DOZWOLONE OD LAT OSIEMNASTU czyli oprowadzanie dla dorosłych to nowa propozycja Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej na cztery wiosenne i letnie wieczory (20 maja, 18 czerwca, 23 lipca i 20 sierpnia). Pierwsze ze spotkań, zatytułowane „Wieś jest kobietą” – już w najbliższy piątek o 17.30. Przewodnikiem będzie Agnieszka Skarżyńska-Szerszenowicz. Przewodnikiem nie tylko po związanych z tematem zabytkach na terenie skansenu, ale też po życiu wiejskich kobiet pod koniec XIX i w pierwszej połowie XX wieku. więcej

Agnieszka Skarżyńska-Szerszenowicz opowie, czym się zajmowały kobiety, jakie były ich obowiązki, skąd brały siłę, by dbać o dom, wychowanie dzieci, a przy tym ciężko pracować w polu i gospodarstwie.
Każde ze spotkań z cyklu „Dozwolone od lat osiemnastu” będzie dotyczyć innej dziedziny życia, od spraw bardzo przyziemnych, po wzniosłe. Kolejne to: bimbrownictwo – „Leśna alchemia pod osłoną nocy”, religijność ludowa „Wytłumaczyć świat” oraz sokolnictwo „O relacji człowieka, ptaka i psa”. Pracownicy Działu Edukacji oraz Działu Etnografii Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej, którzy pasjonują się tymi tematami, podzielą się ze zwiedzającymi swoją wiedzą, poruszą sprawy zwykle pomijane, przytoczą wiele ciekawostek.
Każde ze spotkań będzie się zaczynało o 17.30, co oznacza, że uczestnicy oprowadzań dla dorosłych będą mogli zwiedzać wystawy wieczorem, już po zamknięciu skansenu.

 


PIKNIK POD GRUSZĄ Ruszyły zapisy na „Piknik pod gruszą” – naszą doroczną imprezę dla dzieci i młodzieży, odbywającą się zawsze w okolicach Dnia Dziecka, tym razem – od 23 do 27 maja. Zapraszamy grupy zorganizowane zarówno ze szkół (podstawowych i ponadpodstawowych, a także przedszkoli). W tym roku przygotowaliśmy grę terenową pod hasłem „Na pikniku jak w dawnym słowniku”.więcej

 

Gra terenowa będzie okazją do poznania gwarowych nazw popularnych dawniej prac i przedmiotów potrzebnych do ich wykonywania.
Czas trwania – ok. 1,5 godziny, początek o godz. 09:00, 09:30, 11:00 i 11:30.
Każda z grup przy wejściu do skansenu otrzyma mapkę, kartę z podpowiedziami i opisy przedmiotów, które należy odnaleźć. Uczestnicy gry będą zwiedzać zabytkowe chałupy, a za każdy odnaleziony przedmiot otrzymają punkty. Przy okazji dowiedzą się, do czego służyły odnalezione zabytki i w jak odległej przeszłości były używane. Dodatkową atrakcją będą pokazy dawnych, dziś już zapomnianych prac domowych. Za wiedzę na ich temat też można będzie otrzmać punkty.
Koszt udziału całej grupy w grze: od 11 do 15 osób – 70,00 zł, od 16 do 19 osób – 96 zł, od 20 do 25 osób – 120,00 zł, od 26 do 35 osób – 156,00 zł.
Szczegółowe informacje i zapisy: e-mail: edukacja@pmkl.pl; nr tel. 509 336 816.

 


NOC MUZEÓW w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej pod hasłem „Bawimy się!” była naprawdę wyjątkowa. Najpierw otworzyliśmy nową wystawę stałą we wnętrzu chałupy z Dąbrowy-Moczydeł, później bawiliśmy tak, jak sto lat temu bawili się jej mieszkańcy. Do tańca zagrała kapela „Miód na serce”, a odpocząć można było przy ognisku.   więcej

 

 

Nowa wystawa stała jest zatytułowana „Życie dziecka na wsi w latach międzywojennych. Wnętrze chałupy z Dąbrowy-Moczydeł”.  To jedna z najpiękniejszych chałup na terenie skansenu, zbudowana w 1926 roku. Dzięki charakterystycznym, niebiesko-białym okiennicom, stała się znakiem rozpoznawczym Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej. Do niedawna w jej wnętrzu można było oglądać wystawę „Świat wiejskiego dziecka” i drobne jej elementy zostały wykorzystane do stworzenia nowej aranżacji, ale tylko nieliczne. Nowa wystawa jest wiernym odtworzeniem wnętrza z okresu międzywojennego. Wśród zabytkowych przedmiotów ze zbiorów Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej zachowało się kilka pamiątek po dawnych mieszkańcach domu, między innymi monidło – portret ślubny właścicieli. Pozostałe przedmioty składające się na ekspozycję pochodzą z tej samej, leżącej w gminie Szepietowo, miejscowości, albo z najbliższej okolicy.
Otwarciu wystawy podczas Europejskiej Nocy Muzeów towarzyszyła niezwykła oprawa. Dzięki kapeli „Miód na serce”, która specjalizuje się w wykonywaniu muzyki tradycyjnej, można było poczuć atmosferę, jaka towarzyszyła przed laty wiejskim zabawom. Zabrzmiały polki, oberki, walczyki. Tańce miały się odbywać  na drewnianym podeście, pod gołym niebem, ale ze względu na pogodę musieliśmy się przenieść się do remizy. Tam można było również zobaczyć wystawę zabytkowych instrumentów ze zbiorów Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej oraz archiwalne fotografie z wiejskich potańcówek.

 

 

 

 

 


Zdjęcie przedstawia grupę ludzi we wnętrzu, oglądających wystawę. ŚWIĘCI PATRONI WIEJSKICH CHAT NA PODLASIU – tak zatytułowaną, nową wystawę czasową, można oglądać w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej. To wystawa tak zwanych oleodruków z wizerunkami Chrystusa, Matki Boskiej czy świętych, które dawniej były nieodłącznym elementem wystroju wnętrz wiejskich domów. Wystawa będzie czynna do 30 czerwca we dworze z Bobry Wielkiej.
więcej

 

„Święci patroni wiejskich chat na Podlasiu” to wystawa tak zwanych oleodruków, które w połowie XIX wieku stały się łatwo dostępne, a co za tym idzie – popularne, zarówno na wsi, jak i w mieście. Zostały wykonane techniką oleografii (druku z wykorzystaniem farb z dodatkiem oleju), co miało je upodobnić do malarstwa olejnego.
Na wsi królowały obrazy o tematyce sakralnej i takie właśnie znalazły się na wystawie, która jest podzielona na trzy części. Pierwsza część poświęcona jest tematyce kultu maryjnego. Druga dotyczy wizerunków Jezusa Chrystusa, Boga-Ojca i świętych. Trzecia to aranżacja wnętrza domu wiejskiego z wyodrębnionym świętym kątem, pokazująca tradycyjne usytuowanie  „świętych obrazów”.
W zbiorach Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej znajduje się około 500 druków fabrycznych pochodzących głównie z terenu województwa podlaskiego. Część z nich została poddana konserwacji i trafiła na wystawę wraz z eksponatami wypożyczonymi z Archiwum i Muzeum Archidiecezjalnego w Białymstoku oraz ze zbiorów prywatnych.

W niedzielę, 1 maja po otwarciu wystawy zaprosiliśmy całe rodziny do chałupy z Pieczysk na warsztaty wykonywania kapliczek z gliny oraz warsztaty drzeworytu.

 

 

 


Zdjęcie przedstawia grupę ludzi na schodach przed wejściem do budynku. POSIEDZENIE RADY MUZEUM Za nami szóste posiedzenie Rady Muzeum przy Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej. Rada spotyka się raz w roku. W jej skład wchodzą wybitni naukowcy i muzealnicy z całej Polski. Spotkania służą zasięgnięciu opinii autorytetów w sprawach dotyczących działalności muzeum. Podczas posiedzenia Rada Muzeum przyjęła bez zastrzeżeń sprawozdanie z działalności Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej z 2021 roku. więcej

 

Przewodniczącym Rady Muzeum przy Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej jest prof. Jan Święch – etnolog, antropolog kultury, dziekan Wydziału Historycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jego zastępca to dr hab. Irena Matus z Uniwersytetu w Białymstoku, specjalistka w zakresie etnografii i folklorystyki. Członkami rady są: Jerzy Brzozowski – dyrektor Muzeum Okręgowego w Suwałkach, dr Tomasz Czerwiński – etnograf, autor wielu publikacji o tej tematyce, Sebasian Łukaszewicz – wicemarszałek województwa podlaskiego, dr Urszula Kuczyńska – etnografka od wielu  lat związana ze Skansenem Kurpiowskim w Nowogrodzie, Dorota Łapiak – dyrektor Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu, dr Krystyna Stawecka – historyk, dr hab. Jarosław Szewczyk wykładowca na Wydziale Architektury Politechniki Białostockiej i prof. Wojciech Śleszyński – dyrektor Muzeum Pamięci Sybiru.
Trwająca cztery lata kadencja dziesięcioosobowej Rady Muzeum przy Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej właśnie dobiega końca.

 


UCHWAŁA ZARZĄDU WOJEWÓDZTWA PODLASKIEGO w sprawie informacji o zamiarze ogłoszenia konkursu na kandydata na stanowisko dyrektora Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej.
TREŚĆ UCHWAŁY


Zdjęcie przedstawia baranka wielkanocnego z ciasta, chleb i talerz z kiełbasą.ŚNIADANIE WIELKANOCNE to dla chrześcijan najważniejszy posiłek w roku. Jest pamiątką śniadania, które Jezus, już po zmartwychwstaniu, spożył ze swoimi apostołami. W Wielką Niedzielę rano ludzie dzielą się jajkiem, jedzą poświęcone dzień wcześniej potrawy. To zwyczaje kultywowane od wieków, które przetrwały do dziś. Inne powoli odchodzą w zapomnienie.więcej

 

Dawniej śniadanie wielkanocne ludzie jedli zaraz po rezurekcji, uroczystym nabożeństwie, którego nazwa pochodzi od łacińskiego słowa resurrectio, czyli zmartwychwstanie. Nabożeństwo było odprawiane wczesnym rankiem, ale na wsi tylko ciężka choroba mogła kogoś zatrzymać w domu. „Po powrocie z kościoła lub cerkwi odbywało się uroczyste poświęcenie przez gospodarza wszystkich zabudowań i ich wnętrz, inwentarza i domowników. Dzięki temu pokropieniu święconą wodą, budynki miały być chronione od ognia, natomiast ludzie i zwierzęta mieli w zdrowiu doczekać następnych wielkanocnych świąt.” – czytamy w książce Artura Gawła „Rok obrzędowy na Podlasiu”.
Zaraz po spełnieniu tego rytuału zasiadano do stołu, na którym nie stawiano, jak dziś, w honorowym miejscu koszyka ze święconką, ponieważ święcone były wszystkie przygotowane na Wielkanoc potrawy. „Uważano, że w uroczystym dniu Zmartwychwstania Pańskiego nie godzi się jeść pokarmów niepoświęconych i nieobmodlonych. Wierzono także, że święcona woda i modlitwa nad jadłem czyni je strawnym i chroni żarłoków przed skutkami nadmiernego jedzenia i picia.” – pisze w „Tradycjach polskiego stołu” Barbara Ogrodowska.
Na wielkanocnym stole nie było wówczas potraw przypadkowych. Każdej przypisywano ukryte, głębsze znaczenie. Baranek z ciasta to znak Jezusa Chrystusa, chleb to jego ciało czyli  pokarm dla duszy, jajko zaś – symbol nowego życia. Ludzie dzielą się nim do dziś, tak jak opłatkiem w wigilię Bożego Narodzenia, składając sobie życzenia świąteczne. W święta Zmartwychwstania Pańskiego nie może zabraknąć na stolę mięsa i wędliny, symboli dobrobytu, a także chrzanu, który jest oznaką ludzkiej siły, ale ponieważ wyciska z oczu łzy, symbolizuje również mękę pańską.
Większość tradycyjnych wielkanocnych potraw jest wspólna dla całej Polski, ale są dania i związane z nimi zwyczaje znane tylko w konkretnych regionach, a nawet miejscowościach. Te z Podlasia przypomina w swojej książce Artur Gaweł: „W skład tradycyjnego zestawu konsumowanych dań, oprócz święconki wchodził również żur z żytniej mąki, barszcz z czerwonych buraków, rosół z kluskami i kapuśniak. W okolicach Ciechanowca podczas wielkanocnego śniadania gospodyni unosiła wysoko ciasto zwane pierogiem, aby w ten sposób zapewnić sobie urodzaj pszenicy. W okolicach Drohiczyna podczas śniadania wybierano cztery kostki z poświęconego mięsa, które później zakopywano w czterech rogach pola ze zbożem, aby w ten sposób zapobiec jego zniszczeniu przez grad.”
Śniadanie wielkanocne do dziś trudno sobie wyobrazić bez ciast. Dawniej ich słodycz uważano za nagrodę dla tych, którzy wytrwali w umartwieniach, w czasie Wielkiego Postu zaś ich wygląd i smak świadczyły o umiejętnościach gospodyni, która je przygotowała. W Polsce tradycyjne wielkanocne ciasta to przede wszystkim mazurki i baby. „Wśród świątecznych ciast wielkanocnych najważniejsze miejsce zajmowały baby drożdżowe o niezwykłych nazwach i niezrównanym smaku…Ich pieczenie było całą ceremonią, bo gdy rosły w cieple, gdy je wyjmowano z pieca i gdy powoli stygły zakazane były przeciągi, trzaskanie drzwiami, głośne rozmowy, aby nie opadły i nie dostały zakalca. Nieudana baba była domowym nieszczęściem i narażała na szwank dobre imię każdej pani domu.”- pisze Barbara Ogrodowska
Dziś wiele z tych rytuałów odeszło w zapomnienie. Wiele osób kupuje gotowe potrawy, a ci którzy przygotowują je sami, nie do końca przestrzegają wielkanocnej tradycji kulinarnej. Tym co przetrwało, oprócz święcenia potraw i dzielenia się jajkiem, jest radość z rodzinnych spotkań i wspólnego świętowania.

