Szanowni Państwo! Zgodnie z decyzją Rady Ministrów, od 7 listopada 2020 r. Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej jest zamknięte dla zwiedzających do odwołania.


ATLAS ZABYTKÓW SKANSENU – MANEŻ Jest wśród drewnianych zabytkowych budowli Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej obiekt o tajemniczej, z francuska brzmiącej nazwie. Słowo maneż rzeczywiście pochodzi z francuskiego i ma kilka znaczeń, w których można się doszukać pewnych powiązań. To najczęściej ujeżdżalnia koni albo kierat – urządzenie napędzane siłą tych zwierząt. Może to być także arena cyrkowa, a we Francji – karuzela. A maneż stojący na terenie skansenu?więcej

Maneż  z Tyborów Uszyńskich – wsi w gminie Kulesze Kościelne – ma dziewięćdziesiąt lat. To drewniana budowla na planie regularnego ośmiokąta, której ściany mają konstrukcję szkieletową a dach jest pokryty strzechą. Jest zabytkiem niezbyt typowym dla swojej nazwy. W słowniku języka polskiego takiego jej znaczenia nie znajdziemy.
Zbytkowe maneże w Polsce to najczęściej budowle murowane – ujeżdżalnie zbudowane na potrzeby wojska. Jednym z przykładów może być maneż w Łańcucie z 1843 roku, pierwotnie – ujeżdżalnia koni austriackiego pułku kawalerii. Dziś to jeden z obiektów na terenie Muzeum w Łańcucie.
Z kolei w Gdańsku, zabytkowy maneż z 1902 roku, który na początku XX wieku służył stacjonującej tam jednostce huzarów pruskich, po odrestaurowaniu zyskał nową funkcję. Powstała w nim sala widowiskowo – koncertowa mieszcząca prawie półtora tysiąca osób.
Ale słowa maneż używa się również na określenie kieratu – urządzenia napędzanego siłą zwierząt – koni lub wołów, wykorzystywanego na podlaskiej wsi mniej więcej do lat 60 – tych XX wieku. To zespół kół zębatych, najczęściej dwóch, z których największe było połączone z dyszlem. Zaprzęgnięte do kieratu zwierzęta  obracały przekładnię chodząc po okręgu, zwykle – dziesięciometrowym. Składający się z kilku połączonych przegubami odcinków wał przenosił napęd do, stojącej kilka metrów dalej, sieczkarni albo młockarni. Maneż z Tyborów Uszyńskich był obudową takiego właśnie kieratu czyli, w zasadzie, jego częścią. Często wzbudza zaciekawienie zwiedzających Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej, bo kształtem jest bardzo zbliżony do rotundy, a w wiejskim budownictwie drewnianym to prawdziwa rzadkość.

 

 

 


ŁADUJEMY BATERIE. SŁONECZNE! Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej zakończyło realizację projektu „Słoneczna energia w kulturze ludowej – instalacja fotowoltaiczna na budynku administracyjnym Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej”, dofinansowanego z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Podlaskiego na lata 2014-2020. Całkowity koszt projektu wyniósł 97 170,00 zł, wartość dofinansowania to 65 578,45 zł. więcej

 

Projekt został dofinansowany w ramach działania 5.1 (Energetyka oparta na odnawialnych źródłach energii) Osi priorytetowej V. (Gospodarka niskoemisyjna). Bezpośrednim efektem jego realizacji będzie mniejsze zużycie energii wytwarzanej z paliw kopalnych i związana z tym poprawa jakości powietrza poprzez zmniejszenie emisji dwutlenku węgla. Szacowany roczny spadek emisji gazów cieplarnianych – 19,93 tony równoważnika CO2,
W ramach projektu wykonano instalację fotowoltaiczną na budynku administracyjnym Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej o mocy 27,28 kW. Liczba wybudowanych jednostek wytwarzania energii elektrycznej z OZE – 1szt. Planowana łączna produkcja energii elektrycznej będzie wynosić 24,55 MWh rocznie. Pozyskana przy pomocy paneli słonecznych energia elektryczna będzie wykorzystywana na potrzeby własne, nadwyżka trafi do sieci dystrybucyjnej.
Korzyścią, jaką odniesie Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej dzięki realizacji projektu, oprócz poprawy jakości powietrza związanej z redukcją emisji CO2 do atmosfery, będzie niższa opłata za prąd.

 

 


MISTRZOWSKA TKANINA Zakończył się projekt pn. Mistrzowska tkanina realizowany przez Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej. Zadanie dofinansowane ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach programu Kultura ludowa i tradycyjna – Mistrz tradycji, zakładał naukę tkania techniką dwuosnowową pod okiem twórczyni ludowej pani Lucyny Kędzierskiej. Przez osiem miesięcy dwie uczennice poznawały unikatową technikę tkacką, przygotowanie warsztatu do pracy oraz proces obróbki wełny. więcej

W ramach realizacji zadania uczestniczki projektu odwiedziły również Izbę Tkactwa Dwuosnowowego w Janowie. Projekt Mistrzowska tkanina umożliwił nie tylko przekazanie umiejętności tkackich ale także tradycji związanej z rękodziełem ludowym naszego regionu.

 

 


MAMY NOWY KALENDARZ! To kalendarz Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej na 2021 rok z pięknymi fotografiami znajdujących się na terenie skansenu zabytków autorstwa Artura Gawła. Można w nim znaleźć terminy naszych najważniejszych cyklicznych wydarzeń – festynów etnograficznych i zajęć edukacyjnych. Informacje o tym, co trzeba zrobić, żeby go mieć, znajdują się na naszej stronie internetowej w zakładce „Wydawnictwa”.

 

 


RODZINNA NIEDZIELA ONLINE Zwykle w grudniu zapraszaliśmy do Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej całe rodziny na zajęcia o tematyce świątecznej. W tym roku nie możemy, więc postanowiliśmy zorganizować „Rodzinną niedzielę” online. W filmie, który można oglądać na naszym profilu Facebook pokazujemy, jak własnoręcznie zrobić pająka ze słomy i bibuły. Dawniej takie pająki były tradycyjną ozdobą wnętrz wiejskich chałup. więcej

Pająki ze słomy i bibuły, wielu ludziom, którzy interesują się kulturą ludową kojarzą się z Wielkanocą, ale warto pamiętać, że zanim przywędrowała do nas  choinka, zdobiły wnętrza wiejskich domów również podczas Świąt Bożego Narodzenia. Wisiały pod powałą czyli drewnianym sufitem, tak lekkie, że nawet najmniejszy powiew wprawiał je w ruch. Wykonane najczęściej ze słomy żytniej i kolorowego papieru przybierały różne kształty od prostych, jak kilka połączonych ze sobą graniastosłupów, po rozbiegające się promieniście łańcuchy, zajmujące czasem cały sufit.
Podczas Rodzinnej Niedzieli online można było zobaczyć jak taki pająk powstaje, a jeśli ktoś miał pod ręką słomę i bibułę – spróbować własnych sił w wykonywaniu takich ozdób.
Warsztaty wykonywania pająków to nasza pierwsza propozycja „Rodzinnej niedzieli” online. Przed nami jeszcze dwie grudniowe niedziele. Koniecznie zajrzyjcie na nasz Facebook dwudziestego i dwudziestego siódmego grudnia!

 

 


POSIEDZENIE RADY MUZEUM Za nami trzecie posiedzenie Rady Muzeum przy Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej. Tym razem odbyło się online za pośrednictwem platformy Zoom. Rada spotyka się raz w roku. W jej skład wchodzą wybitni naukowcy i muzealnicy z całej Polski. Spotkania służą zasięgnięciu opinii autorytetów w sprawach dotyczących działalności muzeum.więcej

 

 

Podczas posiedzenia online Rada Muzeum przyjęła bez zastrzeżeń sprawozdanie z działalności Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej w 2019 roku oraz pozytywnie zaopiniowała plany instytucji na 2021 r.
Kadencja dziesięcioosobowej Rady Muzeum przy Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej trwa cztery lata. Przewodniczącym jest obecnie prof. Jan Święch – etnolog, antropolog kultury, dziekan Wydziału Historycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jego zastępca to dr hab. Irena Matus z Uniwersytetu w Białymstoku, specjalistka w zakresie etnografii i folklorystyki. Członkami rady są: Jerzy Brzozowski – dyrektor Muzeum Okręgowego w Suwałkach, dr Tomasz Czerwiński – etnograf, autor wielu publikacji o tej tematyce, Stanisław Derehajło – wicemarszałek województwa podlaskiego, Urszula Kuczyńska – kierownik Skansenu Kurpiowskiego w Nowogrodzie, Dorota Łapiak – dyrektor Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu, dr Krystyna Stawecka – historyk, dr hab. Jarosław Szewczyk wykładowca na Wydziale Architektury Politechniki Białostockiej i prof. Wojciech Śleszyński – dyrektor Muzeum Pamięci Sybiru.

 

 

 


GWIAZDKA W SKANSENIE ONLINE Co roku w grudniu organizujemy w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej zajęcia edukacyjne dla szkół i przedszkoli o tematyce świątecznej. To już tradycja. Nie rezygnujemy z niej i w tym roku, chociaż czasy są trudne. Zapraszamy na „Gwiazdkę w skansenie” online. Potrwa od 14 do 23 grudnia. Będą filmy, warsztaty, pokazy kulinarne i widowisko kolędnicze „Za światłem gwiazdy podążajmy”. Informacje i zapisy: edukacja@pmkl.pl, 509 336 816 , 85 743 60 82 w. 24.więcej

