Logo Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej

Szanowni Państwo! Zapraszamy do Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej! Nasze zabytki czekają na zwiedzających.  Przypominamy, że w czasie trwania pandemii obowiązują inne niż zwykle zasady przebywania na terenie skansenu. Zachęcamy do zapoznania się z nimi, przed wizytą w naszej instytucji. więcej


Komunikat PMKL
W związku z doniesieniami medialnymi dotyczącymi odkrytej na terenie PMKL hodowli marihuany – pragniemy wyjaśnić iż sytuacja ta miała miejsce poza ogrodzonym i udostępnionym do zwiedzania terenem skansenu. Dzięki dobrej współpracy Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej i podlaskiej policji udało się udaremnić ten proceder. Wiosną tego roku – w lesie, za ogrodzeniem muzeum – jeden z pracowników PMKL – odkrył to miejsce i zgłosił ten fakt policji. Od tego czasu było prowadzone śledztwo, aż do momentu kiedy funkcjonariuszom udało się namierzyć osobę, która w pobliżu skansenu próbowała uprawiać marihuanę. Dla powodzenia policyjnej akcji – nikt nie był wtajemniczony w sprawę aż do jej wyjaśnienia.


ZA NAMI PODLASKIE SPOTKANIA. Tym razem wystąpiły wyłącznie zespoły z Polski, ale za to jakie! Same tuzy! Jednym z przystanków na ich trasie koncertowej było Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej. 1 sierpnia o godzinie siedemnastej na naszym profilu Facebook rozpoczęła się transmisja na żywo, która dotarła już do ponad dziesięciu tysięcy widzów.więcej

 

 

W tegorocznym festiwalu „Podlaskie Spotkania” wzięło udział pięć zespołów z różnych zakątków Polski. To „Krakus”, „Wrocław”, „Raciborzanie”, zespół „Promni” z Warszawy i gospodarze czyli „Skowronki” z Brańska”.
Zespół Pieśni i Tańca Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie „Krakus” jest najstarszym studenckim zespołem folklorystycznym w Polsce. Powstał w 1949 roku. Prezentuje oryginalny polski folklor, przetworzony i przystosowany do wymogów sceny. Ma w swoim repertuarze pieśni, tańce i obrzędy przedstawione w suitach: krakowskiej, śląskiej, rzeszowskiej, łowickiej, sądeckiej, lubelskiej, kieleckiej, żywieckiej i beskidzkiej, pokazujących bogactwo i różnorodność muzyki ludowej i  piękno strojów. Członkami „Krakusa” są studenci Akademii Górniczo-Hutniczej i innych krakowskich uczelni. Przez ponad siedemdziesiąt lat zespół wystąpił ponad 4700 razy. Wielokrotnie zdobywał nagrody na festiwalach nie tylko w Polsce. Odbył 170 podróży zagranicznych. Był w niemal wszystkich krajach Europy, a także w Azji, Afryce i obydwu Amerykach.
Reprezentacyjny Dolnośląski Zespół Pieśni i Tańca „Wrocław” powstał w 1952 roku. Przez prawie siedem dekad śpiewało w nim  i tańczyło około tysiąca osób z Wrocławia i innych miast województwa dolnośląskiego. Zespół tworzą artyści-amatorzy: uczniowie, studenci i osoby pracujące, dla których folklor stał się sposobem na aktywne spędzanie wolnego czasu.
Od początku działalności Zespół „Wrocław” dał ponad 2500 koncertów w kraju i za granicą, zaprezentował się między innymi we Francji, Niemczech, Włoszech, Holandii, Szwajcarii, Hiszpanii, Portugalii, Wielkiej Brytanii, USA i Meksyku. Do wielu z tych państw bywał zapraszany wielokrotnie. Zdobył dziesiątki nagród i wyróżnień na krajowych, i międzynarodowych festiwalach. W swoim repertuarze ma tańce, pieśni i przyśpiewki z różnych regionów Polski. Prezentuje też programy okolicznościowe, np. o charakterze patriotycznym w rocznice odzyskania przez Polskę niepodległości.
Ludowy Zespół Artystyczny „Promni” powstał przy Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie w 1972 roku.  Dziś tańczy w nim i śpiewa około 80 studentów SGGW i innych warszawskich uczelni wyższych, zaś muzykami kapeli są studenci i absolwenci Uniwersytetu Muzycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawie oraz instrumentaliści orkiestry „Sinfonia Varsovia”. Repertuar zespołu obejmuje artystycznie opracowane tańce, pieśni i melodie z szesnastu regionów centralnej, południowej i południowo wschodniej Polski oraz tańce narodowe: poloneza, kujawiaka, oberka, mazura i krakowiaka. Zespół „Promni” występuje na największych scenach Warszawy i całego kraju, a także za granicą, między innymi w Danii, Francji, Grecji, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Jugosławii, Kanadzie, Korei, Meksyku, Rosji, Tajwanie, Turcji, USA.
Gospodarzem festiwalu był Ludowy Zespół Pieśni i Tańca ,,Skowronki”. Jego założyciel, kierownik artystyczny Mirosław Szymański to pomysłodawca „Podlaskich Spotkań” – pierwszego na Podlasiu festiwalu folkloru o randze międzynarodowej. Grupa działa od 1986 roku przy Zespole Szkół im. Armii Krajowej w Brańsku. Członkami są uczniowie szkół podstawowych, średnich, studenci wyższych uczelni i osoby pracujące. Zespół ma własną kapelę i bogaty program artystyczny – od tańców narodowych po suity z wielu regionów Polski. Koncertuje na scenach krajowych i zagranicznych. Dał do tej pory ponad 1300 koncertów.
Festiwal „Podlaskie Spotkania” ma kilkunastoletnią tradycję. Do tej pory rokrocznie brały w nim udział zespoły z całego świata. Tym razem z powodu pandemii na scenach w trzech podlaskich miejscowościach: w Bielsku Podlaskim, w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej w Wasilkowie oraz w Brańsku zaprezentowały się tylko zespoły polskie. Z tego samego powodu koncert w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej można było oglądać online.