 

 

 


Zdjęcie przedstawia stojące na stole koszyki pełne palm wielkanocnych z bibułki. PALMOWA NIEDZIELA przed nami. Święcenie w tym dniu palm wielkanocnych, to jedna z tych świątecznych tradycji, które przetrwały do naszych czasów i wciąż są kultywowane zarówno na wsi, jak i w mieście. Dawniej ludzie nieśli do kościoła wierzbowe gałązki własnoręcznie przystrojone wstążeczkami. Dziś – większość kupuje gotowe palmy, wykonane przez twórców, którzy się w tym specjalizują. więcej

 

Palmy święcone w kościołach w ostatnią Niedzielę Wielkiego Postu mają bogatą symbolikę. Oznaczają mękę Chrystusa ale też jego triumf i chwałę. Są pamiątką uroczystego wjazdu Chrystusa do Jerozolimy tydzień przed zmartwychwstaniem. „Nazajutrz wielki tłum, który przybył na święto, usłyszawszy, że Jezus przybywa do Jerozolimy, wziął gałązki palmowe i wybiegł Mu naprzeciw” – czytamy w Ewangelii według św. Jana.
W Polsce palmy święci się od średniowiecza. O wieków funkcjonują też w tradycji ludowej, która nadała im własne, magiczne znaczenie. Ludzie wierzyli, że poświęcona palma pomoże im chronić dom i uprawy przed niszczycielskimi siłami przyrody. Wkładali ją za święty obraz albo stawiali w oknie podczas burzy. Po przyjściu z kościoła w niedzielę palmową członkowie rodziny uderzali się wzajemnie palmami co miało uderzanemu zapewnić zdrowie i dobrobyt, dziewczętom – dodać urody. Bito palmami również zwierzęta wyganiane na pierwszy wiosenny wypas dla zapewnienia im dobrego chowu.
Dawniej palmy powstawały najczęściej z wierzbowych gałązek „Już w okresie międzywojennym palmy z gałązek wierzby przystrajano kolorowymi wstążkami oraz roślinami takimi jak: barwinek, borówka, czy widłak. Zdarzało się, że do wykonania palmy zamiast wierzby używano gałązek porzeczki lub maliny, które wcześniej przynoszono do domu i wkładano do dzbanka z wodą, aby wypuściły pąki.” – pisze w swojej książce „Rok obrzędowy na Podlasiu” dr Artur Gaweł. Wykonaniem palm zajmowały się przede wszystkim kobiety.
Dziś większość z nas kupuje gotowe palmy. Są dziełem osób, które wyspecjalizowały się w tej dziedzinie twórczości, dlatego w sprzedaży, szczególnie na przedświątecznych jarmarkach  możemy spotkać podziwiać prawdziwe dzieła sztuki. Twórcy pracują nad nimi często przez cały rok.
Palmy różnią się od siebie w zależności od miejsca z którego pochodzą. W Podlaskiem najpopularniejsze są palmy kurpiowskie i wileńskie. Te pierwsze wykonane są z zielonych roślin i kwiatów z bibuły, czasem wyłącznie z bibuły. Elementy zielone to borówka, bukszpan albo jałowiec. Kwiaty z bibuły, których w zależności od długości palmy trzeba wykonać od kilkunastu do kilkudziesięciu, są różnobarwne, a  kolory nie są przypadkowe. Zieleń to symbol nadziei, fiolet – oczekiwania na dobro, czerwień – miłości.
Zwyczaj wykonywania palm jest wciąż żywy w miejscowości Łyse na Kurpiach, gdzie rokrocznie w Niedzielę Palmową odbywa się konkurs na najpiękniejszą. Podczas procesji można tam oglądać palmy nawet kilkumetrowe.
Wileńskie palmy są zupełnie inne. Powstają z suszonych roślin, kłosów zbóż, kwiatów polnych i ogrodowych które zbiera się o różnych porach roku.  Palmy wije się na drewnianych patykach wykorzystując takie rośliny jak  suchotnik, krwawnik, dziurawiec, tymotka, chmiel, kocanka piaskowa. W palmie wileńskiej wykorzystuje się też kłosy zboża i owsa, a wierzchołek tworzy jedenaście gatunków traw.

 


Zdjęcie przedstawa makatkę, na której wyszyte są dwa bociany. NA ZWIASTOWANIE BOCIAN W GNIEŹDZIE STANIE! W piątek 25 marca Święto Zwiastowania w Kościele katolickim, niecałe dwa tygodnie później, 7 kwietnia, obchodzą je wyznawcy prawosławia. W tradycji ludowej właśnie to święto wyznaczało początek wiosny. Dawniej wierzono, że w tym dniu budzą się ze snu zimowego skowronki i jaskółki, cieszono się powrotem bocianów. więcej

 

Zwiastowanie Najświętszej Marii Panny to jedno z najważniejszych świąt maryjnych. Dawniej na wsi obowiązywał w tym dniu zakaz wykonywania wszelkich prac zarówno w polu, jak i w gospodarstwie. Unikano też wychodzenia do lasu. Obawiano się węży, gdyż powszechna była wiara, że właśnie tego dnia wypełzają ze swoich kryjówek.
Wiele zwyczajów ludowych związanych ze Świętem Zwiastowania dotyczy powrotu ptaków. Szczególnym szacunkiem i miłością otoczone były zawsze bociany, które przylatują w pierwszy dniach wiosny, zgodnie z ludowym przysłowiem „Na Zwiastowanie bocian w gnieździe stanie”.
Kiedyś ludzie zachęcali te piękne ptaki do zakładania gniazd na dachach swoich budynków, bo wierzyli, że to przynosi szczęście: „Bocianie gniazdo miało zapewnić ochronę całej zagrodzie przed pożarem, gradem, uderzeniem pioruna a nawet miało przynieść powodzenie i szczęście wszystkim domownikom. Stąd też niektórzy gospodarze mocowali na dachach budynków gospodarczych brony, które miały ułatwić bocianom zakładanie gniazd” – czytamy w książce „Rok obrzędowy na Podlasiu” Artura Gawła.
Na Podlasiu wracające z dalekich stron ptaki witano szczególnie uroczyście. Busły, bo tak nazywali je mieszkańcy przygranicznych białoruskich wsi, miały przegnać zimę, przynieść radość i słońce. Do dziś w niektórych miejscowościach zachował się zwyczaj pieczenia „busłowych łap”.  Wypieki w kształcie ptasich łap mają powitać przylatujące bociany albo przywołać je, jeśli jeszcze się nie pojawiły. Dawniej, gdy pierwszy bocian pojawiał się nad gospodarstwem domownicy wybiegali z domów i unosząc wysoko „busłowe łapy” wołaniem zachęcali ptaki do pozostania w gospodarstwie.

 


Zdjęcie przedstawia leżące obok siebie róznobarwne pisanki. PORA NA PISANKI Podlaskie pisanki, znane w całej Polsce, zachwycają bogactwem wzorów i kunsztem wykonania. Najsłynniejsze są te z okolic Lipska, zdobione metodą batiku szpilkowego. W ich cieniu, zupełnie niesłusznie, pozostają pisanki z okolic Mielnika czy Siemiatycz, różniące się od lipskich techniką wykonania, a co za tym idzie – motywami zdobniczymi. Na południu województwa podlaskiego króluje batik lejkowy.więcej

 

Batik to najbardziej znana technika wykonywania pisanek. Polega na nakładaniu wosku na skorupkę jajka i farbowaniu. Na umytym i ugotowanym jajku (najlepiej wybrać jajko białe, o ładnym kształcie) rysuje się wzory roztopionym woskiem. Po ukończeniu woskowej kompozycji jajko należy włożyć do naczynia z barwnikiem, a po wysuszeniu – zetrzeć wosk.
W okolicach Lipska nad Biebrzą wosk nanosi się na skorupkę jajka patyczkiem z wbitą w jeden koniec szpileczką. Dzięki temu prostemu narzędziu uzyskuje się łezki, z których powstają kompozycje przypominające słońca albo motywy roślinne. Tak ozdobione jajko zanurza się w farbie, później ściera się wosk.
Batik szpilkowy rozsławiły twórczynie z Lipska i ta właśnie technika do dziś jest popularna w północnej części województwa podlaskiego. Na południu – w okolicach Mielnika czy Siemiatycz – do zdobienia jaj woskiem używa się lejka.
Lejek to niewielkie narzędzie zrobione z cienkiej blaszki, na przykład, przymocowana do patyczka, skuwka od sznurowadła. Daje zupełnie inne możliwości wzornicze niż szpilka. Przy pomocy rurki napełnionej woskiem można narysować znacznie dłuższą linię i właśnie linie dzielące jajko na kilka symetrycznych pól, organizują całą kompozycję pisanki. Te najstarsze mają wewnątrz pól wzory geometryczne – grabki, wiatraczki, jodełki, a ich tło jest jednobarwne, w kolorach od żółtego po brąz, a ponieważ twórczynie wciąż doskonalą swój warsztat – im młodsze pisanki zdobione metodą batiku lejkowego, tym większe bogactwo wzorów i więcej motywów roślinnych.
Dawniej pisanki, bez względu na technikę, farbowano w naturalnych barwnikach, na przykład w wywarze z cebuli. W połowie ubiegłego wieku w sprzedaży pojawiły się barwniki chemiczne, co dało możliwość tworzenia pisanek wielokolorowych.
Znakomitym dowodem na inwencję twórczą podlaskich pisankarek są zbiory Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej, liczące ponad 1200 eksponatów. Są wśród nich zarówno pisanki z północy, jak też z południa województwa. Część tej kolekcji można oglądać na wystawie „Sztuka Ludowa Podlasia” we dworze z Bobry Wielkiej.

 


na pierwszym planie widoczne sątrzy postacie, jedna przebrana za anioła. Za nimi - idący korowód przebierańców. OSTATNI DZIEŃ KARNAWAŁU Jak wyglądał dawniej na podlaskiej wsi? Kolorowo i radośnie. Najważniejsze było odpowiednie przebranie. Miało rozśmieszać, ale też przenosić wszystkich biorących udział w zabawie do innej, odrobinę magicznej rzeczywistości. Ludzie przebierali się za zwierzęta: bociana, niedźwiedzia czy kozę, za postacie „nie z tego świata”, jak diabeł, anioł czy śmierć. Czasem mężczyźni przebierali się za kobiety i odwrotnie.więcej

„Na wsi, która najdłużej zachowywała dawne zwyczaje, biegały po drogach i przychodziły do domów przebrane postacie, a wśród nich postacie zwierzęce, znane z wcześniejszych obchodów kolędniczych: koza, turoń, niedźwiedź i konik, a także bocian i żuraw. Wierzono powszechnie, że wraz z nimi przychodzi do domów dostatek i urodzaj.” – pisze Barbara Ogrodowska w książce „Dawne obrzędy i zwyczaje doroczne”
Przebranie miało rozśmieszać i przenosić wszystkich biorących udział w zabawie do innej, magicznej rzeczywistości. Ludzie przebierali się nie tylko za zwierzęta, ale też postacie „nie z tego świata”, jak diabeł, anioł czy śmierć. Czasem mężczyźni udawali kobiety i odwrotnie.
„Zdarzało się, że oprowadzano żywe zwierzęta, np. kozę, prosząc o datek na jej wyżywienie…” czytamy w „Roku obrzędowym na Podlasiu” Artura Gawła – „…Przebierańcy odwiedzając kolejne domy domagali się przede wszystkim poczęstunku, który później wspólnie spożywali organizując zabawę taneczną w wybranym domu lub karczmie.”
Zapustom towarzyszyły zabawy i psikusy, jak, mające zapewnić dobre plony, skoki przez kłodę i bicie wody w stępie czy dekorowanie śledziem największego nieudacznika karnawałowej zabawy. Tradycyjnie też rozprawiano się z zimą, paląc słomianą kukłę, która jest jej symbolem. W ostatnim dniu karnawału gospodynie szorowały popiołem garnki, żeby nie została na nich nawet odrobina tłuszczu, gdy nadejdzie Wielki Post. Wcześniej trzeba się było oczywiście najeść do syta.

 


Zdjęcie przedstawia drewniany wiatrak. W tle - przyroda i niebo. OGÓLNOPOLSKA KONFERENCJA ONLINE Zapraszamy serdecznie do udziału w ogólnopolskiej konferencji online pod tytułem Rola i znaczenie przemysłu ludowego na wsi i w małych miastach. Temat spotkania naukowego nie został wybrany przypadkowo, jest to bowiem jedno z ważniejszych zagadnień w muzeach na wolnym powietrzu. Konferencja odbędzie się 23 września 2022 roku, na zgłoszenia czekamy do końca kwietnia. więcej

 

Znikają z krajobrazu świadkowie historii techniki: manufaktury włókiennicze, przydomowe olejarnie czy garbarnie, gorzelnie, cegielnie, smolarnie i inne zakłady oraz osiedla kolejowe i przemysłowe. Upadek niewielkich zakładów przemysłu ludowego był związany m.in. z rosnącym zapotrzebowaniem na towary przemysłowe, a także na działania władzy państwowej po 1945 roku, której celem było zamknięcie drobnych zakładów przemysłowych, ponieważ ich właściciele uważani byli za „wrogów ludu”.
Charakterystyczne elementy wiejskiego krajobrazu: młyny wodne, wiatraki, kuźnie, mają bogatą reprezentację w muzeach na wolnym powietrzu, wciąż dominują w myśli teoretycznej muzealników, wzbudzają zainteresowanie konserwatorów, a ostatnio również – przedstawicieli branży turystycznej.
Od początku XX w. zyskała na popularności indywidualna twórczość ludowa (m.in. tkactwo, ceramika, plecionkarstwo, zdobnictwo drewniane), określana mianem przemysłu ludowego. Narodziły się pomysły na organizację jego skupu i rynku zbytu. Zaczęły powstawać bazary przemysłu ludowego, z czasem też spółdzielnie i wreszcie „Cepelia”. Jednocześnie wytwórczość ludowa znalazła się w kręgu zainteresowań miejskich obiorców.
W muzeach na wolnym powietrzu powstają jedyne w swoim rodzaju ekspozycje związane z przemysłem ludowym lub jego przetworzoną kontynuacją. Ukazują lokalną historię i właściwą danemu regionowi wytwórczość.
Organizując konferencję zapraszamy do debaty nad stanem zachowania obiektów budownictwa przemysłowego in situ oraz translokowanych do muzeów, możliwością ich wykorzystania na cele kulturalne, edukacyjne i turystyczne oraz do zastanowienia się, jaką rolę pełnił przemysł ludowy, jaka obecnie jest jego formuła, a także z jakimi problemami się boryka.
Serdecznie zapraszamy do zgłaszania swojego udziału. Na zgłoszenia propozycji referatów/ komunikatów z abstraktem czekamy do 29 kwietnia 2022 r. Prosimy o nadsyłanie tychże w wersji elektronicznej na adres e-mailowy: redakcja@pmkl.pl. Przewidywany czas wystąpienia ok. 20 min (referat) / 10 min (komunikat). Przygotowane referaty zostaną opublikowane za wynagrodzeniem w recenzowanym wydawnictwie Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej, w roku 2023. Organizator zastrzega sobie prawo do wyboru artykułów.
W razie pytań prosimy o kontakt telefoniczny 730–538–400. Osoby odpowiedzialne
za organizację: dr Przemysław Sianko, Aleksandra Pluta, Urszula Szymak-Waśkiewicz.