Tegoroczna „Gwiazdka w skansenie” to trzyczęściowa opowieść o świętach Bożego Narodzenia. Pierwszy z tematów będzie dotyczył tradycyjnych ozdób, którymi dawniej dekorowano wnętrza wiejskich chałup. Uczestniczy obejrzą film pokazujący wnętrze tak właśnie przystrojonej chałupy z Tymianek-Buci stojącej na terenie Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej i przekonają się, że na wsi przed ponad stu laty, to nie choinka była symbolem świąt.
Zanim zwyczaj ustawiania w domach choinki dotarł z Niemiec do Polski, tę samą funkcję pełniła podłaźniczka – gałąź wiecznie zielonego drzewka: sosny, jodły lub świerku. Była symbolem życia. Ludzie zdobili ją jabłkami, orzechami, słomianymi gwiazdkami i krążkami opłatków, na które mówili światy. Wisząca nad stołem, miała zapewnić domownikom zdrowie, zgodę i dostatek.
Kolejną świąteczną ozdobą wykorzystywaną dawniej zarówno na Wielkanoc, jak i na Boże Narodzenie były pająki. Podobnie jak podłaźniczka wisiały pod powałą, czyli drewnianym sufitem, tak lekkie, że nawet najmniejszy powiew wprawiał je w ruch. Wykonane najczęściej ze słomy żytniej i kolorowego papieru, przybierały różne kształty, od prostych, jak kilka połączonych ze sobą graniastosłupów, po rozbiegające się promieniście łańcuchy, zajmujące czasem cały sufit.
Podczas tegorocznej Gwiazdki pokażemy, jak wykonać podłaźniczkę i jak samodzielnie zrobić pająka. Pokażemy też (i to będzie kolejny temat naszej świątecznej opowieści) jak samodzielnie przygotować tradycyjne wigilijne potrawy: kutię, kompot z suszu czy kisiel owsiany. Opowiemy, co jeszcze powinno się znaleźć na stole podczas wieczerzy, jeżeli ktoś chciałby być w zgodzie z podlaską tradycją.
Dawniej mieszkańcy podlaskiej wsi starali się przygotować nieparzystą liczbę potraw, od siedmiu do jedenastu. Wśród nich nie mogło zabraknąć wspomnianej wcześniej kutii, czyli pęczaku z dodatkiem maku i miodu oraz kisielu z mąki owsianej zalanej gorącą wodą. Oprócz tego, na wigilijnym stole można było znaleźć między innymi gotowaną kapustę z grzybami, gotowane ziemniaki, suszone gruszki czy różne dania ze śledzi.
Niewątpliwą atrakcją tegorocznej Gwiazdki w skansenie będzie widowisko kolędnicze „Za światłem gwiazdy podążajmy”. Przygotowuje je znany białostocki lalkarz, reżyser i muzyk Mateusz Tymura, z którym Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej współpracowało również w ubiegłym roku. Wówczas jego autorski spektakl „Herody” obejrzało w skansenie grubo ponad tysiąc osób. W tym roku nie może być gorzej!
Zapraszamy na tegoroczną, inną niż zwykle, Gwiazdkę w skansenie. Wszelkie informacje o zapisach można znaleźć w Dziale Edukacji Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej – e-mail: edukacja@pmkl.pl, nr tel.: 509 336 816 lub 85 743 60 82 w. 24.

 

 


MIGANIE Z KULTURĄ Stowarzyszenie Pomocy Niesłyszącym „MIG-iem”, we współpracy z Muzeum Historycznym – Oddziałem Muzeum Podlaskiego w Białymstoku, zrealizowało multimedialny projekt „Nie Migam się od Kultury” dofinansowany w ramach programu „Kultura Dostępna” Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Partnerem zadania było Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej.więcej

 

Na multimedialny projekt, realizowany od września do grudnia 2020 r., składały się oprowadzania i spacery online po lokalnych instytucjach kultury i ważnych dla kultury i historii miejscach z udziałem przewodnika i tłumacza języka migowego oraz warsztaty twórcze (sztuki tworzenia „żywych obrazów” i animacji poklatkowej) skierowane do lokalnej społeczności osób z niepełnosprawnością słuchu.
Wszystkie działania były realizowane nieodpłatnie. Zostały dostosowane do sposobu komunikowania się osób niesłyszących poprzez tłumaczenie ich na język migowy. Każdy uczestnik projektu przez prawie trzy miesiące poznawał różne dziedziny sztuki,  za pośrednictwem Internetu korzystał z zaplanowanych w projekcie działań.
Celem projektu było między innymi zwiększenie dostępu do zasobów instytucji kultury, umożliwienie aktywnego uczestnictwa w kulturze oraz integracji społecznej osób niesłyszących, które z powodu bariery komunikacyjnej mają utrudniony dostęp do uczetnictwa życiu kulturalnym i społecznym.

 

 


CZAS NA PIERNIKI Pierniki na świątecznym stole nie są może typowo podlaską tradycją, ale z pewnością tu też znaną i kultywowaną od lat. Zadomowiły się na polskiej wsi, podobnie jak choinka, w XIX wieku. Dziś to jeden z symboli Bożego Narodzenia i jedna z tych potraw, które wiele osób przygotowuje samodzielnie. Dawniej ciasto na pierniki przyrządzano tuż po andrzejkach, żeby dojrzewało w chłodzie i nabrało korzennego aromatu. Pierniki były nie tylko przysmakiem na wigilijnym stole, ale też ozdobą świątecznego drzewka.więcej

Ten (nie tylko świąteczny) wypiek zawdzięcza swoją nazwę przyprawom, które się do niego dodaje. Staropolskie słowo „pierny” znaczyło pieprzny, a ponieważ wyszło z użycia w XVI wieku – wiadomo, że tradycja pieczenia korzennych ciastek ma w Polsce ponad cztery wieki. Przywędrowała z Europy Zachodniej, takich miast jak Bazylea, czy Norymberga.
Najstarszy polski przepis na piernik pochodzi z 1725 roku. Co ciekawe, został zapisany nie w książce kucharskiej, a w poradniku medycznym „Compendium medicum auctum”. Dzięki rozgrzewającym dodatkom takim jak miód, cynamon, imbir i goździki, ciasto to zyskało status lekarstwa na niestrawność czy przeziębienie i było sprzedawane w aptekach.
Również ze względu na przyprawy, które trzeba było sprowadzać z daleka, pierniki były przez kilka wieków towarem luksusowym, na który stać było tylko najbogatszych. Dopiero w XVIII wieku stały się na terenie Polski przysmakiem bardziej powszechnym, najpierw w miastach, a sto lat później także w domach chłopskich. Szybko stały się też ważnym elementem polskiej tradycji bożonarodzeniowej, jednym z symboli tych świąt.
Ciasto na domowe pierniki wigilijne powinno się wyrabiać miesiąc wcześniej, zaraz po andrzejkach. Po wymieszaniu należy je zostawić je w chłodnym miejscu na co najmniej dwa tygodnie, aby sfermentowało. Można z niego upiec większy kawałek ciasta i przełożyć na przykład marmoladą, albo niewielkie ciasteczka o różnych, najczęściej związanych ze świętami kształtach, jak choinki czy gwiazdki. Dawniej te małe pierniki gościły nie tylko na świątecznym stole, ale były, obok orzechów i owoców, doskonałą dekoracją choinki. Pierniczki symbolizowały radość z narodzin Chrystusa. Wieszano je, by zapewnić domownikom miłość, zdrowie i dobrobyt.
Przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia wyglądają teraz inaczej niż kiedyś. Brak wolnego czasu sprawia, że ludzie coraz chętniej kupują gotowe produkty. Pierniki to jedna tych potraw, której przygotowywanie wciąż jeszcze jest w wielu domach jednym ze świątecznych rytuałów. W pieczeniu i dekorowaniu lukrem biorą udział całe rodziny. Jeśli ktoś chciałby wprowadzić ten zwyczaj u siebie – warto pamiętać, że początek grudnia to najlepszy moment na przygotowanie ciasta.

 

 


JAK DAWNIEJ BYWAŁO Zastanawiasz się, jak kiedyś wyglądał świat? Jesteś w dobrym miejscu! Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej zostało partnerem projektu „Jak dawniej bywało”. Zapraszamy do zapoznania się ze stroną www.jakdawniejbywalo.pl. Dzięki niej poznasz dawne zawody, tradycje ludowe, zapomniane już dziś zabawy i zabawki naszych przodków. Projekt został zrealizowany w ramach stypendium Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Kultura w sieci.
więcej

Autorką projektu jest Monika Karbowska, pasjonatka kultury i sztuki ludowej, absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi (Projektowanie graficzne) oraz SWPS w Warszawie (UX Design). Pomysł zrodził się z miłości do kultury ludowej. Projekt ocala od zapomnienia dawne zwyczaje, tradycje ludowe, ginące zawody. Młode pokolenie poznaje dzięki niemu zabawki, jakimi bawili się nasi rodzice i dziadkowie oraz gry, w które grali. Świat był dawniej zupełnie inny: nie było internetu, który zajmuje nam dziś tyle czasu, a kreatywność była na wagę złota.

 

 


ADWENT – CZAS OCZEKIWANIA Tegoroczny adwent potrwa 26 dni – od 29 listopada do 24 grudnia. Od wieków jest to czas radosnego oczekiwania na przyjście Zbawiciela i przygotowań, także duchowych, do świąt. Dawniej przygotowania te wyglądały zupełnie inaczej, szczególnie na wsi. Był to okres zadumy i modlitwy, ale też obowiązywania zwyczajów i zasad, których pilnie przestrzegano, by nie ściągnąć na dom nieszczęścia i z czystym sumieniem przywitać Chrystusa.   więcej