 

Podlaskie Spotkania – koncert w skansenie

 

 

 


TAŃCOWAŁA IGŁA Z NITKĄ Rozpoczęły się warsztaty krawieckie – najważniejsza część projektu „Tańcowała igła z nitką”, na którego realizację Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej otrzymało dofinansowanie ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach Programu EtnoPolska 2020. Są szansą na zdobycie nowych, rzadkich umiejętności. Przez dwa tygodnie powstanie sześć kompletów podlaskich strojów ludowych. więcej

 

Uczestnicy projektu zajmują się nadbużańską odmianą ludowego stroju podlaskiego, noszoną dawniej na ternach ciągnących się wzdłuż brzegu rzeki Bug, od miejscowości Dołhobrody na południu, po wieś Hołowczyce na północy. Charakterystyczny element tego stroju, zarówno męskiego, jak i kobiecego, to lniana koszula, której ozdobą są  perebory – ornament tkacki naszyty na kołnierzyku i rękawach. Mężczyźni z nadbużańskich trenów Podlasia nosili też kamizele i lniane spodnie, kobiety – spódnice z samodziału w barwne pasy, pasiaste zapaski i gorsety zdobione haftem lub zestawem guziczków.
Zanim uczestniczki projektu „Tańcowała igła z nitką” zabrały się do szycia, zdobyły solidną porcję wiedzy na temat folkloru Podlasia. 25 i 26 lipca wysłuchały wykładów oraz wzięły udział w wyjazdach studyjnych do Muzeum Rolnictwa im. Krzysztofa Kluka w Ciechanowcu i Muzeum Małej Ojczyzny w Studziwodach. Obydwie instytucje mają w zbiorach stroje ludowe z Podlasia.
Warsztaty krawieckie rozpoczęły się 27 lipca, potrwają do 7 sierpnia. Na każdy element stroju nadbużańskiego (koszule damskie i męskie, spodnie i spódnice) uczestniczki poświęcają, w zależności od stopnia skomplikowania, jeden albo dwa dni. Każda z nich samodzielnie wykonuje wykroje i szyje strój. Zajęcia prowadzi Jolanta Nierodzik – krawcowa od lat zajmująca się szyciem kostiumów dla zespołów ludowych i instytucji kultury, takich jak Opera i Filharmonia Podlaska czy Teatr Wierszalin.
Zwieńczeniem projektu będzie wystawa efektów pracy uczestniczek. Stroje, które uszyją, już na zawsze pozostaną w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej, skąd zespoły ludowe czy grupy teatralne będą je mogły nieodpłatnie wypożyczać.
Oprócz umiejętności krawieckich, warunkiem uczestnictwa w warsztatach było mieszkanie na stałe w miejscowości liczącej mniej niż 50 tysięcy mieszkańców, bo projekt ma nie tylko popularyzować kulturę ludową Podlasia, ale też zachęcać do aktywności osoby z małych miasteczek i wsi. Pozwala zdobyć nowe, rzadkie umiejętności, na które zapotrzebowanie w ostatnich latach rośnie. Wiele zespołów folklorystycznych, kół gospodyń wiejskich czy domów kultury wykorzystuje stroje ludowe podczas występów, pokazów i koncertów.
Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej realizuje projekt „Tańcowała igła z nitką” dzięki dofinansowaniu ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach programu „EtnoPolska 2020”.