FORMULARZ ZGŁOSZENIA

 


Zdjęcie przedstawia dłoń trzymającą ozdobioną już brązowym woskiem, żółtą pisankę.KRASZANKI W SKANSENIE, jedno z najważniejszych wydarzeń cyklicznych w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej, w tym roku do wyboru – stacjonarnie i online. Zapraszamy na nie dzieci i młodzież w grupach zorganizowanych. Jak co roku przed Wielkanocą, muzealni edukatorzy wprowadzą uczestników w świąteczny nastrój, pokażą związane ze świętami tradycje ludowe. Początek już 14 marca, a ponieważ impreza zawsze cieszy się ogromnym zainteresowaniem, w tym roku potrwa cztery tygodnie.więcej

Ci, którzy zdecydują się przyjechać na zajęcia do skansenu wezmą udział w warsztatach pisankarskich. Nauczą się zdobić jajka techniką charakterystyczną dla północnej części naszego regionu, w okolicach Lipska nad Biebrzą, zwaną batikiem szpilkowym. Na czym to polega? Roztopiony, gorący wosk nanosi się na skorupkę jajka patyczkiem z wbitą w jeden koniec szpileczką. Dzięki temu prostemu narzędziu uzyskuje się łezki, z których powstają kompozycje przypominające słońca albo motywy roślinne. Jajko zanurza się w farbie, później ściera się wosk. Powtarzając tę czynność wielokrotnie można tworzyć wielobarwne wzory na jednolitym, ciemnym tle.
Dla uczestników zajęć online przygotowaliśmy naukę wykonywania palm wielkanocnych z kolorowej bibuły i bukszpanu. Takie palmy królują w kościołach, w Palmową Niedzielę na sąsiadujących z Podlasiem Kurpiach. Są bardzo efektowne i, wbrew pozorom, nietrudne do wykonania.
Wszyscy ci, którzy wezmą udział w „Kraszankach w skansenie” (stacjonarnie i online) dowiedzą się, co dawniej ludzie wkładali do wielkanocnych koszyków i jakie potrawy musiały koniecznie znaleźć się na stole podczas śniadania w pierwszy dzień świąt. Uczestnicy zajęć w muzeum obejrzą taki stół z bliska zwiedzając świątecznie przystrojoną chałupę.
Na uczestników zajęć stacjonarnych czekają również warsztaty malowania gipsowych baranków.
Zajęcia, zarówno stacjonarne, jak i online, kosztują 2 złote od osoby. Zapisać się można dzwoniąc lub wysyłając wiadomość do Działu Edukacji Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej (tel. 509 336 816, e-mail: edukacja@pmkl.pl)
Uwaga! Na warsztaty pisankarskie każdy uczestnik powinien przynieść ze sobą dwa ugotowane na twardo jajka.

 

 


Zdjęcie przedstawia leżące na stole publikacje.O TKACTWIE DLA DUŻYCH I MAŁYCH Dwie najnowsze publikacje Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej poruszają ten sam temat, chociaż podejście do niego jest odmienne, bo każda z książek została przygotowana z myślą o innej grupie odbiorców. „Obróbka włókna w tradycji ludowej północno-wschodniej Polski” to wydawnictwo dla dorosłych, „Od wełny i lnu do tkaniny ze snu” – dla dzieci. To nie przypadek, że ukazały się niemal jednocześnie. Obie poprzedzają otwarcie nowej wystawy stałej, poświęconej tradycjom tkackim na Podlasiu.więcej

Na potrzeby ekspozycji zostanie niebawem zaadaptowane wnętrze chałupy z miejscowości Czyże. Można tam będzie zobaczyć między innymi narzędzia do obróbki włókien i wytwarzania tkanin, archiwalne fotografie oraz wnętrze izby kuchennej zaaranżowane tak, jakby właśnie odbywały się tam prace związane z przędzeniem i tkaniem. W chałupie zostanie również wygospodarowana przestrzeń, w której będą mogły odbywać się zajęcia edukacyjne.
„Obróbka włókna w tradycji ludowej północno-wschodniej Polski” to informator do wystawy dla tych, którzy po jej obejrzeniu będą chcieli poszerzyć swoją wiedzę o bardziej szczegółowe informacje dotyczące niezwykle ważnej dziedziny wytwórczości wiejskiej, jaką jest tkactwo. W Polsce ta dziedzina aktywności mieszkańców wsi szczególną rolę odegrała na ziemiach dzisiejszego województwa podlaskiego, gdzie kobiety starały się nie tylko zaspokajać potrzeby własnego gospodarstwa, ale też, aż do lat siedemdziesiątych XX wieku, wytwarzały tkaniny na sprzedaż. Do dziś w okolicach Janowa, w powiecie sokólskim, tradycje te podtrzymuje grono tkaczek dywanów dwuosnowowych.
Publikacja opisuje zagadnienia związane z wytwarzaniem włókien roślinnych (lnu i konopi), zwierzęcych (wełna owcza) oraz z procesem tkania. Można się z niej dowiedzieć, jak zmieniały się narzędzia i jaki to miało wpływ na gotowe tkaniny, ich jakość, strukturę, wzory. Wydawnictwo, bogato ilustrowane archiwalnymi fotografiami oraz rysunkami, pokazuje i wyjaśnia, do czego służyły przedmioty, jeszcze niedawno powszechnie znane, dziś spotykane przede wszystkim  w muzeach: kołowrotek, krosno tkackie, międlice, wrzeciona, grzebienie do lnu, wijadła czy motowidła.
Tę samą tematykę, tylko w bardziej przystępny sposób, porusza zeszyt edukacyjny „Od wełny i lnu do tkaniny ze snu” przygotowany z myślą o dzieciach. To książeczka niezbyt gruba, ale pełna ilustracji, zagadek, zadań i łamigłówek, które w atrakcyjnej dla najmłodszych odbiorców formie przybliżają aspekty związane z tkaniną ludową. Na kolejnych stronach dzieci poznają etapy powstawania lnianych ręczników i koszul, od ziarenka, z którego wyrasta roślina, aż po lśniące białe płótno, dowiadują się, co trzeba zrobić z owczym runem, aby powstało sukno.
Obydwa wydawnictwa powstały z myślą o wystawie, by stać się jej uzupełnieniem, ale to nie znaczy, że z ich przeczytaniem trzeba czekać na otwarcie. Już teraz są cennym źródłem wiedzy o tradycji ludowej regionu.


Zdjęcie przedstawia stojącą na oknie świecę. „NA GROMNICY POŁOWA ZIMNICY” Matki Boskiej Gromnicznej to potoczna nazwa święta Ofiarowania Pańskiego. Obchodzone 2 lutego, jest jednym z najstarszych świąt chrześcijańskich. Ludową nazwę zawdzięcza woskowym świecom, które w tym dniu święci się podczas nabożeństw. Dawniej ludzie przypisywali gromnicom magiczną moc, przede wszystkim ochrony domów przed uderzeniami pioruna.więcej

 

Święto Ofiarowania Pańskiego upamiętnia przybycie Marii z Jezusem do świątyni w Jerozolimie, w czterdziestym dniu od jego narodzenia. Zgodnie z prawem Mojżeszowym, wszystkie matki pierworodnych synów miały obowiązek właśnie w tym dniu ofiarować dziecko Bogu.
To jedno z najstarszych świąt chrześcijańskich, znane w Jerozolimie już w IV wieku, a w liturgii rzymskiej – od VII wieku. Mniej więcej trzy wieki później  obchodom zaczął towarzyszyć zwyczaj święcenia świec. Symbolizują Jezusa, którego obecny podczas ofiarowania w Świątyni Jerozolimskiej starzec Symeon nazwał „światłem na oświecenie pogan”. W Polsce świece te nazywane są gromnicami od staropolskiego przymiotnika gromny – huczny, grzmiący. Dawniej wierzono, że postawione w oknie, w czasie burzy, ochronią dom przed uderzeniami piorunów.
Dziś można kupić gromnice woskowe i z parafiny, dawniej wykonywano je wyłącznie z wosku pszczelego, co opisuje w swojej książce „Rok obrzędowy na Podlasiu” Artur Gaweł:
„Wyrabiali je pszczelarze posługując się prostą techniką, polegającą na polewaniu woskiem knotów przywiązanych jednym końcem do gwoździ wbitych w drewnianą obręcz. Osadzano ją w pozycji poziomej na drewnianej osi, co umożliwiało jej obrót, a tym samym polewanie kolejnych świec woskiem, który ściekał w dół, do ustawionej na podłodze misy. Po zdjęciu obręczy wygładzano ich powierzchnię, wałkując je między blatem stołu, a deską naciskaną z góry”.
Po poświęceniu płonące świece niesiono do domu starając się, by płomień nie zgasł. Jeśli w tym czasie krople wosku spadły niosącemu na rękę, uważał to za dobry znak. Po powrocie z kościoła poświęconą gromnicą malowano znak krzyża na suficie, a od jej płomienia zapalano wszystkie domowe ognie: w kuchni, w piecach, w lampce przed świętym obrazem. Jej płomień miał nie tylko chronić dom przed piorunami. „Zanoszone do kościoła i cerkwi woskowe świece okręcano pasmami lnu. Wierzono, że dzięki temu zabiegowi zapewni się lepszy urodzaj tej tak ważnej rośliny w wiejskim gospodarstwie…”- czytamy w książce „Rok obrzędowy na Podlasiu” – „…Lnu, którym okręcano gromnicę używano w ludowym lecznictwie do zamawiania tak zwanej róży. W okolicach Hajnówki i Narwi wiązało się nim pępowinę nowo narodzonego dziecka”.
Płomień gromnicy miał bronić ludzi i ich stada przed wilkami – w niektórych rejonach Polski gospodarze błogosławili gromnicą swój dobytek w stajni, a odcięty kawałek wosku dawali psu, by dobrze pilnował obejścia. Zapalonej gromnicy nie mogło zabraknąć przy umierających, blask jej płomienia miał ulżyć w cierpieniu i prowadzić do wiekuistej światłości.
Ze świętem Matki Boskiej Gromnicznej kończy się w Polsce okres śpiewania kolęd i trzymania w domach choinek. Dawniej ludzie uważali, że na ten dzień przypada połowa zimy, co znalazło odbicie w przysłowiu „Na Gromnicy połowa zimnicy”. Z pogody starano się wyczytać, co zdarzy się w najbliższych miesiącach, „Jak na Gromnice z dachu ciece, to się zima jecsce psewlece”,   „Jak na Gromnice jasno, w stodołach będzie ciasno”.

 


Zdjęcie przedstawia aparaturę do pędzenia bimbru na kółkach.MOBILNE BIMBROWNIE Tego jeszcze nie było! Dwie bimbrownie na kółkach właśnie przyjechały do skansenu, by wzbogacić wystawę stałą poświęconą tradycji bimbrowniczej regionu! Są przykładem nie tylko umiejętności technologicznych, ale też niezwykłej pomysłowości konstruktora, który do ich budowy wykorzystał ramy przyczepy jednoosiowej. Dzięki temu mógł się przemieszczać po Puszczy Knyszyńskiej, ukrywając się przed policją przez 10 lat. więcej

 

Poza tym, że mają koła, świeżo pozyskane bimbrownie nie różnią się od innych. Najważniejsze elementy każdej z nich to: piec, dwie chłodnice, kadzie, odstojniki i systemy rurek. Są w dobrym stanie.  Do Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej trafiły dzięki uprzejmości Podlaskiego Urzędu Celno-Skarbowego w Białymstoku po wyroku sądu, który uznał je za dziedzictwo materialne Podlasia.
Produkcja tak zwanego ducha puszczy na Podlasiu to tradycja stara i ciągle żywa, warto jednak pamiętać, że jej kultywowanie jest nielegalne. Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej dostało nowe eksponaty, ich twórca, mieszkaniec gminy Turośń Kościelna – wyrok.
Ekspozycja Leśna bimbrownia powstała na terenie skansenu w 2008 roku. Można tam, w naturalnym otoczeniu, oglądać trzy zarekwirowanie przez policję, kompletnie wyposażone bimbrownie. Po drobnych zabiegach konserwatorskich wystawa wzbogaci się o jedyną w swoim rodzaju, mobilną aparaturę do produkcji bimbru.