Nazwa adwent pochodzi z łaciny – adwnetus znaczy przyjście. Dawniej okres ten rozpoczynał się w dniu świętego Marcina i, podobnie jak Wielki Post, trwał zawsze 40 dni. Dopiero w VI wieku zaczęto obchodzić adwent czterotygodniowy i dziś jego początek przypada na niedzielę między 25 a 30 listopada, czyli dniami, którym patronują święta Katarzyna i święty Andrzej. Właśnie stąd wzięło się przysłowie: „święta Katarzyna adwent zawiązuje, a święty Andrzej jej poprawuje”.
W Kościele z wraz początkiem adwentu rozpoczyna się nowy rok liturgiczny. Od setek lat wierni gromadzą się w tym czasie w kościołach na roratach – porannych mszach ku czci Najświętszej Marii Panny, którym towarzyszy płomień, udekorowanej błękitną wstążką, woskowej świecy – roratnicy. W niektórych miejscowościach na Podlasiu, do dziś zachował się zwyczaj przynoszenia do kościoła świateł w postaci lampionów.
Roraty, odprawiane w Polsce od XIII wieku, są symbolem czujnego wyczekiwania na przyjście Zbawiciela, ale też gotowości na Sąd Ostateczny. Ich nazwa pochodzi z pierwszych słów napisanej po łacinie pieśni – „Rorate caeli desuper”, czyli „Spuśćcie rosę niebiosa”.
Dawniej podczas adwentu powszechny był zwyczaj zachowywania postu. Nie jedzono wówczas mięsa, tłuszczu pochodzenia zwierzęcego, nie można było spożywać alkoholu, a w środy i w piątki nawet nabiału. Zdarzało się, że osoby starsze przez cały ten czas nie jadły mięsa, a w dni postne spożywały tylko chleb i wodę.
Nie wolno było też w adwencie wykonywać żadnych prac polowych:
„W adwencie obowiązywał powszechnie przestrzegany zakaz orki, zgodnie z przysłowiem: Kto w adwencie ziemię pruje, temu ona choruje.  Wierzono, że w tym czasie ziemia odpoczywa – czytamy w książce „Rok obrzędowy na Podlasiu dr. Artura Gawła – Jeśli ktoś łamał ten zakaz to pozostali rolnicy martwili się również o swoje plony. Nieurodzaj mógł trwać nawet przez trzy najbliższe lata. Niektórzy też uważali, że sam oracz będzie ciężko chorował za swój grzech.”
Na Podlasiu i na Mazowszu początek adwentu obwieszczał dawniej dźwięk ligawek.
„Ligawka jest drewnianym instrumentem wykonanym z dwóch połączonych ze sobą na stałe łykiem, naturalnie wygiętych, wewnątrz wydrążonych kawałków drewna, olchowego, lipowego lub wierzbowego – wyjaśnia w „Roku obrzędowym na Podlasiu dr Artur Gaweł – Przed samym graniem niektórzy gospodarze polewali ligawkę wodą . Samo trąbienie polegające na mocnym dmuchaniu w ustnik jest dość trudne, zagranie melodii adwentowej wymaga znacznej wprawy.”
Dlatego grą na ligawkach zajmowali się mężczyźni mający zdrowe płuca, zdolne do długiego i silnego wydechu. Czasem, dla uzyskania głębszego i mocniejszego brzmienia, opierali ligawkę cembrowinę studni. Jej sygnał był znakiem, że zamilknąć mają inne instrumenty, że należy zrezygnować z tańców i hucznych zabaw.
Z urządzaniem zabaw czekano do karnawału, ale nie oznacza to, że rezygnowano zupełnie z życia towarzyskiego. Adwent był czasem spotkań przy kiszeniu kapusty, darciu pierza czy łuskaniu fasoli, którym to zajęciom towarzyszyły opowieści i wspólne śpiewanie.
Adwentowe wieczory poświęcano również na robienie świątecznych ozdób. Do ich wykonania kobiety, bo głównie one się tym zajmowały, używały słomy, grochu, fasoli, orzechów, wydmuszek jaj, papieru, bibuły, a także opłatków. W ten sposób powstawały ozdoby choinkowe (kolorowe koszyczki i łańcuchy, mikołaje, aniołki, laleczki czy gwiazdki), ale też wieszane pod powałą pająki.
Ostatnią dekadę adwentu wypełniały – podobnie jak dziś – świąteczne porządki. Każda chałupa musiała być gruntownie wysprzątana. Szorowano podłogi, usuwano pajęczyny, bielono ściany, myto okna.
W tym czasie, można też było się spodziewać wizyty księdza albo organisty z opłatkiem, który dawniej wypiekano nad ogniem w żelaznych szczypcach. Dzielenie się nim w ostatnim dnu adwentu, czyli w wigilię świąt Bożego Narodzenia, to zwyczaj znany w Polsce od trzech wieków. Jeden z tych, które przetrwały i są kultywowane w prawie wszystkich domach.

 


ATLAS ZABYTKÓW SKANSENU. SPICHLERZE. To kolejny odcinek cyklu dzięki któremu czytelnicy naszej strony internetowej, pozbawieni możliwości zwiedzania Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej, dowiedzą się, jakie drewniane obiekty znajdują się na jego terenie, poznają ich historię, pierwotne przeznaczenie, konstrukcję. Wśród prawie pięćdziesięciu zabytków przeniesionych do skansenu, uratowanych w ten sposób przed zagładą, są budynki mieszkalne, gospodarcze i przeznaczone do pracy. Tym razem opowiadamy o spichlerzach.więcej

Spichlerze  to budynki, w których dawniej przechowywano tak zwane materiały sypkie, najczęściej ziarna zbóż. Chociaż są to często obiekty wyjątkowej urody, przy ich budowie kierowano się przede wszystkim funkcjonalnością. Większość  z nich charakteryzuje się zwarta bryłą, stromym dachem i niewielkimi oknami. W miastach budowano spichlerze murowane, które często miały kilka kondygnacji. Spichlerze wiejskie to budynki drewniane i takie właśnie można podziwiać w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej.
Wśród dziesięciu spichlerzy, które zostały przeniesione do skansenu z różnych miejscowości, najokazalszy i najstarszy jest spichlerz dworski ze Starej Wsi. Tak jak dwór, obok którego stoi, ma ponad dwa wieki. Do skansenu trafił w 1998 roku. To budynek o konstrukcji zrębowej, posadowiony na fundamencie z luźno ułożonych kamieni polnych. Czterospadowy, kryty gontem dach zdobią lukarny – niewielkie półokrągłe okna wpuszczające odrobinę światła na górną kondygnację. Dolną oświetlają, również bardzo skąpo, niewielkie otwory okienne w belkach tworzących ściany. Z jednej kondygnacji na drugą prowadzą dwubiegowe schody. We wnętrzach, które dawniej służyły do przechowywania ziarna dziś można oglądać dwie wystawy stałe: „Dolinami rzek” opowiadającą o życiu mieszkańców nadrzecznych miasteczek i wsi na Podlasiu i „Zdobnictwo drewnianych domów na Białostocczyźnie”, pozwalającą przyjrzeć się z bliska misternie wycinanym drewnianym elementom, które umieszczano nad i pod oknami albo wzdłuż krawędzi dachu”.
W sąsiedztwie dworu z Bobry Wielkiej usytuowany jest również XIX – wieczny spichlerz ze Starej Gąsówki, w którym zaaranżowana została wystawa „O pożytkach z gliny płynących”, poświęcona przede wszystkim garncarstwu. To budynek szerokofrontowy, zbudowany z bali sosnowych, łączonych w narożach zamkami na jaskółczy ogon bez ostatków. Dwuspadowy, naczółkowy dach jest kryty gontem, a elewację frontową zdobi słupowy podcień i dwa półkoliste okienka po obydwu stronach drzwi.
Wędrując po skansenie, przy poszczególnych budynkach mieszkalnych można napotkać pięć mniejszych, przeważnie krytych strzechą spichlerzy, posadowionych na fundamentach z kamieni polnych. Większość z nich została zbudowana w XIX wieku. To spichlerze z Lewek, z Dąbrowy Wielkiej, ze Starych Brzósek, z Tymianek Buci i z Mierzwina Dużego. Są to budynki o konstrukcji zrębowej, bez okien, zbyt małe, by można je było wykorzystać jako przestrzeń ekspozycyjną w przeciwieństwie do jeszcze jednego spichlerza ze Starej Gąsówki. Został usytuowany przy chałupie z Pieczysk. W jego wnętrzach można oglądać wystawę „Pszczelarstwo w gospodarstwie wiejskim na Podlasiu”. To obiekt nieco młodszy, zbudowany w latach dwudziestych ubiegłego wieku. Jego wnętrze jest podzielone na trzy pomieszczenia. Od tych opisywanych wcześniej różni się wiekiem i gabarytami, ale konstrukcja jest podobna. Ściany zrębu spichlerza z Gąsówki tworzą belki sosnowe, dach (dwuspadowy, kryty strzechą) jest wysunięty poza płaszczyznę ściany frontowej.
Jednym z pierwszych zabytków, które po przekroczeniu bramy wejściowej skansenu witają zwiedzających, jest Spichlerz z Karczmiska zbudowany w 1920 roku. Zupełnie inny od tych opisywanych wcześniej. Przede wszystkim – wyższy. Wnętrze budynku jest podzielone na dwa pomieszczenia, a przy jednej ze ścian szczytowych znajdują się drewniane schody prowadzące na poddasze. Inna jest też konstrukcja ścian  (sumikowo-łątkowa), a kryty gontem, dwuspadowy dach zdobią naczółki. Spichlerz jest obecnie wykorzystywany jako magazyn muzealny, podobnie jak, znajdujący się już za bramą skansenu, przy budynku biurowym, jego rówieśnik z Poczopka. Zabytek ten trafił do skansenu  w 1986 roku i jest to jedyny w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej spichlerz piętrowy. Pierwotnie miał tylko jedną kondygnację, ale w latach czterdziestych XX wieku został przebudowany, by stać się suszarnią szyszek.
Spichlerze to, obok budynków mieszkalnych oraz stodół, najliczniej reprezentowana grupa zabytków architektury drewnianej w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej. Są też zdecydowanie najstarsze. Ponad połowa z nich została zbudowana w XIX wieku.

 


ŚCIANA TRADYCJĄ UTKANA Wzór z tkaniny dwuosnowowej „Cztery pory roku” Felicji Puzanowskiej tematem nowego białostockiego muralu, który będzie promować sztukę ludową podlaskich twórców i Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej. Mural, którego projekt stworzył jeden białostockich artystów, Grzegorz Radziewicz, powstał na wieżowcu przy ulicy Skłodowskiej 13.więcej

 

Pomysł stworzenia muralu narodził się w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej, które ma w swoich zbiorach największą w Polsce, liczącą prawie siedemset sztuk, kolekcję tkanin dwuosnowowych. Malowidło ma 6 metrów szerokości i 27 metrów długości. Kształtem przypomina wieżę ze spadzistym daszkiem, który tworzy logo Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej. Pozostałą część kompozycji wypełniają wzory z tkaniny dwuosnowowej Felicji Puzanowskiej z 1986 roku przedstawiające przyrodę i mieszkańców podlaskiej wsi. Są to wytkane misternie postacie ludzi pracujących w polu, państwa młodych, dzieci z palmami wielkanocnymi, wóz zaprzężony w konia, maszyny rolnicze, drzewa.
Autorka tkaniny była jedną z najbardziej utalentowanych janowskich tkaczek. Urodziła się w 1909 roku. Przez większość życia mieszkała w Marchelówce – wsi w pobliżu Janowa. Przeżyła ponad 90 lat i przez większość życia zajmowała się tkactwem. Wykonała dziesiątki dywanów dwuosnowowych, nie tylko dla sąsiadów, ale też klientów Cepelii z całej Polski. Wiele z nich znajduje się obecnie w zbiorach muzealnych.

Tego wszystkiego nauczyła mnie starsza siostra Serafina. – opowiadała siedemnaście lat temu Felicja Puzanowska dziennikarce Gazety Współczesnej – Przez te dywany skończyłam tylko cztery klasy podstawówki. W domu było ciężko, więc musiałam zarabiać. Najlepiej wychodziło mi oczywiście tkanie dwuosnowówek. Zdarzało się, że brakowało wełny. Wtedy nie czekało się z założonymi rękami, tylko na krosna trafiał len. Popyt na dywany był duży, dlatego czasami i dnia brakowało, żeby wyrobić się ze wszystkim. Musiałam przecież jeszcze prowadzić gospodarkę

Autorem projektu muralu na podstawie tkaniny Felicji Puzanowskiej jest Grzegorz Radziewicz, znany białostocki artysta, absolwent Liceum Plastycznego w Supraślu i Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu. W kręgu jego twórczych zainteresowań znajduje się przede wszystkim malarstwo, ale zajmuje się również grafiką i fotografią. Ma już  w swoim dorobku prace wielkoformatowe. Jest autorem między innymi muralu „Pamięć”  na ścianie hali sportowej Politechniki Białostockiej.
Mural namalował „M. Ceirowski” absolwent Wydziału Architektury Politechniki Białostockiej wykonawca wielu murali na terenie Białegostoku i województwa podlaskiego.

