze stalowym lemieszem, który  z czasem zastąpiony został pługiem w całości stalowym. Wszystkie te dawne sprzęty i narzędzia można zobaczyć na wystawie stałej w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej, zatytułowanej:  „Sochy, stępy, sierpy…, czyli o niegdysiejszym gospodarstwie”. Wśród tych związanych z pracami wiosennymi są tam, oprócz sochy i pługów, drewniane brony laskowe, brony o konstrukcji drewnianej ze stalowymi zębami, kultywatory zwane drapaczami i służące do ubijania ziemi drewniane wały.
Bronowanie i ubijanie ziemi to czynności, które trzeba było wykonać już po siewie. Początkowo zboże siano ręcznie, z płachty lub plecionego koszyka zwanego na Podlasiu „sieweńką”. Siać można było na dwa sposoby: idąc środkiem zagonu, jednym rzutem ręki pokrywać ziarnem całą jego szerokość albo jednym rzutem pokrywać ziarnem tylko połowę zagonu, a drugą zasiewać wracając. Z czasem siew ręczny odszedł w zapomnienie. Zaczęto stosować siewniki, początkowo konne, później ciągnikowe.
W kwietniu wysiewano zboża jare, w maju – konopie, proso i len, chociaż z lnem, tak jak z orką na świętego Augustyna, jest to sprawa dyskusyjna, gdyż kolejne przysłowie ludowe radzi: „Chcesz mieć kęs płótna dobrego, siej len na świętego Jerzego”, czyli 23 kwietnia.
Po siewie zbóż, kiedy gleba była już dobrze ogrzana, zaczynało się sadzenie kartofli. W międzyczasie gospodynie zakładały ogrody warzywne, siały do skrzynek kwiaty, które potem wysadzały do gruntu przy domu. Liczba tych wszystkich zajęć rosła wraz z postępami jakie czyniła wiosna. Warzywa i kwiaty musiały być opielone, zioła zebrane, a przecież obowiązki nie kończyły się na uprawie roślin. Właśnie wiosną gospodarze powiększali swoje stada. W kwietniu wylęgały się młode gęsi, był to czas  „nasadzania” czyli zapładniania kaczek, kur i indyczek. W tym czasie rodziły się też źrebaki i cielęta. Czasem, by zyskać świeży przychówek bydła czy drobiu, trzeba było dokonać zakupów. W tym celu udawano się na targ.
Jest jeszcze jedna kategoria zajęć w dawnym gospodarstwie wiejskim nierozerwalnie związanych z wiosną. Pierwsze ciepłe dni sprawiały, że wszyscy brali się za porządki. Gospodynie bieliły płótno, które utkały przez zimę, wymiatały podwórze. Mężczyźni oczyszczali studnie, stawy, łatali dachy, uszczelniali mury. Był to czas przygotowań do lata, które, niestety, nie przynosiło wytchnienia. Rolników czekał czas jeszcze intensywniejszej pracy.