 


Zdjęcie przestawia sikorkę przyczepioną łapkami do siatki, w której jest pokarm. FERIE W SKANSENIE ONLINE Na tegoroczne ferie zimowe Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej przygotowało atrakcje dla wszystkich zainteresowanych. Żeby z nich skorzystać, wystarczy w dniach 24 stycznia – 6 lutego zaglądać na nasz profil na Facebooku. Będziemy tam publikować zadnia do wykonania z instrukcjami związane z kulturą ludową i działalnością Ośrodka Edukacji Ekologicznej Sokolarnia.więcej

 

Z powodu obostrzeń związanych z epidemią Covid-19, ferie w skansenie odbywać się będą w tym roku wyłącznie w formie on-line. Zajęcia będą bezpłatne i dostępne dla każdego. Na portalu społecznościowym Facebook Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej każdego dnia pojawi się inne zadanie związane z działalnością instytucji. To, oprócz gromadzenia i udostępniania zabytków, zagadnienia dotyczące ochrony ptaków – domena sokolników z Ośrodka Edukacji Ekologicznej Sokolarnia. Biorąc udział w zajęciach można będzie między innymi poznać i nauczyć się przyrządzać  tradycyjne potrawy czy naturalne kosmetyki, zdobyć wiedzę o konserwacji zabytków, a także o zimowym dokarmianiu ptaków. Wszystko to udostępnimy w formie filmów instruktażowych i quizów.


 


Sokół wędrowny o srebrno-kremowym upierzeniu siedzi na dłoni ubranej w rękawicę. W tle drzewa i niebieskie niebo. SOKOLNICTWO POD ŚCISŁĄ OCHRONĄ Polskie sokolnictwo znalazło się na Reprezentatywnej Liście Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego Ludzkości! Mamy powody do radości. Działający na terenie Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej Ośrodek Edukacji Ekologicznej Sokolarnia od kilku lat propaguje wiedzę o sokolnictwie, a pracownicy ośrodka mają w tej dziedzinie nie tylko wiedzę teoretyczną. Zajmują się między innymi hodowlą i układaniem ptaków drapieżnych tak, by mogły towarzyszyć człowiekowi podczas polowań.więcej

Sokolnictwo jest na Liście Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego Ludzkości od 2010 roku, kiedy to wniosek złożyło 11 państw z Emiratami Arabskimi na czele. Od tamtej pory wpis był trzykrotnie rozszerzany, w tym roku o Polskę, Irlandię, Chorwację, Holandię, Kirgistan i Słowację, i obecnie obejmuje 24 państwa.

– Cieszymy się – mówi Kamil Borowski – sokolnik z Ośrodka Edukacji Ekologicznej Sokolarnia – Kiedy coś jest wpisane na listę Dziedzictwa Kulturowego Ludzkości, trudniej to zniszczyć. A w Polsce jest wiele osób, którym nie podoba się hodowla ptaków i polowanie z nimi.

Sokolnictwo w Polsce ma wielowiekową tradycję. Z sokołami polowali władcy, później także rycerstwo, kler i szlachta, a największy rozkwit tego typu łowów przypada na czasy panowania Jagiellonów. W późniejszych wiekach zainteresowanie sokolnictwem w Rzeczpospolitej spadło, by, w nieco zmienionej formie, powrócić w drugiej połowie XX stulecia. Współcześni sokolnicy to pasjonaci, ludzie, którzy zajmują się nie tylko polowaniem, ale też dbają o środowisko naturalne popularyzując wiedzę na temat gatunków chronionych.
W Ośrodku Edukacji Ekologicznej Sokolarnia Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej regularnie odbywają się zajęcia edukacyjne dotyczące zwyczajów i potrzeb żyjących w Polsce ptaków drapieżnych. Podczas zajęć można oglądać z bliska ptaki mieszkające na terenie ośrodka, można też podziwiać je w locie.
Przez kilka lat działalności ośrodka powstało kilka publikacji poświęconych ptakom drapieżnym i sowom oraz wystawa opowiadająca między innymi o historii sokolnictwa. W ramach projektu odbyła się konferencja naukowa i festyn sokolniczy.


Fragment choinki, na której wiszą różnobarwne ozdoby z papieru i słomy. OZDOBY CHOINKOWE Tegoroczna impreza edukacyjna „Gwiazdka w skansenie” ze względu na wprowadzone obostrzenia odbywa się na nieco innych zasadach niż zazwyczaj. Nasze działania edukacyjne przenosimy do Internetu. W związku z tym zapraszamy serdecznie do śledzenia naszego profilu na Facebooku, gdzie będziemy publikować posty zawierające instrukcje wykonania ozdób choinkowych z papieru. więcej

 

Mamy nadzieję, że nasza propozycja umili czas przygotowań do świąt Bożego Narodzenia. Nasza instrukcja pomoże dzieciom oraz ich rodzicom, babciom, dziadkom, ciociom, wujkom – wszystkim domownikom przygotować ozdoby, które będzie można zawiesić na domowych choinkach. Zapraszamy do dzielenia się swoimi pracami!
Dawniej t
radycyjne ozdoby wieszane na świerkowych gałązkach, nie były przypadkowe. Każdy z tych drobnych przedmiotów miał symboliczne, dziś już zapomniane znaczenie. Anioły miały opiek się domem, bronią przed złymi mocami. Gwiazdki pomagają powrócić z dalekich stron tym, którzy wyjechali. Dzwonki oznaczają dobrą nowinę, jaką dla chrześcijan jest Boże Narodzenie, a kolorowe łańcuchy symbolizują więź i bliskość między członkami rodziny wspólnie spędzającymi święta. Ukryte znaczenie mają też wieszane na choince jabłka, orzechy i pierniki. Jabłka to zdrowie i uroda, orzechy – siła i dobrobyt. Wiszące na gałązkach piernikowe serduszko ma zapewnić temu kto je zje miłość i szacunek.
Dziś już nikt nie uważa świątecznych dekoracji za amulety, mimo to warto mieć na choince chociaż kilka tradycyjnych ozdób. Są piękne, a przy ich produkcji można spędzić z bliskimi niezapomniane chwile.

 

ptaszek_szablon_pmkl

 

 

 


Pierniki ozdobione błękitnym i żótym lukrem, leżące na białytm talerzu. PIERNIKI NA ŚWIĘTA Pierniki na świątecznym stole nie są typowo podlaską tradycją, ale tu też znaną i kultywowaną od lat. Zadomowiły się na polskiej wsi w XIX wieku. Dziś to jeden z symboli Bożego Narodzenia i jedna z tych potraw, które wiele osób przygotowuje samodzielnie. Dawniej ciasto na pierniki przyrządzano tuż po andrzejkach, żeby dojrzewało w chłodzie i nabrało korzennego aromatu. Pierniki były nie tylko przysmakiem na wigilijnym stole, ale też ozdobą świątecznego drzewka.więcej

Ten (nie tylko świąteczny) wypiek zawdzięcza swoją nazwę przyprawom, które się do niego dodaje. Staropolskie słowo „pierny” znaczyło pieprzny, a ponieważ wyszło z użycia w XVI wieku – wiadomo, że tradycja pieczenia korzennych ciastek ma w Polsce ponad cztery wieki. Przywędrowała z Europy Zachodniej, takich miast jak Bazylea, czy Norymberga.
Najstarszy polski przepis na piernik pochodzi z 1725 roku. Co ciekawe, został zapisany nie w książce kucharskiej, a w poradniku medycznym „Compendium medicum auctum”. Dzięki rozgrzewającym dodatkom takim jak miód, cynamon, imbir i goździki, ciasto to zyskało status lekarstwa na niestrawność czy przeziębienie i było sprzedawane w aptekach.
Również ze względu na przyprawy, które trzeba było sprowadzać z daleka, pierniki były przez kilka wieków towarem luksusowym, na który stać było tylko najbogatszych. Dopiero w XVIII wieku stały się na terenie Polski przysmakiem bardziej powszechnym, najpierw w miastach, a sto lat później także w domach chłopskich. Szybko stały się też ważnym elementem polskiej tradycji bożonarodzeniowej, jednym z symboli tych świąt.
Ciasto na domowe pierniki wigilijne powinno się wyrabiać miesiąc wcześniej, zaraz po andrzejkach. Po wymieszaniu należy je zostawić je w chłodnym miejscu na co najmniej dwa tygodnie, aby sfermentowało. Można z niego upiec większy kawałek ciasta i przełożyć na przykład marmoladą, albo niewielkie ciasteczka o różnych, najczęściej związanych ze świętami kształtach, jak choinki czy gwiazdki. Dawniej te małe pierniki gościły nie tylko na świątecznym stole, ale były, obok orzechów i owoców, doskonałą dekoracją choinki. Pierniczki symbolizowały radość z narodzin Chrystusa. Wieszano je, by zapewnić domownikom miłość, zdrowie i dobrobyt.

 


Pocztówka z napisem Wesołych Świąt i dwójką dzieci trzymających się za ręce. W tle choinka leżąca na sankach.ŚWIĄTECZNYCH POCZTÓWEK CZAR W czasach sprzed SMS-ów oraz e-maili jedynym sposobem komunikacji na odległość był list lub mniej pojemna jeżeli chodzi o treść, ale niosąca równie wiele emocji kratka pocztowa. Kilkadziesiąt lat temu, przed świętami, ludzie wysyłali ich miliony. W Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej mamy bogaty zbiór starych pocztówek. Są wśród nich również te bożonarodzeniowe.więcej

 

Historia pocztówki, zwanej na początku odkrytym listem czy kartą korespondencyjną, sięga drugiej połowy XIX wieku. Jako pierwsza wprowadziła ją do obiegu poczta austro-węgierska, ale pomysł takiej formy kontaktu bardzo szybko stał się popularny na całym świecie. Polskie słowo pocztówka wymyślił sam Henryk Sienkiewicz. Pisarz wygrał konkurs na nawę kartki pocztowej.
W bogatych zbiorach pocztówek Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej jest wiele kartek bożonarodzeniowych. Najstarsze mają ponad sto lat. Przed wojną produkcją pocztówek zajmowały się znane i renomowane wydawnictwa, jak krakowski Salon Malarzy Polskich czy „Polonia”. Wydawcy przykładali dużą wagę do ich wartości artystycznej. Reprodukowali dzieła mistrzów malarstwa, jak Tadeusz Okoń czy Ludwik Stasiak, chętnie korzystali z usług artystów specjalizujących się w grafice i sztuce użytkowej, jak pejzażysta i akwarelista Adam Setkowicz czy malarz i grafik Wacław Boratyński. Na przedwojennych pocztówkach można odnaleźć motywy sakralne i ludowe zwyczaje związane ze świętami Bożego Narodzenia.
W PRL-u pocztówki wydawało przede wszystkim Biuro Wydawnicze Ruch. Do końca lat 60-tych XX wieku, podobnie jak w latach międzywojennych, powszechne było korzystanie z usług malarzy i grafików. Wśród twórców kart świątecznych z kolekcji Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej pojawiają się takie nazwiska jak Jadwiga Iwaszkiewicz, Maria Orłowska-Gabryś czy Danuta Kosztaluk-Skowrońska. Kartki z tego okresu są bardzo różnorodne. Oprócz przystrojonej choinki, pojawiają się na nich zimowe pejzaże, Mikołaj z workiem prezentów, czasem zwyczaje ludowe.
Pocztówki świąteczne, zarówno te przedwojenne, jak i te z okresu PRR-u, stanowią przekrój wielu technik plastycznych, od pasteli i akwareli, po drzeworyt. Czasem są to fotografie, czasem rysunki. Jeden element jest wspólny – napis „Wesołych Świąt” i oczywiście życzenia na odwrocie. Dziś większość z nas wysyła je SMS-em albo pocztą elektroniczną, ale warto pamiętać, że zwyczaj ten rozpowszechnił się właśnie dzięki pocztówkom.

 

 


Płóki magazynu, a nich, poukładane jedna na drugiej różnobarwne tkaniny. TO JUŻ TRADYCJA – po raz trzeci udało nam się wspólnie z Polskim Stowarzyszeniem Inwentaryzatorów Muzealnych zorganizować szkolenie z zakresu podstawowych zadań inwentaryzatora. Z uwagi na nadal dotykającą kraj pandemię wirusa COVID-19, tak jak w roku ubiegłym, skorzystaliśmy z formuły 3-dniowego webinaru. Zainteresowanie szkoleniem pt. Inwentaryzacja i reinwentaryzacja zbiorów muzealnych przerosło nasze oczekiwania. więcej

Na przewidywanych 70 miejsc, chętnych było ponad 100 osób. Dlatego w tym miejscu nadmienię, niejako się usprawiedliwiając, że musieliśmy dokonać niełatwego zadania wyboru uczestników. W konsekwencji w wydarzeniu, obok prelegentek, przedstawicieli współorganizatorów oraz wsparcia IT, wzięły udział ogółem 82 osoby z 57 placówek: 26 uczestników z województwa podlaskiego i 5 z warmińsko-mazurskiego (zgodnie z regułą szkolenia dającą pierwszeństwo muzealnikom z tychże województw) oraz łącznie 51 uczestników z pozostałych województw: mazowieckiego, podkarpackiego, dolnośląskiego, małopolskiego, kujawsko-pomorskiego, pomorskiego, śląskiego, wielkopolskiego, świętokrzyskiego, zachodniopomorskiego, lubelskiego, łódzkiego.