 

 

 

 


NA PODLASIU GRA WOLNOŚĆŚWIĘTO NIEPODLEGŁOŚCI będzie w tym roku inne niż wszystkie. A miało być tak pięknie! Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej przez kilka miesięcy realizowało projekt „W moim sercu wolność gra”, który miał zakończyć się 11 listopada. Życie napisało inny scenariusz. Z powodu pandemii koncerty zaplanowane na ostatnie tygodnie trwania projektu trzeba było odwołać. Ale przecież wiele udało się zrobić! Przez całe lato wolność grała w różnych zakątkach Podlasia: od Filipowa i Augustowa, po Milejczycyce i Drohiczyn. więcej

11 listopada to dobry moment, by przypomnieć sobie te wszystkie chwile, tym bardziej, że mamy relacje filmowe i bogaty zbiór fotografii.
„W moim sercu wolność gra” to przedsięwzięcie muzyczne z historią w tle. W trzydziestu miejscowościach województwa podlaskiego, od Sejn i Filipowa po Drohiczyn, odbywają się koncerty zespołów ludowych, a każdy z koncertów rozpoczyna się kilkuminutową lekcją historii przypominającą najważniejsze wydarzenia w regionie, które przyczyniły się do odzyskania przez Polskę niepodległości.
Wykonawcy to podlaskie zespoły: „Kurpie Zielone”, „Klekociaki”, „Skowronki” i „Narwianie”.  W każdej z trzydziestu miejscowości występuje co najmniej jeden z nich, w wybranych – dwa.
Wśród uczestników projektu najstarszy i najsłynniejszy jest Zespół Pieśni i Tańca „Kurpie Zielone”, który powstał w Białymstoku w 1953 roku. Zespół liczy dziś około stu osób. Działa przy Podlaskim Instytucie Kultury pod kierunkiem choreografa Mariusza Żwierki. Ma w swoim repertuarze tańce narodowe i utwory ludowe z wielu regionów Polski.
Rok młodszy od Kurpi jest zespół „Narwianie”. Jego członkowie to mieszkańcy gminy Dobrzyniewo Duże. Grupa wykonuje muzykę ludową ale też piosenki biesiadne. Ma w swoim repertuarze dawne podlaskie obrzędy: sianokosy, wianek przedślubny, śmigus-dyngus.
Historia „Klekociaków” jest krótsza o niecałą dekadę. Ten wielopokoleniowy zespół powstał w 1962 roku przy Gminnym Ośrodku Kultury w Boćkach. Ma już w swoim dorobku wiele nagród i wyróżnień. Wykonuje przede wszystkim pieśni, tańce i obrzędy podlaskie.
Najmłodszy z zespołów biorących udział w projekcie  są „Skowronki” działające od 1986 roku przy Zespole Szkół w Brańsku. Członkami są zarówno uczniowie jak też osoby pracujące. Zespół, od początku kierowany przez Mirosława Szymańskiego, koncertuje nie tylko w kraju, ale i za granicą, prezentując folklor z różnych regionów Polski.
Projekt „W moim sercu wolność gra” ruszył 28 czerwca. Miał się zakończyć 11 listopada – w dniu narodowego święta, ale z powodu pandemii część koncertów trzeba było odwołać.
Dofinansowano ze środków Programu Wieloletniego NIEPODLEGŁA na lata 2017-2022 w ramach Programu Dotacyjnego „Niepodległa”.

 

oficjalna strona internetowa obchodów

Koncert w Bielsku Podlaskim cz. 1

Koncert w Bielsku Podlaskim cz. 2

Koncert w Bielsku Podlaskim cz. 3

Koncert w Rutkach Kossakach cz. 1

Koncert w Rutkach Kossakach cz. 2

Koncert w Drohiczynie

Koncert w Augustowie cz. 1

Koncert w Augustowie cz. 2

Koncert w Grodzisku

Koncert w Supraślu

Koncert w Surażu

Koncert w Suchowoli

Koncert w Zabielu koło Kolna cz. 1

Koncert w Zabielu koło Kolna cz. 2

Koncert w Milejczycach cz. 1

Koncert w Milejczycach cz. 2

Koncert w Tykocinie

Koncert w Filipowie

Koncert w Wiźnie

Koncert w Dąbrowie Białostockiej

Koncert w Małym Płocku cz. 1

Koncert w Małym Płocku cz. 2

Koncert w Czyżach cz. 1

Koncert w Czyżach cz. 2

Koncert w Sokółce

Koncert w Łapach cz. 1

Koncert w Łapach cz. 2

 

 


ATLAS ZABYTKÓW SKANSENU to nowy cykl, dzięki któremu czytelnicy naszej strony internetowej, pozbawieni możliwości zwiedzania Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej, dowiedzą się, jakie drewniane obiekty znajdują się na jego terenie, poznają ich historię, pierwotne przeznaczenie, konstrukcję. Wśród prawie pięćdziesięciu zabytków przeniesionych do skansenu, uratowanych w ten sposób przed zagładą, są budynki mieszkalne, gospodarcze i przeznaczone do pracy. Pierwszy odcinek cyklu to opowieść o WIATRAKACH.więcej

W Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej stoją trzy drewniane młyny wietrzne. Każdy z nich jest inny. Różnią się od siebie przede wszystkim mechanizmami, które pozwalały młynarzom korygować ustawienie skrzydeł w stosunku do wiatru.
Przed wejściem na teren skansenu zwiedzających wita wiatrak z Rzędzian, najstarszy. Został wybudowany w 1836 roku w miejscowości Płonka-Matyski koło Łap. Do Rzędzian został przeniesiony w 1954 roku, gdzie jeszcze przez kilka lat służył mieszkańcom okolicy. W 1986 roku trafił do skansenu.
To tak zwany koźlak – najstarszy i najpopularniejszy typ wiatraka na ziemiach polskich. Cała jego bryła osadzona jest na stojaku zwanym kozłem. Połączenie korpusu z kozłem jest ruchome, co w czasach, gdy wiatrak był użytkowany, umożliwiało młynarzom obracanie go wokół osi. Służył do tego wystający z tylnej ściany dyszel, przy pomocy którego koń lub dwóch mężczyzn mogło obrócić wiatrak, nastawiając go śmigami do kierunku wiatru.
Młyn wietrzny z Rzędzian ma ściany o konstrukcji szkieletowej, na zewnątrz obite deskami i dwuspadowy dach kryty gontem. Wewnątrz zachowało się kompletne wyposażenie służące do przenoszenia napędu ze skrzydeł i przemiału zboża.
Kolejny tego typu obiekt, z miejscowości Wojnowce w gminie Szudziałowo, usytuowany jest już za bramą skansenu, między zagrodą leśną z Karczmiska a stodołą z Sannik. Jest od wiatraka z Rzędzian mniejszy, na pierwszy rzut oka podobny, bo również obity na zewnątrz deskami w układzie pionowym. Jego konstrukcja jest jednak zupełnie inna. To tak zwany partlak, którego korpus osadzony jest na kolistej metalowej szynie. To właśnie dzięki niej cały budynek, którego oś wzmacnia pionowa belka zwana sztembrem, może się obracać. Budowniczym tego wiatraka był Stefan Radziukiewicz. Nad jego konstrukcją i wyposażeniem pracował przez 25 lat, od drugiej wojny światowej. Zastosował wiele oryginalnych rozwiązań jak choćby osadzenie śmig na wale skrzydłowym z lufy armatniej. Wiatrak był użytkowany do śmierci właściciela w 1970 roku.
W samym sercu skansenu stoi wiatrak z Bogdanek, mniej więcej sto lat młodszy od koźlaka z Rzędzian, różniący się od niego i wyglądem, i mechanizmem działania. To niewielki wiatrak typu holenderskiego o nieruchomym korpusie oraz spoczywającej na nim obracalnej bryle dachu. Zdolność obrotu dachu o 360 stopni pozwalała na ustawianie powierzchni skrzydeł do kierunku wiatru. Konstrukcja części nieruchomej budynku wsparta jest na sześciu słupach, które tworzą szkielet ścian połączonych u góry dwiema warstwami desek wyciętych w kształcie koła. Wiatrak zbudował w 1938 roku Wacław Jaroszko i sam, przez prawie 20 lat go użytkował.
Wiatraki typu holenderskiego były na Podlasiu dość rzadkie. Ich ojczyzną jest oczywiście Holandia. W XVIII wieku stały się dość popularne na północnych i zachodnich terenach Polski, ale nigdy nie udało im się w tej popularności wyprzedzić koźlaków.
Wiatraki na terenie Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej to obiekty z XIX i XX wieku, ale pierwsze młyny wietrzne pojawiły się w Polsce już w drugiej połowie XIII wieku. Na dobre zadomowiły się w krajobrazie polskiej wsi dwieście lat później. Za kolejnych 300 lat było ich już około 20 tysięcy i chociaż konkurowały z młynami wodnymi,  ich liczba stale rosła aż do początków XX wieku. Wówczas urządzenia napędzane siłą wiatru zaczęły wypierać maszyny parowe.
Z czasem wiatraki stały się już tylko malowniczym elementem krajobrazu, niestety narażonym na stopniową zagładę. Ratunkiem dla niektórych stały się skanseny. W Polsce większość muzeów na wolnym powietrzu ma przynajmniej jeden taki obiekt, a są i takie, jak Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej czy Muzeum Wsi Radomskiej, gdzie można podziwiać ich kilka.