Pierwszy dzień nie obył się bez niespodzianek technicznych i szkolenie rozpoczęło się z niemałym opóźnieniem. Niemniej jednak, uczestnicy nie ulegli zniechęceniu przedłużającym się czasem oczekiwania i już wkrótce spotkanie zostało oficjalnie otwarte przez Współorganizatorów wydarzenia: Panią Prezes Polskiego Stowarzyszenia Inwentaryzatorów Muzealnych Katarzynę Reszkę oraz Dyrektora Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej dr. Artura Gawła. Następnie zabrała głos pierwsza prelegentka – pani Agnieszka Sowa – Główny Inwentaryzator Zbiorów Muzeum Śląskiego w Katowicach, która przypomniała uczestnikom ogólne zasady inwentaryzacji, bazując na własnej, bogatej praktyce zawodowej. Podczas wystąpienia poruszyła także kwestię spędzającą sen z oczu niemal każdego muzealnika – niedoboru obiektów wykazanego w trakcie prac inwentaryzacyjnych. Kolejną referentką była pani Katarzyna Reszka – Główny Inwentaryzator Zbiorów Muzeum Warszawy i jednocześnie Prezes PSIM-u, która przybliżyła zgromadzonym regulamin inwentaryzacji w formie spisu z natury wraz z powiązanymi zeń dokumentami. Przy okazji wystąpienia, pani Prezes zachęcała do odwiedzania bloga Stowarzyszenia i korzystania z udostępnionych tam wzorów dokumentów, m.in. dotyczących zagadnień poruszanych podczas szkolenia. Prelegentka omówiła także pokrótce organizację pracy zespołu spisowego, uczulając słuchaczy również na należyte zabezpieczenie dokumentacji inwentaryzacyjnej. Po zakończonych referatach obie panie zostały zasypane wieloma pytaniami na chacie programu do wideokonferencji. Uczestnicy prosili m.in. o rozwianie wątpliwości dotyczących inwentaryzacji obiektów z niekompletną lub niepoprawnie prowadzoną dokumentacją, czy bez informacji o źródle pochodzenia. Mieli pytania odnoszące się bezpośrednio do prac samej komisji inwentaryzacyjnej.

Drugiego dnia szkolenia pani Bogusława Klat – Zastępca Głównego Inwentaryzatora Zamku Królewskiego w Warszawie i równocześnie członkini zarządu PSIM, w swoim referacie odniosła się do prowadzenia skontrum z wykorzystaniem bazy danych. Prelekcja była tym ciekawsza, że obok obszernego omówienia tej formy kontroli zbiorów, pojawiły się praktyczne wskazówki oraz materiał poglądowy, jak przeprowadzić skontrum wykorzystując jeden z powszechnie występujących w muzeach program do ewidencji zbiorów. Na koniec wystąpienia referentka zapowiedziała opublikowanie na internetowym blogu Stowarzyszenia pracy pod redakcją własną oraz Aldony Modrzewskiej, pt. [Po]rachunki ze sztuką. Zarządzanie kolekcją a rachunkowość w muzeach, będącej długo oczekiwanym rezultatem seminarium pn. Zarządzanie zbiorami, a rachunkowość, które odbyło się w 2019 roku z inicjatywy Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów oraz Polskiego Stowarzyszenia Inwentaryzatorów Muzealnych. Następnie wystąpiła pani Małgorzata Zatorska – Główna Księgowa Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie, z wyczekiwanym przez wszystkich uczestników referatem poświęconym uzgadnianiu sald jako formy weryfikacji wartości. Nie ma chyba muzeum, które nie borykałoby się z problemem ustalenia wartości obiektów na styku przepisów dotyczących bezpośrednio muzeów i ustawy o rachunkowości, dlatego obie prelegentki musiały zmierzyć się z licznymi pytaniami słuchaczy, związanymi z kwestiami spornymi m.in.: o formę i okres, w jakim należy uzgadniać salda, co może zawierać wartość inwentarzowa w przypadku obiektów nieruchomych oraz jak często należy przeprowadzać inwentaryzację zbiorów. Z uwagi na reżim czasowy, dyskusja zakończyła się konkluzją pani Bogusławy Klat, rekomendującej spisanie przez muzea polityki gromadzenia zbiorów, zawierającej także wcześniej omawiane kwestie. Panel zamknęło wystąpienie pani Anny Rosińskiej – przedstawicielki firmy FP System – partnera PSIM, tworzącego oprogramowanie wspomagające pracę muzeów oraz innych instytucji kultury. Referentka przybliżyła zebranym funkcjonalności programu MUZEO w zakresie inwentaryzacji, reinwentaryzacji i uzgadniania sald, nadmieniając, że program posiada także dodatkowy moduł księgowy, który w znacznej mierze ułatwia przeprowadzenie całej procedury.  

Ostatni dzień szkolenia poświęcony został w całości coraz bardziej nośnemu tematowi, jakim jest reinwentaryzacja zbiorów. Swoimi doświadczeniami w tym zakresie podzieliły się jako pierwsze Panie Aldona Modrzewska – Kierowniczka Działu Zbiorów, członkini zarządu i skarbnik PSIM oraz Aneta Jasionek – Głowny Specjalista Inwentaryzator, również członkini PSIM, związane zawodowo z powołanym w 2005 roku Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN. Prelegentki w swoim wystąpieniu szczególnie podkreślały rolę namysłu, jaki należy włożyć w opracowanie samych reguł, zanim w ogóle przystąpi się do pracy ze zbiorami. Zdaniem referentek, przygotowanie regulaminu i poszczególnych instrukcji jest już połową sukcesu, z uwagi na to, że z jednej strony pozwala to na efektywną i uporządkowaną pracę komisji reinwentaryzacyjnej, z drugiej zaś pomoże uchronić się w przyszłości przed popełnianiem kolejnych błędów w ewidencjonowaniu obiektów. Zwróciły jednak uwagę, że wszelkim działaniom powinna towarzyszyć pewna doza elastyczności, zwłaszcza iż kontakt z obiektami wymusza czasem zmianę wcześniejszych ustaleń. Przeciwwagą dla tego wystąpienia stała się niejako prelekcja Pani Anety Krzyszkowskiej-Pyrcz – Głównego Inwentaryzatora Muzeum Narodowego w Krakowie i członkini PSIM. Prelegentka swój referat oparła na długoletnim doświadczeniu zawodowym, związanym z zarządzaniem ogromną i zróżnicowaną kolekcją muzeum narodowego. W swojej dotychczasowej praktyce referentka zderzyła się z całym mnóstwem problemów związanymi z ewidencjonowaniem zbiorów, m.in. odmiennymi sposobami wprowadzania obiektów do inwentarza na przestrzeni wielu dziesięcioleci. Reinwentaryzacja stała się więc naturalnym remedium, pociągającym za sobą szeroko zakrojone prace koncepcyjne i porządkujące dokumentację oraz status samych obiektów, ale i obarczonym niemałym ryzykiem. Obydwa wystąpienia były niezwykle ciekawe z uwagi na ukazanie tematu z dwóch, nieco odmiennych perspektyw, a wywiązująca się wokół tego tematu dyskusja zakończyła trzeci i ostatni dzień szkolenia.

Organizacja wydarzenia dla tak licznego grona była nie lada przedsięwzięciem, które jednak dało naprawdę bardzo dużo osobistej satysfakcji zespołowi organizacyjnemu. Dziękujemy Państwu za uczestnictwo w spotkaniu i życzymy, aby zdobyte informacje znalazły odbicie w Państwa codziennej praktyce zawodowej. Szczególne wyrazy wdzięczności kierujemy do Zarządu PSIM, który już po raz trzeci zdecydował się kontynuować współpracę z Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej. Pragniemy także podziękować Pani Bogusławie Klat – Zastępcy Głównego Inwentaryzatora w Zamku Królewskim w Warszawie, jednocześnie członkini zarządu PSIM, za przygotowanie harmonogramu i programu spotkania. Przede wszystkim zaś dziękujemy prelegentkom, które podczas szkolenia dzieliły się ze słuchaczami swoją wiedzą i doświadczeniem.

Małgorzata Przybyszewska – Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej, Wasilków

 


Nad płonącym palenickiem - drewniane, otwarte szczypce, w nich biały opłatek. ADWENT – CZAS OCZEKIWANIA Tegoroczny adwent potrwa 27 dni – od 28 listopada do 24 grudnia. Od wieków jest to czas radosnego oczekiwania na przyjście Zbawiciela i przygotowań, także duchowych, do świąt. Dawniej przygotowania te wyglądały zupełnie inaczej, szczególnie na wsi. Był to okres zadumy i modlitwy, ale też obowiązywania zwyczajów i zasad, których pilnie przestrzegano, by nie ściągnąć na dom nieszczęścia i z czystym sumieniem przywitać Chrystusa.więcej

 

Nazwa adwent pochodzi z łaciny – adwnetus znaczy przyjście. Dawniej okres ten rozpoczynał się w dniu świętego Marcina i, podobnie jak Wielki Post, trwał zawsze 40 dni. Dopiero w VI wieku zaczęto obchodzić adwent czterotygodniowy i dziś jego początek przypada na niedzielę między 25 a 30 listopada, czyli dniami, którym patronują święta Katarzyna i święty Andrzej. Właśnie stąd wzięło się przysłowie: „święta Katarzyna adwent zawiązuje, a święty Andrzej jej poprawuje”.
W Kościele z wraz początkiem adwentu rozpoczyna się nowy rok liturgiczny. Od setek lat wierni gromadzą się w tym czasie w kościołach na roratach – porannych mszach ku czci Najświętszej Marii Panny, którym towarzyszy płomień, udekorowanej błękitną wstążką, woskowej świecy – roratnicy. W niektórych miejscowościach na Podlasiu, do dziś zachował się zwyczaj przynoszenia do kościoła świateł w postaci lampionów.
Roraty, odprawiane w Polsce od XIII wieku, są symbolem czujnego wyczekiwania na przyjście Zbawiciela, ale też gotowości na Sąd Ostateczny. Ich nazwa pochodzi z pierwszych słów napisanej po łacinie pieśni – „Rorate caeli desuper”, czyli „Spuśćcie rosę niebiosa”.
Dawniej podczas adwentu powszechny był zwyczaj zachowywania postu. Nie jedzono wówczas mięsa, tłuszczu pochodzenia zwierzęcego, nie można było spożywać alkoholu, a w środy i w piątki nawet nabiału. Zdarzało się, że osoby starsze przez cały ten czas nie jadły mięsa, a w dni postne spożywały tylko chleb i wodę.
Nie wolno było też w adwencie wykonywać żadnych prac polowych:
„W adwencie obowiązywał powszechnie przestrzegany zakaz orki, zgodnie z przysłowiem: Kto w adwencie ziemię pruje, temu ona choruje.  Wierzono, że w tym czasie ziemia odpoczywa – czytamy w książce „Rok obrzędowy na Podlasiu dr. Artura Gawła – Jeśli ktoś łamał ten zakaz to pozostali rolnicy martwili się również o swoje plony. Nieurodzaj mógł trwać nawet przez trzy najbliższe lata. Niektórzy też uważali, że sam oracz będzie ciężko chorował za swój grzech.”
Na Podlasiu i na Mazowszu początek adwentu obwieszczał dawniej dźwięk ligawek.
„Ligawka jest drewnianym instrumentem wykonanym z dwóch połączonych ze sobą na stałe łykiem, naturalnie wygiętych, wewnątrz wydrążonych kawałków drewna, olchowego, lipowego lub wierzbowego – wyjaśnia w „Roku obrzędowym na Podlasiu dr Artur Gaweł – Przed samym graniem niektórzy gospodarze polewali ligawkę wodą . Samo trąbienie polegające na mocnym dmuchaniu w ustnik jest dość trudne, zagranie melodii adwentowej wymaga znacznej wprawy.”
Dlatego grą na ligawkach zajmowali się mężczyźni mający zdrowe płuca, zdolne do długiego i silnego wydechu. Czasem, dla uzyskania głębszego i mocniejszego brzmienia, opierali ligawkę cembrowinę studni. Jej sygnał był znakiem, że zamilknąć mają inne instrumenty, że należy zrezygnować z tańców i hucznych zabaw.
Z urządzaniem zabaw czekano do karnawału, ale nie oznacza to, że rezygnowano zupełnie z życia towarzyskiego. Adwent był czasem spotkań przy kiszeniu kapusty, darciu pierza czy łuskaniu fasoli, którym to zajęciom towarzyszyły opowieści i wspólne śpiewanie.
Adwentowe wieczory poświęcano również na robienie świątecznych ozdób. Do ich wykonania kobiety, bo głównie one się tym zajmowały, używały słomy, grochu, fasoli, orzechów, wydmuszek jaj, papieru, bibuły, a także opłatków. W ten sposób powstawały ozdoby choinkowe (kolorowe koszyczki i łańcuchy, mikołaje, aniołki, laleczki czy gwiazdki), ale też wieszane pod powałą pająki.
Ostatnią dekadę adwentu wypełniały – podobnie jak dziś – świąteczne porządki. Każda chałupa musiała być gruntownie wysprzątana. Szorowano podłogi, usuwano pajęczyny, bielono ściany, myto okna.
W tym czasie, można też było się spodziewać wizyty księdza albo organisty z opłatkiem, który dawniej wypiekano nad ogniem w żelaznych szczypcach. Dzielenie się nim w ostatnim dnu adwentu, czyli w wigilię świąt Bożego Narodzenia, to zwyczaj znany w Polsce od trzech wieków. Jeden z tych, które przetrwały i są kultywowane w prawie wszystkich domach.

 

 

 


Drewniany przyż i kapliczka. Nad nią gałęzie drzewa ze złoptymi liśćmi. W tle szare, jesienne niebo.GOŚCIE Z ZAŚWIATÓW Przeczucie, że śmierć nie jest końcem, a tylko przejściem do innego świata, towarzyszy ludziom od tysięcy lat. Dawniej powszechna była wiara, że możliwy jest kontakt z tymi, którzy odeszli. Niektóre wierzenia i zwyczaje dotyczące zmarłych przetrwały w tradycji ludowej i do dziś mają wpływ na obchody Dnia Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego.więcej

 

Jednym z najważniejszych obrzędów związanych ze Świętem Zmarłych i Dniem Zadusznym jest „karmienie dusz”. Dr Artur Gaweł tak opisuje w książce „Rok obrzędowy na Podlasiu” obchodzoną przez prawosławnych na Podlasiu Dymitryjewską Sobotę, czyli ostatnią sobotę przed dniem św. Dymitra, który wypada 8 listopada.
„Na grobach pozostawiano żywność, a zwłaszcza wypiekane z mąki razowo-gryczane placki. Po powrocie do domu przygotowywano uroczystą wieczerzę złożoną z nieparzystej liczby potraw, najczęściej siedmiu lub dziewięciu. Wśród nich była też kutia. Kolacja ta nie miała charakteru postnego. Przeciwnie, starano się ugościć dusze zmarłych jak najbogaciej, aby zyskać tym samym ich przychylność.”
Zaduszkowe uczty, to chrześcijańska wersja Dziadów obchodzonych przez naszych przodków Słowian. Często zapraszano na nie żebraków i proszalnych dziadów, aby za ich wstawiennictwem wymodlić łaski dla bliskich z zaświatów. Dawniej we wschodnich regionach Polski spożywano posiłki na grobach zmarłych. Zwyczaj ten zaginął na początku XX wieku.
Do lat 20-tych ubiegłego wieku na Lubelszczyźnie i w niektórych miejscowościach Podlasia gospodynie wypiekały specjalne pieczywo zwane powałkami lub peretyczkami. Był to rodzaj bułki o podłużnym kształcie, z odciśniętym pośrodku krzyżem i inicjałami zmarłej osoby. Pieczywo takie dawano żebrakom jako jałmużnę z prośbą o modlitwę za duszę zmarłego. Z kolei w okolicach Wąsosza pieczono słodki chleb z mąki gryczanej, zwany gryczanem. Po przybyciu na cmentarz obdarowywano nim żebraków, z prośbą o modlitwę za zmarłych.
Z odwiedzinami domów przez gości z zaświatów wiązało się wiele zakazów. Nie wolno było ubijać masła, maglować, deptać kapusty, tkać i prząść. Dbano o to, aby nie skaleczyć i nie rozgnieść odwiedzających dom dusz. W  świąteczne dni nie podnoszono żadnych strąconych rzeczy, wierząc, że dusze „wzięły je sobie na trochę”. Upuszczone przedmioty można było podnieść dopiero po Zaduszkach, a jeżeli były niezbędne, w miejsce zabranej rzeczy kładziono kawałek chleba.
Kolejnym zwyczajem związanym ze Dniem Wszystkich Świętych i Dniem Zadusznym jest palenie ognia. Zwyczaj te w zmienionej formie przetrwał do dziś.
„Zwyczaj zapalania świec na grobach wywodzi się z przedchrześcijańskiej tradycji rozpalania ognisk w święta zaduszne na mogiłach, na rozdrożach dróg lub nawet na terenie zagród, co miało ułatwić pojawiającym się wtedy duszom poruszanie się po świecie żywych, a nawet, jak wierzono, ich ogrzanie się przy nich.” – czytamy w książce dr. Artura Gawła „Rok obrzędowy na Podlasiu”
Dawniej popularne było także palenie ognisk na grobach samobójców i mogiłach tragicznie zmarłych osób. Chrust i drewno na takie ogniska składano przez cały rok. Ogień z tych grobów miał oczyszczającą moc, dawał ochronę przed złymi mocami, które często przebywały na mogiłach samobójców.
Współcześnie zachowało się niewiele z dawnych obrzędów. Wciąż jednak w Dzień Wszystkich Świętych i w Dzień Zaduszny odwiedza się groby zmarłych i pali na nich znicze, i wciąż jest to w Polsce jedno z najważniejszych, najbardziej powszechnie obchodzonych świąt, bez względu na światopogląd  i wyznawaną religię.

 

 

 


Wnetrze budnyku ze ścianami z desek. Na drewniane podlodze ustawione drewniane narzędzia.INWENTARYZACJA I REINWENTARYZACJA ZBIORÓW
Polskie Stowarzyszenie Inwentaryzatorów Muzealnych wraz z  Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej zapraszają swoich członków oraz muzealników, do wzięcia udziału w bezpłatnym szkoleniu z zakresu podstawowych zadań inwentaryzatora pt. „Inwentaryzacja i reinwentaryzacja zbiorów muzealnych”. więcej

 

Inwentaryzacja jest podstawową i obowiązkową formą kontroli zbiorów muzealnych, a jej właściwe przeprowadzenie gwarantuje zachowanie należytej staranności w opiece nad zgromadzoną kolekcją. Dlatego proponujemy Państwu zapoznanie się z wytycznymi, dobrymi praktykami i rekomendacjami w tym zakresie. Przedstawimy zastosowanie uproszczonej formy kontroli – skontrum i postaramy się odpowiedzieć, czy zawsze będzie ono odpowiednią metodą inwentaryzacji. Podzielimy się z Państwem zasadami oraz zagrożeniami procesu reinwentaryzacji, w ujęciu dwóch różnych perspektyw  i doświadczeń.  W szkoleniu weźmie udział również partner Stowarzyszenia – firma Fpsystem, tworząca oprogramowanie wspomagające pracę muzeów oraz innych instytucji kultury. Przedstawiciel Fpsystem omówi możliwości programu Muzeo w zakresie inwentaryzowania zbiorów muzealnych, reinwentaryzowania i uzgadniania sald.

Ze względu na pandemię COVID-19, szkolenie odbędzie się z wykorzystaniem platformy ZOOM.

Zaplanowaliśmy trzy główne panele tematyczne, prowadzone przez trzy kolejne dni od godz. 9.30:
26 października 2021 r. OGÓLNE ZASADY INWENTARYZACJI I REGULAMIN SPISU Z NATURY
27 października 2021 r.
SKONTRUM W BAZIE DANYCH, UZGADNIANIE SALD, FPSYSTEM
28 października 2021 r.
REINWENTARYZACJA

Po każdym wystąpieniu zaplanowaliśmy czas na dyskusję, dlatego zachęcamy do zadawania pytań, zgłaszania uwag i kwestii problematycznych podczas rekrutacji na szkolenie oraz w czasie szkolenia, za pośrednictwem ZOOM – chat. Wszelkie pytania mile widziane!

Przewidziana liczba uczestników to 70 osób. Szkolenie przeznaczone jest w szczególności dla muzeów z województwa podlaskiego i warmińsko-mazurskiego, a następnej kolejności również dla muzealników z innych regionów.

Zgłoszenia prosimy przesyłać do dnia 20 października 2021 r. na adres e-mailowy: m.przybyszewska@pmkl.pl

Po przyjęciu zgłoszenia zostaną do Państwa wysłane linki do szkolenia.

Dodatkowe informacje mogą Państwo uzyskać od koordynatorów szkolenia:
Małgorzata Przybyszewska – adiunkt w Dziale Etnografii Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej,

e-mail:  m.przybyszewska@pmkl.pl

Bogusława Klat – zastępca głównego inwentaryzatora w Zamku Królewskim w Warszawie-Muzeum,

e-mail: bklat@zamek-krolewski.pl

oraz na blogu Polskiego Stowarzyszenia Inwentaryzatorów Muzealnych:

http://inwentaryzatorzy.blogspot.com/

Pliki do pobrania:

PROGRAM SZKOLENIA

FORMULARZ ZGŁOSZENIOWY

ZAPROSZENIE

Z lewej strony logotyp Polskiego Stowarzyszenia Inwentaryzatorów Muzealnych w kolorach białym, niebieskim i granatowym, po prawe stronie brązowo-zielone logo Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej.

 

 

 


Na stole leży stos książek. Dwie są oparte o pozostałe, widać okładkę. Na niej zdjęcie drewnianych krzyża i kapliczki oraz tytuł Pogrzebowe PieśniPodlaskiej Parabaki. PIEŚNI WYDANE DRUKIEM! W Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej zakończyła się realizacja projektu pn. „Pogrzebowe Pieśni Podlaskiej Prababki” dofinansowanego ze środków Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu, realizowanego w ramach programu Narodowego Centrum Kultury „EtnoPolska2021”. Prowadzący, uczestnicy i goście spotkali się we dworze z Bobry Wielkiej na promocji śpiewnika zawierającego teksty i zapis nutowy pieśni żałobnych z okolic Moniek, a także płytę nagraną podczas warsztatów śpiewaczych. Powstał także film: link do filmu więcej

Publikacja „Pogrzebowe Pieśni Podlaskiej Prababki” to ponad sto stron zawierających przede wszystkim teksty i zapis nutowy pieśni śpiewanych podczas pogrzebów we wsiach obecnego powiatu Monickiego. Znajdziemy tam również informacje dotyczące tych pieśni, a także innych zwyczajów związanych z ostatnim pożegnaniem. Do śpiewnika dołączona jest płyta nagrana w ostatnim dniu warsztatów śpiewaczych.
Nad opanowaniem dwudziestu dwóch pieśni pogrzebowych uczestnicy warsztatów śpiewaczych pracowali przez pięć sierpniowych dni. Ich mistrzami byli Halina Waszkiewicz, Irena Kobeszko i Jan Szklarzewski. Wszyscy troje pochodzą z powiatu monieckiego, są liderami zespołów ludowych, a pieśni pogrzebowe znają od swoich rodziców czy dziadków i wciąż je śpiewają w swoich miejscowościach, kiedy ktoś ze znajomych umiera.
Dziś pożegnanie zmarłego to zwykle jeden wieczór, ale dawniej ostatnie pożegnanie trwało na wsi nawet trzy dni. Pieśni śpiewane przy trumnie zmarłego jednoczyły ludzi w bólu, pozwalały w szczególny sposób oddać mu hołd, często dawały odrobinę otuchy, że to nie koniec. Dziś powoli odchodzą w zapomnienie, to ostatni moment, by zachować je dla przyszłych pokoleń.
Pierwszym etapem projektu były badania prowadzone w wybranych wsiach na terenie powiatu monieckiego, podczas których zostały zebrane teksty i melodie pieśni pogrzebowych. Na podstawie zapisanego materiału instruktorzy prowadzili warsztaty. W zajęciach, podzielonych na pięć sześciogodzinnych spotkań (01.08, 08.08, 16.08, 21.08, i 22.08), wzięło udział 12 uczestników. Pieśni zostały nagrane i wydane na płycie, która jest częścią publikacji podsumowującej projekt. W książce zostały opublikowane teksty, zapis nutowy pieśni pogrzebowych z okolic Moniek oraz, we wstępie, wspomnienia osób prowadzących warsztaty dotyczące dawnej obrzędowości pogrzebowej. Publikacja autorstwa Agnieszki Skarżyńskiej-Szerszenowicz, koordynatorki projektu jest bezpłatna.
Partnerami projektu są Moniecki Ośrodek Kultury i Gminny Ośrodek Kultury w Trzciannem, a spośród mediów – portale internetowe Wrota Podlasia i Bia24.
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu w ramach programu Narodowego Centrum Kultury „EtnoPolska 2021”.

 

 

Od lewej stron widoczne są: polskie godło, napis Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Narodowe Centrum Kultury oraz Dofinansowano ze środków Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu w ramach programi Narodowego Centrum Kultury "EtnoPolska 2021"

 

 

 

 


Brazowy, drewniany budynek na tle zielonych drzew i nieba. ATLAS ZABYTKÓW SKANSENU – KUŹNIA Pierwszym zabytkiem na terenie Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej, który trafił do skansenu, jest kuźnia. Stało się to w 1984 roku, a jeszcze dekadę wcześniej z usług jej właściciela korzystali mieszańcy Gródka i okolic. Dzięki temu udało się przenieść obiekt do muzeum z pełnym wyposażeniem, co pozwala na organizowanie w nim zajęć edukacyjnych i pokazów kowalstwa. więcej

 

Kuźnia to najczęściej budynek na planie prostokąta przypominający niewielki spichlerz. W centralnych regionach i na północy Polski można spotkać kuźnie murowane ale najpopularniejszym materiałem do ich budowy było drewno. Często wejście do kuźni osłania podcienie, chroniące kowala przed deszczem czy słońcem podczas prac takich jak podkuwanie koni, których nie da się wykonywać wewnątrz budynku. Kuźnia z Gródka w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej, zbudowana w 1914 roku,  nie ma podcienia. To prosta bryła na planie prostokąta zbliżonego do kwadratu, o wymiarach 5,5 metra na 6,3. Ma ściany o konstrukcji zrębowej wykonane z połówek bali połączonych w narożach na jaskółczy ogon z ostatkami i dwuspadowy dach kryty gontem. Stoi nieco na uboczu, przed wejściem do skansenu i nie jest to przypadek, lecz nawiązanie do sytuacji, jaka miała miejsce tam, gdzie działały warsztaty kowalskie.
„Kuźnię budowano w centrum wsi lub na jej obrzeżach, w miejscu łatwo dostępnym, ale jednocześnie bezpiecznym, tzn. odsuniętym od innych budynków, aby nie zaprószyć ognia.” – pisze Tomasz Czerwiński w książce „Budownictwo ludowe w Polsce” – „W dużych wsiach pracowało zwykle po kilka warsztatów kowalskich.”
Powstawały w nich, oprócz podków, którymi na miejscu podkuwano konie, narzędzia i sprzęty żelazne potrzebne mieszkańcom wsi w życiu codziennym:  zamki, zawiasy, ćwieki gwoździe, haki, kraty, ale też noże, tasaki czy pogrzebacze. Czasem kowal kuł żelazne krzyże wieńczące dachy kościołów czy kapliczek przydrożnych.
„Kowal w społeczności wiejskiej był człowiekiem cenionym. Potrafił ujarzmić żelazo, nadając swoim wyrobom wymagane kształty. Był nie tylko rzemieślnikiem, ale często także artystą, a w razie potrzeby wcielał się w rolę dentysty i felczera.” – czytamy w książce Tomasza Czerwińskiego –„Kowalstwo było cenionym zawodem. Dobry kowal miał zawsze dużo pracy a zamówienia na usługi składali mu niejednokrotnie mieszkańcy odległych wiosek.”
Do wykonywania swojej pracy potrzebował nie tylko dachu nad głową ale też narzędzi. Wyposażenie kuźni to między innymi palenisko i miech do podtrzymywania ognia, kowadło, młoty kowalskie, narzędzia do cięcia stali. Kuźnia z Gródka została przeniesiona do skansenu wraz z kompletnym, liczącym ponad sto przedmiotów wyposażeniem. Wewnątrz odtworzone zostało palenisko z cegieł oblepionych gliną. Nad nim umieszczony jest okap, a obok – skórzany miech do nadmuchu paleniska. Przed kuźnią stoi toczydło z kołem z piaskowca poruszanym korbą służące do ostrzenia narzędzi.