 

 

 


GOŚCIE Z ZAŚWIATÓW Przeczucie, że śmierć nie jest końcem, a tylko przejściem do innego świata, towarzyszy ludziom od tysięcy lat. Dawniej powszechna była wiara, że możliwy jest kontakt z tymi, którzy odeszli. Niektóre wierzenia i zwyczaje dotyczące zmarłych przetrwały w tradycji ludowej i do dziś mają wpływ na obchody Dnia Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego.   więcej

 

Jednym z najważniejszych obrzędów związanych ze Świętem Zmarłych i Dniem Zadusznym jest „karmienie dusz”. Dr Artur Gaweł tak opisuje w książce „Rok obrzędowy na Podlasiu” obchodzoną przez prawosławnych na Podlasiu Dymitryjewską Sobotę, czyli ostatnią sobotę przed dniem św. Dymitra, który wypada 8 listopada.
„Na grobach pozostawiano żywność, a zwłaszcza wypiekane z mąki razowo-gryczane placki. Po powrocie do domu przygotowywano uroczystą wieczerzę złożoną z nieparzystej liczby potraw, najczęściej siedmiu lub dziewięciu. Wśród nich była też kutia. Kolacja ta nie miała charakteru postnego. Przeciwnie, starano się ugościć dusze zmarłych jak najbogaciej, aby zyskać tym samym ich przychylność.”
Zaduszkowe uczty, to chrześcijańska wersja Dziadów obchodzonych przez naszych przodków Słowian. Często zapraszano na nie żebraków i proszalnych dziadów, aby za ich wstawiennictwem wymodlić łaski dla bliskich z zaświatów. Dawniej we wschodnich regionach Polski spożywano posiłki na grobach zmarłych. Zwyczaj ten zaginął na początku XX wieku.
Do lat 20-tych ubiegłego wieku na Lubelszczyźnie i w niektórych miejscowościach Podlasia gospodynie wypiekały specjalne pieczywo zwane powałkami lub peretyczkami. Był to rodzaj bułki o podłużnym kształcie, z odciśniętym pośrodku krzyżem i inicjałami zmarłej osoby. Pieczywo takie dawano żebrakom jako jałmużnę z prośbą o modlitwę za duszę zmarłego. Z kolei w okolicach Wąsosza pieczono słodki chleb z mąki gryczanej, zwany gryczanem. Po przybyciu na cmentarz obdarowywano nim żebraków, z prośbą o modlitwę za zmarłych.
Z odwiedzinami domów przez gości z zaświatów wiązało się wiele zakazów. Nie wolno było ubijać masła, maglować, deptać kapusty, tkać i prząść. Dbano o to, aby nie skaleczyć i nie rozgnieść odwiedzających dom dusz. W  świąteczne dni nie podnoszono żadnych strąconych rzeczy, wierząc, że dusze „wzięły je sobie na trochę”. Upuszczone przedmioty można było podnieść dopiero po Zaduszkach, a jeżeli były niezbędne, w miejsce zabranej rzeczy kładziono kawałek chleba.
Kolejnym zwyczajem związanym ze Dniem Wszystkich Świętych i Dniem Zadusznym jest palenie ognia. Zwyczaj te w zmienionej formie przetrwał do dziś.
„Zwyczaj zapalania świec na grobach wywodzi się z przedchrześcijańskiej tradycji rozpalania ognisk w święta zaduszne na mogiłach, na rozdrożach dróg lub nawet na terenie zagród, co miało ułatwić pojawiającym się wtedy duszom poruszanie się po świecie żywych, a nawet, jak wierzono, ich ogrzanie się przy nich.” – czytamy w książce dr. Artura Gawła „Rok obrzędowy na Podlasiu”
Dawniej popularne było także palenie ognisk na grobach samobójców i mogiłach tragicznie zmarłych osób. Chrust i drewno na takie ogniska składano przez cały rok. Ogień z tych grobów miał oczyszczającą moc, dawał ochronę przed złymi mocami, które często przebywały na mogiłach samobójców.
Współcześnie zachowało się niewiele z dawnych obrzędów. Wciąż jednak w Dzień Wszystkich Świętych i w Dzień Zaduszny odwiedza się groby zmarłych i pali na nich znicze, i wciąż jest to w Polsce jedno z najważniejszych, najbardziej powszechnie obchodzonych świąt, bez względu na światopogląd  i wyznawaną religię.

 

 

 


POSTAWIMY KOŚCIÓŁ! Do Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej trafi drewniany kościół z Seroczyna. Zabytek jest już własnością Muzeum, czeka na wykonanie dokumentacji, a w dalszej kolejności na przeniesienie. To przedsięwzięcie kosztowne i pracochłonne, potrwa zapewne kilka lat, ale sprawi, że skansen stanie się miejscem jeszcze atrakcyjniejszym dla zwiedzających. Wśród kilkudziesięciu obiektów nie ma świątyni, a historia tej, którą udało się pozyskać, jest wyjątkowa. więcej

Bryła drewnianego kościółka jest prosta. Została zbudowana techniką zrębową na planie prostokąta. Jej ściany są oszalowane i wzmocnione lisicami – pionowymi belkami chroniącymi przed ich deformacją. Budynek pokrywa jednokalenicowy, pięciopołaciowy dach zwieńczony sygnaturką. Wnętrze tworzą prezbiterium i nawa. Po bokach znajdują się zakrystia i skarbczyk, a przy ścianie frontowej – wsparty na dwóch słupach – chór muzyczny z tralkową balustradą.
Integralną częścią zabytku jest, stojąca tuż obok, drewniana  dzwonnica przykryta czterospadowym dachem, z daszkiem okapowym oddzielającym od siebie dwie kondygnacje. Okapy zdobią ażurowo wycięte deszczułki. Dzwonnica została zbudowana w połowie XIX wieku, świątynia zaś, wielokrotnie przebudowywana,  powstała znacznie wcześniej. Jej historia sięga przełomu XVI i XVII w.  W 1596 roku starosta drohicki Mikołaj Kiszka ufundował w Seroczynie cerkiew prawosławną. Był to rok unii brzeskiej, która w Rzeczypospolitej Obojga Narodów połączyła Cerkiew prawosławną z Kościołem rzymskokatolickim. I tak, kilkanaście lat później, w Seroczynie erygowano parafię unicką, która istniała tam ponad dwieście sześćdziesiąt lat. W 1875 roku, po likwidacji unickiej diecezji chełmskiej, seroczyńska cerkiew stała się, wbrew woli parafian, częścią Kościoła prawosławnego i taką pozostała do momentu odzyskania przez Polskę niepodległości. Pod koniec 1918 roku budynek przekazano katolikom. Mieszkańcy Seroczyna modlili się w nim do 1993 roku, kiedy to w miejscowości wzniesiono nowy, murowany kościół, gdzie trafiła część wyposażenia drewnianej świątyni, między innymi osiemnastowieczne ołtarze, z których główny, o wystroju rokokowym, tworzą obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem i rzeźby przedstawiające postacie ewangelistów. Od ponad ćwierć wieku stary drewniany kościół w Seroczynie niszczeje, przeniesienie go do Muzeum pozwoli uratować tą cenną świątynię. W Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej ma szansę odzyskać dawną świetność i stać się jednym z najcenniejszych obiektów na terenie skansenu.

 

 

 


CZYŻE W SKANSENIE W sektorze budownictwa wschodnio-podlaskiego robi się coraz gęściej. Wkrótce gotowa będzie kolejna chałupa z Czyż. Zbudowana w 1946 roku, jest młodsza od tej, przeniesionej do skansenu w ubiegłym roku o ponad pół wieku. To budynek o konstrukcji zrębowej, szerokofrontowy, oszalowany deskami w układzie pionowym. Jest typowym przykładem drewnianego budynku mieszkalnego, jakie powstawały w okolicach Hajnówki i Bielska Podlaskiego w pierwszej połowie XX wieku. więcej

Chałupa należała do rodziny Bielkiewiczów. Ostatnia właścicielka, Nadzieja Bielkiewicz wprowadziła się do niej, kiedy miała siedemnaście lat. Budowniczym był jej teść – Mikołaj Bielkiewicz.
Budynek przetrwał niezmieniony do czasu przeniesienia go do skansenu. Został posadowiony na fundamencie z łamanych kamieni polnych, ma zdobione naroża i dekoracyjny układ desek w szczycie, okna opatrzone okiennicami i podokiennikami. Wszystko to będzie można zobaczyć po zakończeniu budowy. Pierwotne pokrycie dachu – eternit – w skansenie zostanie zastąpione gontem.
W przyszłym roku we wnętrzu chałupy powstanie wystawa stała poświęcona tkactwu. Dzięki zgromadzonym na niej eksponatom można będzie prześledzić proces powstawania tkanin. Znajdą się tam między innymi narzędzia do obróbki włókien, jak gremple do czesania wełny czy grzebienie do czesania lnu, kołowrotki, a także zabytkowe krosna. Jedno z pomieszczeń zostanie zaadaptowane do celów edukacyjnych. Będą się tam odbywać warsztaty tkackie.
Dom Bielkiewiczów jest częścią sektora poświęconego budownictwu południowo-wschodniej części województwa podlaskiego, gdzie wielu mieszkańców jest narodowości białoruskiej. W pobliżu stoją już: straszy o pół wieku budynek mieszkalny z Czyż – wsi, której rozplanowanie przestrzenne z XVI wieku (tzw. ulicówka) zostało wpisane do rejestru zabytków, a także zabytkowa stodoła z Redut, w której wnętrzu można oglądać wystawę dotyczącą mechanizacji rolnictwa na podlaskiej wsi. Na tym nie koniec, sektor budownictwa wschodnio-podlaskiego będzie się w najbliższym czasie powiększał. Trafią tu między innymi budynki mieszkalne z Makówki i Plutycz.

 

 

 


CZEKAMY NA PLUTYCZECZEKAMY NA PLUTYCZE To będzie jedna z najpiękniejszych chałup w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej. Została zbudowana w Proniewiczach, ale przez ponad 80 lat należała do rodziny Popławskich z Plutycz, którzy kupili ją od pierwszego właściciela i przenieśli do rodzinnej miejscowości. Wyróżnia się na tle innych wyjątkowym bogactwem ozdobnych detali i nietypową kolorystyką. Nikt już w niej nie mieszka. W skansenie chałupa zostanie odrestaurowana i stanie się ozdobą sektora budownictwa wschodnio – podlaskiego. więcej

Nawet tu, na wschodzie Podlasia, gdzie większość starych domów urzeka żywymi barwami, ten jest wyjątkowy. Kolory, teraz wyblakłe, przed laty musiały przyciągać wzrok każdego przechodnia: ściany – bordowe, szczyt budynku żółto-pomarańczowy, naroża i okiennice – biało-niebieskie.
Uwagę przykuwa też niezwykłe bogactwo dekoracyjnych detali architektonicznych. Ozdobą zwróconego w kierunku drogi szczytu budynku jest nie tylko układ desek tworzących geometryczny ornament, ale też okienko z pięknym, ażurowym podokiennikiem. Wszystkie pozostałe okna mają nadokienniki i zarówno one, jak też detale zdobnicze w narożach budynku czy, przypominające koronkę wiatrownice i listwy podokapowe, świadczą o wyobraźni i kunszcie cieśli, który je wykonał.
Chałupa z Plutycz to budynek o konstrukcji zrębowej, nieoszalowany, przykryty cementową dachówką. Wnętrze podzielone jest na kilka pomieszczeń. W największym zwraca uwagę długi na całą ścianę, biały kaflowy piec z ozdobnym gzymsem.
Stefania i Mikołaj Popławscy zamieszkali tu w latach trzydziestych dwudziestego wieku. Pani Stefania była twórczynią ludową, co dla badaczy folkloru czyni ten dom jeszcze bardziej interesującym. Wśród rodzinnych pamiątek zachowały się, mocno już dziś spłowiałe, kwiaty i pająki z bibuły, dyplom z konkursu „Tradycyjne zdobnictwo wnętrz chałup podlaskich” w Ciechanowcu czy czarno-biała fotografia Stefanii Popławskiej przy pracy.
Stuletnia chałupa z Plutycz czeka na przeniesienie do skansenu, gdzie z całą pewnością odzyska dawny blask. Stanie w części północnej, w sąsiedztwie budynków mieszkalnych z Makówki, Czyż i stodoły z Redut. To miejscowości leżące w powiatach bielskim i hajnowskim. Jednym z symboli tych terenów, gdzie większość mieszkańców wsi stanowią wyznawcy prawosławia, jest właśnie bogato zdobiona drewniana architektura – malownicze cerkwie i domy, jakich próżno szukać w innych częściach Polski.