 

 

 


Drewniany, brązowy budynek wśród świeżej zieleni. Przed nim kwitnący krzak fioletowego bzu.ATLAS ZABYTKÓW SKANSENU – REMIZA. Remizy, czyli budynki służące do magazynowania sprzętu gaśniczego zaczęto budować w połowie XIX wieku. To właśnie wtedy na terenach podzielonej zaborami Polski powstawały pierwsze regularne jednostki straży pożarnej, którym trzeba było zapewnić lokum do przechowywania sprzętu. Największy rozwój budownictwa tych obiektów przypada na dwudziestolecie międzywojenne i właśnie wtedy powstała remiza z Rudki, która sześć dekad po wybudowaniu została przeniesiona do skansenu. więcej

Niespełna dwa wieki temu remizy zaczęły wzbogacać krajobraz małych miast i wsi. Stawały się, obok kościołów czy szkół, budynkami rozpoznawalnymi i ważnymi dla mieszkańców. Sytuowano je zwykle w centrum miejscowości, blisko rynku.
Najwięcej tego typu budynków powstało dwudziestoleciu międzywojennym. Wówczas, po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, podporządkowano wszystkie działające na jej terenie jednostki straży pożarnej jednemu kierownictwu, ujednolicono umundurowanie, podjęto działania na rzecz zapewnienia strażakom odpowiedniego sprzętu i bazy lokalowej.
Budynki strażnic pożarniczych budowano z różnych materiałów. Różniły się od siebie także formą i gabarytami. W miastach były to często okazałe murowane budowle, z więcej niż jedną kondygnacją i wieżą obserwacyjną. Na wsi powstawały znacznie skromniejsze obiekty drewniane. Trudno się temu dziwić, gdyż nierzadko pieniądze na budowę strażnicy pochodziły z ofiar mieszkańców, którzy też, w formie czynu społecznego, sami budowali remizę. Tak właśnie było z remizą z Rudki. Zaangażowanym w budowę mieszkańcom pomógł finansowo ostatni właściciel okolicznych dóbr i wybudowanego przez rodzinę Ossolińskich pałacu, hrabia Franciszek Potocki. Podarował grunt, kupił drewno.
Od samego początku, podobnie jak inne tego typu obiekty, remiza służyła nie tylko strażakom. Pełniła też funkcję domu ludowego. Organizowano tam zabawy i spotkania towarzyskie, a zachowana we wnętrzu scena przypomina, że budynek był także siedzibą teatru.
Remiza z Rudki to jedyny taki obiekt na terenie Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej. Zbudowany w 1925 roku, jest posadowiony na murowanym fundamencie z kamieni. Ma ściany o konstrukcji wieńcowej i sumikowo-łątkowej, połączone w narożach zamkiem płetwowym na jaskółczy ogon. Dwuspadowy dach, tak jak po wybudowaniu, jest pokryty eternitem. Dawniej przy dwuskrzydłowych drzwiach (jednych z dwojga) wisiał dzwon, którego dźwięk wzywał strażaków do gaszenia ognia.

 

 

 


Szary drewniany budynek o stożkowatym dachu pokrytym zielonym mchem. W tle ciemnozielone drzewa.ATLAS ZABYTKÓW SKANSENU – MANEŻ Jest wśród drewnianych zabytkowych budowli Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej obiekt o tajemniczej, z francuska brzmiącej nazwie. Słowo maneż rzeczywiście pochodzi z francuskiego i ma kilka znaczeń, w których można się doszukać pewnych powiązań. To najczęściej ujeżdżalnia koni albo kierat – urządzenie napędzane siłą tych zwierząt. Może to być także arena cyrkowa, a we Francji – karuzela. A maneż stojący na terenie skansenu?więcej

Maneż  z Tyborów Uszyńskich – wsi w gminie Kulesze Kościelne – ma dziewięćdziesiąt lat. To drewniana budowla na planie regularnego ośmiokąta, której ściany mają konstrukcję szkieletową a dach jest pokryty strzechą. Jest zabytkiem niezbyt typowym dla swojej nazwy. W słowniku języka polskiego takiego jej znaczenia nie znajdziemy.
Zbytkowe maneże w Polsce to najczęściej budowle murowane – ujeżdżalnie zbudowane na potrzeby wojska. Jednym z przykładów może być maneż w Łańcucie z 1843 roku, pierwotnie – ujeżdżalnia koni austriackiego pułku kawalerii. Dziś to jeden z obiektów na terenie Muzeum w Łańcucie.
Z kolei w Gdańsku, zabytkowy maneż z 1902 roku, który na początku XX wieku służył stacjonującej tam jednostce huzarów pruskich, po odrestaurowaniu zyskał nową funkcję. Powstała w nim sala widowiskowo – koncertowa mieszcząca prawie półtora tysiąca osób.
Ale słowa maneż używa się również na określenie kieratu – urządzenia napędzanego siłą zwierząt – koni lub wołów, wykorzystywanego na podlaskiej wsi mniej więcej do lat 60 – tych XX wieku. To zespół kół zębatych, najczęściej dwóch, z których największe było połączone z dyszlem. Zaprzęgnięte do kieratu zwierzęta  obracały przekładnię chodząc po okręgu, zwykle – dziesięciometrowym. Składający się z kilku połączonych przegubami odcinków wał przenosił napęd do, stojącej kilka metrów dalej, sieczkarni albo młockarni. Maneż z Tyborów Uszyńskich był obudową takiego właśnie kieratu czyli, w zasadzie, jego częścią. Często wzbudza zaciekawienie zwiedzających Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej, bo kształtem jest bardzo zbliżony do rotundy, a w wiejskim budownictwie drewnianym to prawdziwa rzadkość.

 

 

 


Na piewszym lanie rude liście leżące na ziemi, w tle między dwoma drzewami - drewniany, brązowy budynek z szarym dachem. ATLAS ZABYTKÓW SKANSENU. SPICHLERZE. To kolejny odcinek cyklu dzięki któremu czytelnicy naszej strony internetowej, pozbawieni możliwości zwiedzania Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej, dowiedzą się, jakie drewniane obiekty znajdują się na jego terenie, poznają ich historię, pierwotne przeznaczenie, konstrukcję. Wśród prawie pięćdziesięciu zabytków przeniesionych do skansenu, uratowanych w ten sposób przed zagładą, są budynki mieszkalne, gospodarcze i przeznaczone do pracy. Tym razem opowiadamy o spichlerzach.więcej

Spichlerze  to budynki, w których dawniej przechowywano tak zwane materiały sypkie, najczęściej ziarna zbóż. Chociaż są to często obiekty wyjątkowej urody, przy ich budowie kierowano się przede wszystkim funkcjonalnością. Większość  z nich charakteryzuje się zwarta bryłą, stromym dachem i niewielkimi oknami. W miastach budowano spichlerze murowane, które często miały kilka kondygnacji. Spichlerze wiejskie to budynki drewniane i takie właśnie można podziwiać w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej.
Wśród dziesięciu spichlerzy, które zostały przeniesione do skansenu z różnych miejscowości, najokazalszy i najstarszy jest spichlerz dworski ze Starej Wsi. Tak jak dwór, obok którego stoi, ma ponad dwa wieki. Do skansenu trafił w 1998 roku. To budynek o konstrukcji zrębowej, posadowiony na fundamencie z luźno ułożonych kamieni polnych. Czterospadowy, kryty gontem dach zdobią lukarny – niewielkie półokrągłe okna wpuszczające odrobinę światła na górną kondygnację. Dolną oświetlają, również bardzo skąpo, niewielkie otwory okienne w belkach tworzących ściany. Z jednej kondygnacji na drugą prowadzą dwubiegowe schody. We wnętrzach, które dawniej służyły do przechowywania ziarna dziś można oglądać dwie wystawy stałe: „Dolinami rzek” opowiadającą o życiu mieszkańców nadrzecznych miasteczek i wsi na Podlasiu i „Zdobnictwo drewnianych domów na Białostocczyźnie”, pozwalającą przyjrzeć się z bliska misternie wycinanym drewnianym elementom, które umieszczano nad i pod oknami albo wzdłuż krawędzi dachu”.
W sąsiedztwie dworu z Bobry Wielkiej usytuowany jest również XIX – wieczny spichlerz ze Starej Gąsówki, w którym zaaranżowana została wystawa „O pożytkach z gliny płynących”, poświęcona przede wszystkim garncarstwu. To budynek szerokofrontowy, zbudowany z bali sosnowych, łączonych w narożach zamkami na jaskółczy ogon bez ostatków. Dwuspadowy, naczółkowy dach jest kryty gontem, a elewację frontową zdobi słupowy podcień i dwa półkoliste okienka po obydwu stronach drzwi.
Wędrując po skansenie, przy poszczególnych budynkach mieszkalnych można napotkać pięć mniejszych, przeważnie krytych strzechą spichlerzy, posadowionych na fundamentach z kamieni polnych. Większość z nich została zbudowana w XIX wieku. To spichlerze z Lewek, z Dąbrowy Wielkiej, ze Starych Brzósek, z Tymianek Buci i z Mierzwina Dużego. Są to budynki o konstrukcji zrębowej, bez okien, zbyt małe, by można je było wykorzystać jako przestrzeń ekspozycyjną w przeciwieństwie do jeszcze jednego spichlerza ze Starej Gąsówki. Został usytuowany przy chałupie z Pieczysk. W jego wnętrzach można oglądać wystawę „Pszczelarstwo w gospodarstwie wiejskim na Podlasiu”. To obiekt nieco młodszy, zbudowany w latach dwudziestych ubiegłego wieku. Jego wnętrze jest podzielone na trzy pomieszczenia. Od tych opisywanych wcześniej różni się wiekiem i gabarytami, ale konstrukcja jest podobna. Ściany zrębu spichlerza z Gąsówki tworzą belki sosnowe, dach (dwuspadowy, kryty strzechą) jest wysunięty poza płaszczyznę ściany frontowej.
Jednym z pierwszych zabytków, które po przekroczeniu bramy wejściowej skansenu witają zwiedzających, jest Spichlerz z Karczmiska zbudowany w 1920 roku. Zupełnie inny od tych opisywanych wcześniej. Przede wszystkim – wyższy. Wnętrze budynku jest podzielone na dwa pomieszczenia, a przy jednej ze ścian szczytowych znajdują się drewniane schody prowadzące na poddasze. Inna jest też konstrukcja ścian  (sumikowo-łątkowa), a kryty gontem, dwuspadowy dach zdobią naczółki. Spichlerz jest obecnie wykorzystywany jako magazyn muzealny, podobnie jak, znajdujący się już za bramą skansenu, przy budynku biurowym, jego rówieśnik z Poczopka. Zabytek ten trafił do skansenu  w 1986 roku i jest to jedyny w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej spichlerz piętrowy. Pierwotnie miał tylko jedną kondygnację, ale w latach czterdziestych XX wieku został przebudowany, by stać się suszarnią szyszek.
Spichlerze to, obok budynków mieszkalnych oraz stodół, najliczniej reprezentowana grupa zabytków architektury drewnianej w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej. Są też zdecydowanie najstarsze. Ponad połowa z nich została zbudowana w XIX wieku.

 


Ściana wieżowca, na niej, z lewej strony na zielonym tle wzór w kolorze kremowym. Kompozycja inspirowana tkaniną dwuosnowową. ŚCIANA TRADYCJĄ UTKANA Wzór z tkaniny dwuosnowowej „Cztery pory roku” Felicji Puzanowskiej tematem nowego białostockiego muralu, który będzie promować sztukę ludową podlaskich twórców i Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej. Mural, którego projekt stworzył jeden białostockich artystów, Grzegorz Radziewicz, powstał na wieżowcu przy ulicy Skłodowskiej 13.więcej

 

Pomysł stworzenia muralu narodził się w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej, które ma w swoich zbiorach największą w Polsce, liczącą prawie siedemset sztuk, kolekcję tkanin dwuosnowowych. Malowidło ma 6 metrów szerokości i 27 metrów długości. Kształtem przypomina wieżę ze spadzistym daszkiem, który tworzy logo Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej. Pozostałą część kompozycji wypełniają wzory z tkaniny dwuosnowowej Felicji Puzanowskiej z 1986 roku przedstawiające przyrodę i mieszkańców podlaskiej wsi. Są to wytkane misternie postacie ludzi pracujących w polu, państwa młodych, dzieci z palmami wielkanocnymi, wóz zaprzężony w konia, maszyny rolnicze, drzewa.
Autorka tkaniny była jedną z najbardziej utalentowanych janowskich tkaczek. Urodziła się w 1909 roku. Przez większość życia mieszkała w Marchelówce – wsi w pobliżu Janowa. Przeżyła ponad 90 lat i przez większość życia zajmowała się tkactwem. Wykonała dziesiątki dywanów dwuosnowowych, nie tylko dla sąsiadów, ale też klientów Cepelii z całej Polski. Wiele z nich znajduje się obecnie w zbiorach muzealnych.

Tego wszystkiego nauczyła mnie starsza siostra Serafina. – opowiadała siedemnaście lat temu Felicja Puzanowska dziennikarce Gazety Współczesnej – Przez te dywany skończyłam tylko cztery klasy podstawówki. W domu było ciężko, więc musiałam zarabiać. Najlepiej wychodziło mi oczywiście tkanie dwuosnowówek. Zdarzało się, że brakowało wełny. Wtedy nie czekało się z założonymi rękami, tylko na krosna trafiał len. Popyt na dywany był duży, dlatego czasami i dnia brakowało, żeby wyrobić się ze wszystkim. Musiałam przecież jeszcze prowadzić gospodarkę

Autorem projektu muralu na podstawie tkaniny Felicji Puzanowskiej jest Grzegorz Radziewicz, znany białostocki artysta, absolwent Liceum Plastycznego w Supraślu i Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu. W kręgu jego twórczych zainteresowań znajduje się przede wszystkim malarstwo, ale zajmuje się również grafiką i fotografią. Ma już  w swoim dorobku prace wielkoformatowe. Jest autorem między innymi muralu „Pamięć”  na ścianie hali sportowej Politechniki Białostockiej.
Mural namalował „M. Ceirowski” absolwent Wydziału Architektury Politechniki Białostockiej wykonawca wielu murali na terenie Białegostoku i województwa podlaskiego.