 

 

 


ROZRASTAMY SIĘ! Sektor budownictwa wschodnio-podlaskiego w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej nabiera kształtu. Jeszcze w tym roku w pobliżu stodoły z Redut, w gminie Orla stanie kolejna chałupa z Czyż, młodsza o pół wieku od tej, która została przeniesiona do skansenu w ubiegłym roku. W przyszłości znajdzie się tu miejsce dla kolejnych zabytków z tych terenów województwa podlaskiego, gdzie większość mieszkańców to Białorusini wyznania prawosławnego. więcej

 

Jako pierwsza została przeniesiona do skansenu starsza z dwóch chałup z Czyż o numerze 125. Ma ponad sto trzydzieści lat, a jej wiek można określić dokładnie dzięki wyrytej na jednej ze ścian dacie wyświęcenia. Została zbudowana dla Aleksandra i Tatiany Czykierów, później mieszkały w niej córki pierwszych właścicieli, ich mężowie, dzieci.
To budynek charakterystyczny dla tak zwanej zagrody wydłużonej typu bielsko-hajnowskiego. W takiej zagrodzie dom, składający się z części mieszkalnej i gospodarczej, mający często ponad 30 metrów długości, był ustawiony na długiej, wąskiej działce, szczytem do drogi, a stodoła i spichlerz lokowane były w pewnym oddaleniu, co w przypadku pożaru miało chronić przed ogniem mieszkańców i żywy inwentarz.
Starsza chałupa z Czyż jest budynkiem szerokofrontowym, o konstrukcji zrębowej, wzniesionym na fundamencie z kamieni polnych. Niemal w całości została odtworzona z oryginalnych elementów. Jednym z wyjątków jest dach. W skansenie chałupa odzyskała pierwotne pokrycie – strzechę, którą właściciele z biegiem lat zastąpili  dachówką cementową, a później eternitem.
Jeszcze w tym roku dawną urodę odzyskają również wnętrza domu. Zachowały się w nim, wyryte na czterech ścianach największego pomieszczenia,  inskrypcje zawierające datę poświęcenia (1888 r.) oraz imiona czterech ewangelistów, a dzięki zachowanej dokumentacji w chałupie został odtworzony gliniany piec. Na wystawę stałą, prezentującą wnętrze wiejskiego domu z terenu wschodniej Białostocczyzny w okresie międzywojennym, złożą się sprzęty domowe i przedmioty codziennego użytku ze zbiorów muzeum.  Druga chałupa z tej samej miejscowości, młodsza o ponad pół wieku, to Czyże 54. Stanie tuż obok. Na kamiennych fundamentach wzniesiony zostanie szerokofrontowy budynek kryty gontem, z okiennicami, ozdobnymi narożami i dekoracyjnym układem desek w szczycie. Będzie to trzeci obiekt należący do powstającego na terenie Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej sektora budownictwa wschodnio-podlaskiego. Jako pierwsza stanęła tam stodoła z Redut. Ma prawie sto pięćdziesiąt lat. Została przeniesiona do skansenu trzy lata temu dzięki unijnemu dofinansowaniu w ramach Programu Operacyjnego Województwa Podlaskiego na lata 2014-2020. W jej wnętrzu można oglądać wystawę „Mechanizacja rolnictwa na podlaskiej wsi”.
W najbliższych latach sektor budownictwa wschodnio-podlaskiego będzie się rozrastał. Na przeniesienie do skansenu już czekają zabytkowe chałupy z Makówki i Plutycz.

 

 

 


PODRÓŻE NA TRUDNE CZASY - KALINOWO–SOLKIPODRÓŻE NA TRUDNE CZASY – KALINOWO–SOLKI Muzeum można już zwiedzać, ale czasy wciąż nie są łatwe, dlatego postanowiliśmy kontynuować cykl internetowych podróży po regionie śladami naszych zabytków. W kolejną udajemy się do powiatu wysokomazowieckiego, skąd przyjechała do Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej zabytkowa szkoła. więcej

 

Kalinowo to drobnoszlachecka okolica położona w granicach historycznego województwa podlaskiego, na dawnej ziemi bielskiej. Tworzy ją kilka wsi, między innymi: Kalinowo Stare, Kalinowo Nowe czy Kalinowo – Czosnowo. Już w szesnastym wieku mieszkało tam kilkunastu rycerzy, a protoplastami dwóch głównych gałęzi rodu Kalinowskich byli Trojan i Sulek (Sulisław), herbu Ślepowron. I właśnie Sulisławowi miejscowość, z której przyjechała do skansenu szkoła zawdzięcza nazwę Kalinowo – Solki (pierwotnie Sułki). Dziś jest to wieś należąca do gminy Kulesze Kościelne w powiecie wysokomazowieckim.
Zabytkowa szkoła trafiła do Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej kilka lat temu. Została zbudowana w latach 50 -tych XX wieku, a w budowie brało udział wielu mieszkańców Kalinowa -Solek – nauczyciele i rodzice uczniów. Szkoła tętniła życiem przez prawie pół wieku. Po jej zamknięciu budynek stał pusty i niszczał. Przeniesienie go do skansenu było możliwe dzięki unijnemu dofinansowaniu w ramach projektu „Rozbudowa Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej w celu zachowania dziedzictwa kulturowego – podniesienia atrakcyjności turystycznej regionu”.
We wrześniu 2018 roku wielu mieszkańców gminy Kulesze Kościelne przyjechało na uroczyste otwarcie szkoły w nowym miejscu. Była to dla nich podróż sentymentalna. Odnaleźli tu dokumenty pisane znajomym pismem, rozpoznali na zdjęciach swoich rodziców czy dziadków. Stare dzienniki, zeszyty, usprawiedliwienia uczniowskich nieobecności i fotografie są częścią wystawy opowiadającej historię podstawówki z Kalinowa, jednej z dwóch ekspozycji stałych zaaranżowanych na parterze budynku. Druga pokazuje wystrój klasy szkolnej z lat 60. XX wieku. Można tam oglądać wyposażenie pracowni fizycznej i chemicznej oraz stare ławki z otworem na kałamarz, które przyjechały z miejscowości Wiercień w gminie Boćki, gdzie władze gminy również zlikwidowały szkołę. Są tam też liczydła, podręczniki, kałamarze i tornistry oraz inne drobne przedmioty, bez których trudno sobie wyobrazić lekcje w wiejskiej szkole, w czasach PRL-u.
Szkoła z Kalinowa – Solek jest jednokondygnacyjnym budynkiem z użytkowym poddaszem. Na górze mieszczą się biura, na dole, oprócz wystaw, znajdują się sale edukacyjne. Właśnie tam odbywa się większość lekcji muzealnych, rodzinnych niedziel i cyklicznych spotkań z uczniami, takich jak „Gwiazdka w Skansenie”, „Kraszanki w Skansenie” czy „Ferie na ludowo”, poświęconych kulturze ludowej Podlasia. Takie miejsce było w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej potrzebne. Wcześniej zajęcia odbywały się w zabytkowych chałupach, pięknych, ale zupełnie do tego typu działalności nieprzystosowanych.
Szkoła jest jednym z najmłodszych zabytków w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej, mimo to, w miejscu gdzie została zbudowana wkrótce groziłaby jej całkowita zagłada. Dzięki translokacji do skansenu nie tylko znów tętni życiem, ale też ocala od zapomnienia tych, którzy byli z nią związani – nauczycieli i uczniów z Kalinowa – Solek.

 

 

 

 

 


PODRÓŻE NA TRUDNE CZASY – BOBRA WIELKAPODRÓŻE NA TRUDNE CZASY – BOBRA WIELKA Dziewiętnastowieczny modrzewiowy dwór jest jednym z najcenniejszych zabytków na terenie Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej, nie tylko ze względu na walory architektoniczne, ale też długą i bogatą historię. Tym razem wyruszamy w podróż do miejsca, gdzie ta historia się zaczęła – do Bobry Wielkiej. więcej

 

Bobra Wielka to nadbiebrzańska wieś znajdująca się obecnie w gminie Nowy Dwór na Sokólszczyźnie. Mieszka tam około stu sześćdziesięciu osób. Dziś o ciekawej przeszłości tego miejsca przypominają już tylko drzewa tworzące rozległy park dworski, bo budynek który otaczały, od ponad trzydziestu lat, znajduje się w skansenie.
Sam dwór liczy sobie dwa wieki, ale w Bobrze Wielkiej, miejscu gdzie został zbudowany, założenie dworsko – ogrodowe istniało dużo wcześniej, już w XVI stuleciu. Pierwszymi właścicielami była rodzina Syruciów, która w świadomości osób zainteresowanych historią tego miejsca przetrwała dzięki legendzie przywodzącej na myśl jedną z najsłynniejszych tragedii wszech czasów. Miejscowi Romeo i Julia to piękna córka litewskiego bojara Syrucia i polski rycerz – Tracewski. Ojciec dziewczyny sprzeciwia się ich związkowi, czego tragicznym finałem jest jej śmierć. Historię tę przypomniała, na kartach swojej powieści „Święty Wiąz”, pisarka Wanda Miłaszewska.
Właściciele majątku zmieniali się kilkakrotnie zanim stanął tam modrzewiowy dwór, który przetrwał do dziś. W drugiej połowie XVIII wieku Bobra Wielka należała do niejakiego Michała Hromyki, porucznika w wojsku Wielkiego Księstwa Litewskiego, by z początkiem XIX wieku stać się własnością rodziny Andrzejkowiczów i właśnie Michała Butowta Andrzejkowicza, marszałka powiatu grodzieńskiego, uważa się za budowniczego dworu w obecnym kształcie.
Czasy prawdziwej świetności Bobry Wielkiej to koniec XIX i w pierwszej połowie XX wieku. Właścicielami majątku była wówczas rodzina Tomaszewskich, którą odwiedzali chętnie przedstawiciele elity politycznej i wybitne osobistości świata kultury.
Byli to między innymi malarz Jan Stanisławski oraz wybitny fotograf Jan Bułhak. Fotografie tego ostatniego przetrwały w zachowanych, przedwojennych egzemplarzach wspomnianej wcześniej książki Wandy Miłaszewskiej „Święty Wiąz”. Autorka również była stałą bywalczynią Bobry Wielkiej, a wcześniej przyjeżdżała tu ponoć jedna z najwybitniejszych polskich powieściopisarek – Eliza Orzeszkowa. Związki z dworem mieli też znakomity pianista i kompozytor, ale też mąż stanu i polityk Ignacy Jan Paderewski oraz pierwszy prezydent Rzeczypospolitej Gabriel Narutowicz.
Kres złotych czasów dworu z Bobry Wielkiej przyszedł wraz z drugą wojną światową, po której majątek Tomaszewskich, jak wiele innych w północno-wschodniej Polsce, został przekształcony w PGR. Później miał tam swoją siedzibę pododdział Wojsk Ochrony Pogranicza, a kiedy zbudowano nową strażnicę – do dworu wrócili pracownicy PGR – u. Najpierw mieściły się w nim biura, później mieszkania. Gdy w Bobrze Wielkiej powstało osiedle mieszkaniowe dla pracowników PGR-u – zabytek opustoszał, a w 1984 roku, na mocy decyzji Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, trafił do skansenu, dzięki czemu nie podzielił smutnego losu innych drewnianych dworów, które dawno zniknęły z krajobrazu Białostocczyzny.
Dziś to jeden z najcenniejszych zabytków na terenie skansenu. Dzięki projektowi: „Remont dworu z Bobry Wielkiej wraz z zagospodarowaniem wnętrz na terenie Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej”, zrealizowanemu w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Podlaskiego, odzyskał dawny blask i znów zaczął tętnić życiem.
Sala kominkowa na parterze budynku stała się, jak za dawnych lat, miejscem spotkań. Odbywają się tam promocje publikacji Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej, konferencje, kameralne koncerty i spektakle teatralne. Od czasu do czasu przeprowadzane są tu zajęcia edukacyjne o tematyce etnograficznej czy historycznej.
Większość pozostałych pomieszczeń dworu z Bobry Wielkiej została w czasie remontu przekształcona w przestrzeń wystawienniczą. Można tam oglądać dwie wystawy stałe. Kilka sal na parterze i całe poddasze zajmuje „Sztuka Ludowa Podlasia” – ekspozycja oddająca bogactwo i różnorodność dokonań twórców ludowych z terenu województwa podlaskiego.
Druga wystawa stała, zajmująca trzy pomieszczenia na parterze w prawym skrzydle dworu z Bobry Wielkiej, jest odtworzeniem najbardziej charakterystycznych wnętrz dworskich z początku XX wieku, czyli czasów kiedy budowla przeżywała swoją największą świetność.  To dwa saloniki i gabinet gospodarza dworu, umeblowane zgodnie z duchem minionej epoki. Niestety, z wyposażenia dworu zachował się tylko jeden oryginalny mebel, sekretarzyk, który został poddany renowacji. Ponieważ nie zachowały się inne przedmioty należące do ostatnich właścicieli dworu, ekspozycja nie stanowi szczegółowej rekonstrukcji, jest raczej próbą oddania atmosfery tego miejsca i tamtych czasów.
Dwór z Bobry Wielkiej został w tym roku zgłoszony do konkursu „Modernizacja Roku & Budowa XXI w.”  Każdy może oddać swój głos. Link do głosowania na nasz zabytek: http://www.modernizacjaroku.org.pl/pl/edition/1691/object/2021/remont-dworu-z-bobry-wielkiej-wraz-z-zagospodarowaniem-wnetrz-na-terenie

 

 

 

 

 

 


PODRÓŻE NA TRUDNE CZASY – STARA WIEŚPODRÓŻE NA TRUDNE CZASY – STARA WIEŚ Tym razem podróż niezwykła, bo wyjątkowo daleka. Wyruszamy poza granice województwa podlaskiego, aż do gminy Biała Rawska w Łódzkiem. Przyjechał do nas stamtąd zabytkowy osiemnastowieczny spichlerz, jeden z najstarszych zabytków w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej. więcej

 

 

W skansenie spichlerz jest usytuowany w pobliżu dworu z Bobry Wielkiej. Nieprzypadkowo. W Starej Wsi miał podobne sąsiedztwo. W tamtejszym majątku ziemskim również stał  modrzewiowy dwór, który tuż po wybudowaniu należał do malarki Anny Rajeckiej i był prezentem od samego króla Stanisława Augusta Poniatowskiego.
Przed II wojną światową majątek był własnością rodziny Zmorowskich, którym ponoć zdarzało się gościć generała Władysława Andersa i jego bliskich. W czasie okupacji mieszkała tam córka Zmorowskich – Jadwiga Czermińska. Dwór stał się wówczas bazą politycznej i wojskowej konspiracji, o czym możemy przeczytać we wspomnieniach jednego z mieszkańców – Jana Stańczyka – opublikowanych na stronie internetowej gminy Biała Rawska.
Spichlerz dworski przetrwał w Starej Wsi ponad dwa wieki, by w 1998 roku trafić do skansenu. Jego piękno kryje się w prostocie. To budynek o konstrukcji zrębowej, posadowiony na fundamencie z luźno ułożonych kamieni polnych.  Czterospadowy, kryty gontem dach zdobią lukarny – niewielkie półokrągłe okna wpuszczające odrobinę światła na górną kondygnację. Dolną oświetlają, również bardzo skąpo, niewielkie otwory okienne w belkach tworzących ściany. Z jednej kondygnacji na drugą prowadzą dwubiegowe schody.
Cały parter spichlerza ze Starej Wsi zajmuje wystawa „Dolinami rzek” opowiadająca o życiu mieszkańców nadrzecznych miasteczek i wsi na Podlasiu. Są to przede wszystkim narzędzia i środki transportu, dzięki którym bliskość rzek można było wykorzystać jako źródło zarobku: sieci do połowu ryb, wiersze i żaki, a także łodzie i czółna.
Na górze można oglądać wystawę „Zdobnictwo drewnianych domów na Białostocczyźnie” pozwalającą przyjrzeć się z bliska misternie wycinanym drewnianym elementom, które umieszczano nad i pod oknami albo wzdłuż krawędzi dachu. Dekoracyjne nadokienniki, podokienniki, wiatrownice i listwy podokapowe są dowodem niewyczerpanej inwencji i talentu tych, którzy je wykonywali. Jak wyglądały ich miejsca pracy, pokazuje zaaranżowany na wystawie warsztat wiejskiego cieśli, gdzie zgromadzone są narzędzia potrzebne do wykonywania detali zdobniczych oraz szablony.
Spichlerz ze Starej Wsi świetnie się sprawdza jako przestrzeń wystawiennicza. Czasy, kiedy przechowywano w nim zboże dawno minęły, a w Starej Wsi nie został żaden ślad po majątku, którego był częścią. Miejscowość, położona sześćdziesiąt kilometrów na południowy zachód od Warszawy, liczy dziś około dwustu pięćdziesięciu mieszkańców. Wielu z nich  zapewne nie pamięta osiemnastowiecznego modrzewiowego dworu. W miejscu, które zajmował zanim uległ zniszczeniu, stoi teraz szkoła.

 

 

 

 

 

 


PODRÓŻE NA TRUDNE CZASY – STARA GRZYBOWSZCZYZNAPODRÓŻE NA TRUDNE CZASY – STARA GRZYBOWSZCZYZNA W kolejną podróż udajemy się do wsi małej, ale słynnej na cały kraj. To stamtąd pochodził Eliasz Klimowicz, miejscowy przywódca religijny, który w pobliżu chciał stworzyć Nowe Jeruzalem. Kilkadziesiąt lat później jego życie zainspirowało pisarzy i dramaturgów, którzy rozsławili Starą Grzybowszczyznę i pobliski Wierszalin. więcej

 

Wieś, zamieszkała dawniej przez Białorusinów wyznania prawosławnego, leży na Sokólszczyźnie, na wschodnim skraju Puszczy Knyszyńskiej, dziesięć kilometrów od Krynek, które są stolicą gminy. Miejscowych w Starej Grzybowszczyźnie zostało niewielu. Podczas ostatniego spisu ludności, czyli dziewięć lat temu, były to cztery osoby.
W okresie międzywojennym miejscowość stała się znana za sprawą jednego z mieszkańców, niejakiego Eliasza Klimowicza, który sam ogłosił się prorokiem i postanowił tuż obok, w Wierszalinie, stworzyć centrum nowego świata. Zainicjował budowę cerkwi, która stoi do dziś, zgromadził wokół siebie dziesiątki wyznawców. Niewiele brakowało, a z ich rąk poniósłby śmierć. Ostatecznie sowiecka bezpieka zesłała go Syberię, gdzie prawdopodobnie zmarł.
Losy Eliasza Klimowicza jako pierwszy opisał w 1974 roku, w książce „Wierszalin. Reportaż o końcu świata” Włodzimierz Pawluczuk. Później jego życie stało się tematem sztuk teatralnych: „Proroka Ilji” Tadeusza Słobodzianka i zatytułowanego tak samo jak książka Pawluczuka spektaklu Teatru Wierszalin, który stąd właśnie zaczerpnął swoją nazwę.
Chałupa ze Starej Grzybowszczyzny, należąca dziś do Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej, była świadkiem tamtych wydarzeń. Zbudowano ją w drugiej połowie XIX wieku. Ma mniej więcej sto pięćdziesiąt lat i jest typowym przykładem budownictwa mieszkalnego wschodniej Białostocczyzny tamtego okresu. Posadowiona na fundamencie z luźno ułożonych kamieni polnych, bielona wapnem, kryta strzechą, pod wspólnym dachem łączy część mieszkalną i część gospodarczą. Do obydwu można wejść z przestronnej sieni.
Część mieszkalna składa się z dwóch pomieszczeń. Kuchnia jest zdecydowanie większa, na pierwszy rzut oka widać, że życie rodzinne toczyło się właśnie tu. W kuchni najwięcej miejsca zajmuje piec, który wykorzystywano nie tylko do gotowania potraw i pieczenia chleba, ale też do snu.
W chałupie z tamtych czasów nie może zbraknąć świętego kąta. Taki kąt znajdował się kiedyś w każdym wiejskim domu, był prywatną przestrzenią sacrum. Ze świętego kąta, odtworzonego w narożu izby kuchennej chałupy ze Starej Grzybowszczyzny, spogląda na nas wizerunek świętego Mikołaja, otaczanego przez prawosławnych szczególnym kultem.
Z sieni budynku można wejść również do komory, w której dawniej przechowywano żywność oraz do pomieszczenia, gdzie trzymano zwierzęta. To pomieszczenie ma też osobne wejście z zewnątrz budynku. Całe wyposażenie wnętrz, zarówno części mieszkalnej, jak i gospodarczej, to przedmioty używane na podlaskiej wsi mniej więcej sto lat temu.
Chałupa ze Starej Grzybowszczyzny trafiła do skansenu pod koniec lat 90-tych ubiegłego wieku. Jest dziś jedną z niewielu pamiątek po miejscu kiedyś tętniącym życiem, dziś – niemal wymarłym.