 

 

 

 


Drewniane budynki, na pierwszym planie - wiatrak. W tle - żółte, jesienne drzewa. ATLAS ZABYTKÓW SKANSENU to nowy cykl, dzięki któremu czytelnicy naszej strony internetowej, pozbawieni możliwości zwiedzania Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej, dowiedzą się, jakie drewniane obiekty znajdują się na jego terenie, poznają ich historię, pierwotne przeznaczenie, konstrukcję. Wśród prawie pięćdziesięciu zabytków przeniesionych do skansenu, uratowanych w ten sposób przed zagładą, są budynki mieszkalne, gospodarcze i przeznaczone do pracy. Pierwszy odcinek cyklu to opowieść o WIATRAKACH.więcej

 

W Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej stoją trzy drewniane młyny wietrzne. Każdy z nich jest inny. Różnią się od siebie przede wszystkim mechanizmami, które pozwalały młynarzom korygować ustawienie skrzydeł w stosunku do wiatru.
Przed wejściem na teren skansenu zwiedzających wita wiatrak z Rzędzian, najstarszy. Został wybudowany w 1836 roku w miejscowości Płonka-Matyski koło Łap. Do Rzędzian został przeniesiony w 1954 roku, gdzie jeszcze przez kilka lat służył mieszkańcom okolicy. W 1986 roku trafił do skansenu.
To tak zwany koźlak – najstarszy i najpopularniejszy typ wiatraka na ziemiach polskich. Cała jego bryła osadzona jest na stojaku zwanym kozłem. Połączenie korpusu z kozłem jest ruchome, co w czasach, gdy wiatrak był użytkowany, umożliwiało młynarzom obracanie go wokół osi. Służył do tego wystający z tylnej ściany dyszel, przy pomocy którego koń lub dwóch mężczyzn mogło obrócić wiatrak, nastawiając go śmigami do kierunku wiatru.
Młyn wietrzny z Rzędzian ma ściany o konstrukcji szkieletowej, na zewnątrz obite deskami i dwuspadowy dach kryty gontem. Wewnątrz zachowało się kompletne wyposażenie służące do przenoszenia napędu ze skrzydeł i przemiału zboża.
Kolejny tego typu obiekt, z miejscowości Wojnowce w gminie Szudziałowo, usytuowany jest już za bramą skansenu, między zagrodą leśną z Karczmiska a stodołą z Sannik. Jest od wiatraka z Rzędzian mniejszy, na pierwszy rzut oka podobny, bo również obity na zewnątrz deskami w układzie pionowym. Jego konstrukcja jest jednak zupełnie inna. To tak zwany partlak, którego korpus osadzony jest na kolistej metalowej szynie. To właśnie dzięki niej cały budynek, którego oś wzmacnia pionowa belka zwana sztembrem, może się obracać. Budowniczym tego wiatraka był Stefan Radziukiewicz. Nad jego konstrukcją i wyposażeniem pracował przez 25 lat, od drugiej wojny światowej. Zastosował wiele oryginalnych rozwiązań jak choćby osadzenie śmig na wale skrzydłowym z lufy armatniej. Wiatrak był użytkowany do śmierci właściciela w 1970 roku.
W samym sercu skansenu stoi wiatrak z Bogdanek, mniej więcej sto lat młodszy od koźlaka z Rzędzian, różniący się od niego i wyglądem, i mechanizmem działania. To niewielki wiatrak typu holenderskiego o nieruchomym korpusie oraz spoczywającej na nim obracalnej bryle dachu. Zdolność obrotu dachu o 360 stopni pozwalała na ustawianie powierzchni skrzydeł do kierunku wiatru. Konstrukcja części nieruchomej budynku wsparta jest na sześciu słupach, które tworzą szkielet ścian połączonych u góry dwiema warstwami desek wyciętych w kształcie koła. Wiatrak zbudował w 1938 roku Wacław Jaroszko i sam, przez prawie 20 lat go użytkował.
Wiatraki typu holenderskiego były na Podlasiu dość rzadkie. Ich ojczyzną jest oczywiście Holandia. W XVIII wieku stały się dość popularne na północnych i zachodnich terenach Polski, ale nigdy nie udało im się w tej popularności wyprzedzić koźlaków.
Wiatraki na terenie Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej to obiekty z XIX i XX wieku, ale pierwsze młyny wietrzne pojawiły się w Polsce już w drugiej połowie XIII wieku. Na dobre zadomowiły się w krajobrazie polskiej wsi dwieście lat później. Za kolejnych 300 lat było ich już około 20 tysięcy i chociaż konkurowały z młynami wodnymi,  ich liczba stale rosła aż do początków XX wieku. Wówczas urządzenia napędzane siłą wiatru zaczęły wypierać maszyny parowe.
Z czasem wiatraki stały się już tylko malowniczym elementem krajobrazu, niestety narażonym na stopniową zagładę. Ratunkiem dla niektórych stały się skanseny. W Polsce większość muzeów na wolnym powietrzu ma przynajmniej jeden taki obiekt, a są i takie, jak Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej czy Muzeum Wsi Radomskiej, gdzie można podziwiać ich kilka.

 

 

 


Drewniany kościół z szarym, blaszanym dachem. POSTAWIMY KOŚCIÓŁ! Do Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej trafi drewniany kościół z Seroczyna. Zabytek jest już własnością Muzeum, czeka na wykonanie dokumentacji, a w dalszej kolejności na przeniesienie. To przedsięwzięcie kosztowne i pracochłonne, potrwa zapewne kilka lat, ale sprawi, że skansen stanie się miejscem jeszcze atrakcyjniejszym dla zwiedzających. Wśród kilkudziesięciu obiektów nie ma świątyni, a historia tej, którą udało się pozyskać, jest wyjątkowa. więcej

Bryła drewnianego kościółka jest prosta. Została zbudowana techniką zrębową na planie prostokąta. Jej ściany są oszalowane i wzmocnione lisicami – pionowymi belkami chroniącymi przed ich deformacją. Budynek pokrywa jednokalenicowy, pięciopołaciowy dach zwieńczony sygnaturką. Wnętrze tworzą prezbiterium i nawa. Po bokach znajdują się zakrystia i skarbczyk, a przy ścianie frontowej – wsparty na dwóch słupach – chór muzyczny z tralkową balustradą.
Integralną częścią zabytku jest, stojąca tuż obok, drewniana  dzwonnica przykryta czterospadowym dachem, z daszkiem okapowym oddzielającym od siebie dwie kondygnacje. Okapy zdobią ażurowo wycięte deszczułki. Dzwonnica została zbudowana w połowie XIX wieku, świątynia zaś, wielokrotnie przebudowywana,  powstała znacznie wcześniej. Jej historia sięga przełomu XVI i XVII w.  W 1596 roku starosta drohicki Mikołaj Kiszka ufundował w Seroczynie cerkiew prawosławną. Był to rok unii brzeskiej, która w Rzeczypospolitej Obojga Narodów połączyła Cerkiew prawosławną z Kościołem rzymskokatolickim. I tak, kilkanaście lat później, w Seroczynie erygowano parafię unicką, która istniała tam ponad dwieście sześćdziesiąt lat. W 1875 roku, po likwidacji unickiej diecezji chełmskiej, seroczyńska cerkiew stała się, wbrew woli parafian, częścią Kościoła prawosławnego i taką pozostała do momentu odzyskania przez Polskę niepodległości. Pod koniec 1918 roku budynek przekazano katolikom. Mieszkańcy Seroczyna modlili się w nim do 1993 roku, kiedy to w miejscowości wzniesiono nowy, murowany kościół, gdzie trafiła część wyposażenia drewnianej świątyni, między innymi osiemnastowieczne ołtarze, z których główny, o wystroju rokokowym, tworzą obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem i rzeźby przedstawiające postacie ewangelistów. Od ponad ćwierć wieku stary drewniany kościół w Seroczynie niszczeje, przeniesienie go do Muzeum pozwoli uratować tą cenną świątynię. W Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej ma szansę odzyskać dawną świetność i stać się jednym z najcenniejszych obiektów na terenie skansenu.

 

 

 


Drewniany budynek w trakcie budowy - bez okien, z nieosłoniętym szczytem. Przy nim trójka pracujących mężczyzn.CZYŻE W SKANSENIE W sektorze budownictwa wschodnio-podlaskiego robi się coraz gęściej. Wkrótce gotowa będzie kolejna chałupa z Czyż. Zbudowana w 1946 roku, jest młodsza od tej, przeniesionej do skansenu w ubiegłym roku o ponad pół wieku. To budynek o konstrukcji zrębowej, szerokofrontowy, oszalowany deskami w układzie pionowym. Jest typowym przykładem drewnianego budynku mieszkalnego, jakie powstawały w okolicach Hajnówki i Bielska Podlaskiego w pierwszej połowie XX wieku. więcej

Chałupa należała do rodziny Bielkiewiczów. Ostatnia właścicielka, Nadzieja Bielkiewicz wprowadziła się do niej, kiedy miała siedemnaście lat. Budowniczym był jej teść – Mikołaj Bielkiewicz.
Budynek przetrwał niezmieniony do czasu przeniesienia go do skansenu. Został posadowiony na fundamencie z łamanych kamieni polnych, ma zdobione naroża i dekoracyjny układ desek w szczycie, okna opatrzone okiennicami i podokiennikami. Wszystko to będzie można zobaczyć po zakończeniu budowy. Pierwotne pokrycie dachu – eternit – w skansenie zostanie zastąpione gontem.
W przyszłym roku we wnętrzu chałupy powstanie wystawa stała poświęcona tkactwu. Dzięki zgromadzonym na niej eksponatom można będzie prześledzić proces powstawania tkanin. Znajdą się tam między innymi narzędzia do obróbki włókien, jak gremple do czesania wełny czy grzebienie do czesania lnu, kołowrotki, a także zabytkowe krosna. Jedno z pomieszczeń zostanie zaadaptowane do celów edukacyjnych. Będą się tam odbywać warsztaty tkackie.
Dom Bielkiewiczów jest częścią sektora poświęconego budownictwu południowo-wschodniej części województwa podlaskiego, gdzie wielu mieszkańców jest narodowości białoruskiej. W pobliżu stoją już: straszy o pół wieku budynek mieszkalny z Czyż – wsi, której rozplanowanie przestrzenne z XVI wieku (tzw. ulicówka) zostało wpisane do rejestru zabytków, a także zabytkowa stodoła z Redut, w której wnętrzu można oglądać wystawę dotyczącą mechanizacji rolnictwa na podlaskiej wsi. Na tym nie koniec, sektor budownictwa wschodnio-podlaskiego będzie się w najbliższym czasie powiększał. Trafią tu między innymi budynki mieszkalne z Makówki i Plutycz.

 

 

 


Drewniany dom w kolorze bordowym, z szarym dachem i białymi okiennicami.CZEKAMY NA PLUTYCZE To będzie jedna z najpiękniejszych chałup w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej. Została zbudowana w Proniewiczach, ale przez ponad 80 lat należała do rodziny Popławskich z Plutycz, którzy kupili ją od pierwszego właściciela i przenieśli do rodzinnej miejscowości. Wyróżnia się na tle innych wyjątkowym bogactwem ozdobnych detali i nietypową kolorystyką. Nikt już w niej nie mieszka. W skansenie chałupa zostanie odrestaurowana i stanie się ozdobą sektora budownictwa wschodnio – podlaskiego. więcej

Nawet tu, na wschodzie Podlasia, gdzie większość starych domów urzeka żywymi barwami, ten jest wyjątkowy. Kolory, teraz wyblakłe, przed laty musiały przyciągać wzrok każdego przechodnia: ściany – bordowe, szczyt budynku żółto-pomarańczowy, naroża i okiennice – biało-niebieskie.
Uwagę przykuwa też niezwykłe bogactwo dekoracyjnych detali architektonicznych. Ozdobą zwróconego w kierunku drogi szczytu budynku jest nie tylko układ desek tworzących geometryczny ornament, ale też okienko z pięknym, ażurowym podokiennikiem. Wszystkie pozostałe okna mają nadokienniki i zarówno one, jak też detale zdobnicze w narożach budynku czy, przypominające koronkę wiatrownice i listwy podokapowe, świadczą o wyobraźni i kunszcie cieśli, który je wykonał.
Chałupa z Plutycz to budynek o konstrukcji zrębowej, nieoszalowany, przykryty cementową dachówką. Wnętrze podzielone jest na kilka pomieszczeń. W największym zwraca uwagę długi na całą ścianę, biały kaflowy piec z ozdobnym gzymsem.
Stefania i Mikołaj Popławscy zamieszkali tu w latach trzydziestych dwudziestego wieku. Pani Stefania była twórczynią ludową, co dla badaczy folkloru czyni ten dom jeszcze bardziej interesującym. Wśród rodzinnych pamiątek zachowały się, mocno już dziś spłowiałe, kwiaty i pająki z bibuły, dyplom z konkursu „Tradycyjne zdobnictwo wnętrz chałup podlaskich” w Ciechanowcu czy czarno-biała fotografia Stefanii Popławskiej przy pracy.
Stuletnia chałupa z Plutycz czeka na przeniesienie do skansenu, gdzie z całą pewnością odzyska dawny blask. Stanie w części północnej, w sąsiedztwie budynków mieszkalnych z Makówki, Czyż i stodoły z Redut. To miejscowości leżące w powiatach bielskim i hajnowskim. Jednym z symboli tych terenów, gdzie większość mieszkańców wsi stanowią wyznawcy prawosławia, jest właśnie bogato zdobiona drewniana architektura – malownicze cerkwie i domy, jakich próżno szukać w innych częściach Polski.