 

 

 


PODRÓŻE NA TRUDNE CZASY – DĄBROWA-MOCZYDŁYPODRÓŻE NA TRUDNE CZASY – DĄBROWA-MOCZYDŁY Nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie możliwe było zwiedzanie muzeów, ale dzięki naszej stronie internetowej można podróżować w wyobraźni śladami zabytków, które przyjechały do skansenu z różnych miejscowości. Pokazujemy najciekawsze obiekty, lokalizując na mapie regionu miejsca, z których pochodzą. Tym razem ruszamy do Dąbrowy-Moczydeł. więcej

 

Wieś jest położona w gminie Szepietowo, w powiecie wysokomazowieckim. Kiedyś była częścią okolicy szlacheckiej, czyli miejscowości składającej się z kilku pomniejszych osad o wspólnej nazwie głównej – Dąbrowa. Na początku XIX wieku było tych osad czternaście, przy czym Dąbrowa-Moczydły, licząca dwadzieścia cztery domy i stu czterdziestu dziewięciu mieszkańców, należała do największych. Większa o ponad dwudziestu mieszkańców była Dąbrowa-Łazy a także Dąbrowa-Zgniła, w której, w ponad trzydziestu domach, mieszkało stu pięćdziesięciu przedstawicieli tak zwianej szlachty zaściankowej.
Przez dwieście lat liczba mieszkańców Dąbowy-Moczydeł  właściwie się nie zmieniła. Dziewięć lat temu, kiedy przeprowadzono ostatni Narodowy Spis Ludności i Mieszkań, żyło tam sto pięćdziesiąt osób, co ciekawe – tyle samo kobiet i mężczyzn.
Chałupa z Dąbrowy-Moczydeł w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej jest jednym z najbardziej malowniczych zabytków na terenie całego skansenu. Zawdzięcza to nie tylko błękitnym okiennicom, ale też wyjątkowemu bogactwu zdobniczych detali architektonicznych. Wybudowana w okresie międzywojennym, ma ganek zdobiony ażurowo wyciętymi detalami o motywach geometryczno-roślinnych. Ozdobne są też naroża budynku i wiatrownice.
Dach posadowionej na planie prostokąta chałupy jest dwuspadowy, kryty strzechą. Wewnątrz – po prawej stronie – przestronna kuchnia, a w niej piec wykorzystywany czasem do pokazów, między innymi wypieku podpłomyków czy opłatków wigilijnych. To i pozostałe pomieszczenia zajmuje wystawa stała „Dziecięce troski i beztroski. Dziecko w społeczności wiejskiej Podlasia XIX/XX w.” Pokazuje, jak wyglądało dawniej życie najmłodszych mieszkańców wsi, od chwili narodzin, po lata nauki w szkole. Są tam przedmioty niezbędne w okresie niemowlęcym, takie jak kołyski, wózki czy chodziki. Nieco starszym dzieciom trudno wyobrazić sobie życie bez zabawek. Wśród zgromadzonych na wystawie eksponatów mamy ich sporą różnorodność, od lalek uszytych z kawałka tkaniny, po przedmioty wykonane z drewna, wyposażone w prosty mechanizm umożliwiający poruszanie. Są też dziecięce ubrania i czarno-białe fotografie wiejskich dzieci sprzed kilkudziesięciu lat. Dzięki nim łatwiej wyobrazić sobie, jak wyglądało życie codzienne na przykład w Dąbrowie-Moczydłach, w pierwszej połowie XX wieku.

 

 

 

 

 


PODRÓŻE NA TRUDNE CZASY – REDUTYPODRÓŻE NA TRUDNE CZASY – REDUTY W tych trudnych czasach, kiedy nie ma możliwości zwiedzania muzeów, zachęcamy do podróżowania w wyobraźni śladami naszych zabytków, które przyjechały do skansenu z różnych zakątków regionu. Na naszej stronie internetowej przypominamy najciekawsze obiekty. Lokalizujemy je na mapie regionu. Kolejnym punktem będzie wieś Reduty. więcej

 

Są dwie hipotezy dotyczące nazwy wsi. Według pierwszej pochodzi ona od staroniemieckiego imienia Rudold. Druga upatruje jej genezy w rudzie darniowej, zalegającej na brzegach rzeki Orlanki. Nad Orlanką położona jest też Orla – stolica niewielkiej gminy w powiecie Bielsk Podlaski, na terenie której znajdują się Reduty.
Udokumentowana historia wsi sięga XVI wieku. „W czasach, kiedy na wschód od rzeki Orlanka rozciągały się lasy Puszczy Białowiesko-Kamienieckiej, wędrowcy, chcąc dostać się z Bielska do Kamieniec jechali przez Koszele w kierunku Grabowca i Wojnówki. Reduty były na szlaku miejscem odpoczynku dla zmęczonych koni (jeszcze w 1577 r. znajdowała się tu jedyna w całej orlańskiej gminie karczma).” – czytamy w tekście Mikołaja Sacharewicza zamieszczonym na stronie internetowej gminy.
Na przełomie XIX i XX wieku Reduty liczyły ponad 350 mieszkańców, niemal trzykrotnie więcej niż teraz. Dziś większość ludzi w całej gminie Orla jest narodowości białoruskiej, o czym przyjezdni mogą się przekonać natychmiast patrząc na tablice z nazwami miejscowości. Są dwujęzyczne.
W Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej mamy jeden zabytek z Redut. To stodoła zbudowana w drugiej połowie XIX wieku, o zrębowej konstrukcji ścian, czterospadowym, krytym strzechą dachu. Naprzeciwko dwuskrzydłowych wrót widnieje inskrypcja upamiętniająca poświęcenie budynku, który stanął na terenie skansenu w 2017 roku dzięki unijnemu dofinansowaniu. W tym samym czasie, w ramach tego samego projektu „Rozbudowa Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej w celu zachowania dziedzictwa kulturowego – podniesienia atrakcyjności turystycznej regionu” udało się przenieść do muzeum także stodołę z Czarnej Białostockiej i obydwa obiekty zyskały drugie życie jako przestrzeń wystawiennicza.
W stodole z Redut można oglądać wystawę stałą „Mechanizacja rolnictwa na podlaskiej wsi” pokazującą postęp, jaki dokonał się w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego stulecia w mechanizacji zbioru zbóż i traw. Wśród eksponatów znalazły się między innymi: ciągnik Ursus C330, żniwiarka „Przodownica” z 1962 roku czy grabie sprężynowe wyprodukowane w Fabryce Maszyn Rolniczych „Jawor”.
Jest jeszcze jeden powód, dla którego stodoła z Redut to dla Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej tak cenny nabytek.  W skansenie powstaje sektor poświęcony budownictwu południowo-wschodniej części województwa podlaskiego, gdzie wielu mieszkańców jest narodowości białoruskiej. Staną tam też dwa budynki mieszkalne z Czyż. Jeden z nich można będzie podziwiać w pełnej krasie jeszcze w tym roku.

 

 

 

 

 


PODRÓŻE NA TRUDNE CZASY – TYMIANKI-BUCIEPODRÓŻE NA TRUDNE CZASY – TYMIANKI-BUCIE W tych trudnych czasach, kiedy nie ma możliwości zwiedzania muzeów, postanowiliśmy wykorzystać naszą stronę internetową do podróżowania w wyobraźni. Będą to podróże śladami zabytków, które przyjechały do skansenu z różnych zakątków regionu. Przypomnimy najciekawsze budynki na terenie skansenu. Zlokalizujemy je na mapie regionu. Na początek ruszamy na południe, do miejscowości o pachnącej nazwie Tymianki. więcej

Pełna nazwa miejscowości brzmi Tymianki-Bucie. To osada szlachecka w pobliżu Ciechanowca, na terenie gminy Boguty-Pianki, dziś leżąca w granicach województwa mazowieckiego, ale bardzo blisko granicy z Podlaskiem. Ziemie te zostały zasiedlone na początku XV wieku. Książę Janusz I nadał je swoim rycerzom i tak powstało kilka miejscowości, wśród nich Tymianki, w których do dziś żyją potomkowie dawnej szlachty.
Tymianki-Bucie, w wyniku różnych podziałów administracyjnych bywały częścią Mazowsza, ale też województwa białostockiego czy łomżyńskiego i chałupa z Tymianek-Buci, jedna z piękniejszych w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej, jest typowym przykładem budownictwa wiejskiego tego terenu sprzed ponad stu lat. Posadowiona na fundamencie z kamieni, o zrębowej konstrukcji ścian, ma czterospadowy dach kryty strzechą.
Ze względu na liczbę pomieszczeń domy takie nazwano trojakami. Wnętrze, podzielone na kuchnię, alkierz i izdebkę, jest skromne. Niektórym być może trudno uwierzyć, że mieszkała w niej rodzina szlachecka, ale w czasach gdy ją zbudowano o przynależności do drobnej szlachty nie decydowała zamożność, lecz historia rodu, związki rodzinne i przywiązanie do tradycji. Wystawa w środku chałupy pokazuje życie wielopokoleniowej rodziny Tymińskich. Zgromadzone tam wyposażenie to przedmioty z okresu międzywojennego i starsze.
W XXI wieku liczba mieszkańców Tymianek-Buci to niecałe sto osób. Mimo tak małej liczby mieszkańców we wsi działa szkoła, koło gospodyń wiejskich. Miejscowość jest jedną z kilku, mających ten sam pierwszy człon nazwy. Wraz z rozrastaniem się rodu Tymińskich powstawały nowe osady, takie jak Tymianki-Święski,  Tymianki-Adamy, Tymianki-Wachnie. Dawno zniknęły z ich krajobrazu chałupy kryte strzechą. Jedna z nich w 1986 roku trafiła do naszego skansenu, dzięki czemu długo jeszcze będzie opowiadać zwiedzającym Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej o życiu szlachty zagrodowej pogranicza mazowiecko-podlaskiego na przełomie XIX i XX wieku.