Zapisy – nr tel.: 509 336 816 lub 85 74 36 082 w. 24; e-mail edukacja@pmkl.pl

KARTA UDZIAŁU W WARSZTATACH

REGULAMIN WARSZTATÓW KRAWIECKICH

 

 

 

 

 


NA PODLASIU GRA WOLNOŚĆNA PODLASIU WOLNOŚĆ GRA Za nami pięć z trzydziestu   koncertów patriotycznych, które Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej organizuje dzięki dofinansowaniu ze środków Programu Dotacyjnego „Niepodległa”. Byliśmy już w Bielsku Podlaskim, Rutkach-Kossakach, Drohiczynie, Augustowie i Grodzisku. W następny weekend (15 i 16 sierpnia) wolność zagra w Surażu, Supraślu, Suchowoli i Kolnie. Z powodu pandemii publiczność jest mniej liczna, ale relacje filmowe z koncertów można oglądać za pośrednictwem naszej strony internetowej. więcej

1 sierpnia o godzinie 15.00 w amfiteatrze przy ulicy Zarzecze 30 w Augustowie wystąpił zespół „Narwianie”.
2 sierpnia o godzinie 13.00 w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Grodzisku odbył się koncert zespołu „Klekociaki”.
„W moim sercu wolność gra” to przedsięwzięcie muzyczne z historią w tle. W trzydziestu miejscowościach województwa podlaskiego, od Sejn i Filipowa po Drohiczyn, odbywają się koncerty zespołów ludowych, a każdy z koncertów rozpoczyna się kilkuminutową lekcją historii przypominającą najważniejsze wydarzenia w regionie, które przyczyniły się do odzyskania przez Polskę niepodległości.
Wykonawcy to podlaskie zespoły: „Kurpie Zielone”, „Klekociaki”, „Skowronki” i „Narwianie”.  W każdej z trzydziestu miejscowości występuje co najmniej jeden z nich, w wybranych – dwa.
Wśród uczestników projektu najstarszy i najsłynniejszy jest Zespół Pieśni i Tańca „Kurpie Zielone”, który powstał w Białymstoku w 1953 roku. Zespół liczy dziś około stu osób. Działa przy Podlaskim Instytucie Kultury pod kierunkiem choreografa Mariusza Żwierki. Ma w swoim repertuarze tańce narodowe i utwory ludowe z wielu regionów Polski.
Rok młodszy od Kurpi jest zespół „Narwianie”. Jego członkowie to mieszkańcy gminy Dobrzyniewo Duże. Grupa wykonuje muzykę ludową ale też piosenki biesiadne. Ma w swoim repertuarze dawne podlaskie obrzędy: sianokosy, wianek przedślubny, śmigus-dyngus.
Historia „Klekociaków” jest krótsza o niecałą dekadę. Ten wielopokoleniowy zespół powstał w 1962 roku przy Gminnym Ośrodku Kultury w Boćkach. Ma już w swoim dorobku wiele nagród i wyróżnień. Wykonuje przede wszystkim pieśni, tańce i obrzędy podlaskie.
Najmłodszy z zespołów biorących udział w projekcie  są „Skowronki” działające od 1986 roku przy Zespole Szkół w Brańsku. Członkami są zarówno uczniowie jak też osoby pracujące. Zespół, od początku kierowany przez Mirosława Szymańskiego, koncertuje nie tylko w kraju, ale i za granicą, prezentując folklor z różnych regionów Polski.
Projekt „W moim sercu wolność gra” ruszył 28 czerwca, zakończy się 11 listopada – w dniu narodowego święta. Przed nami jeszcze dwadzieścia pięć koncertów.
Dofinansowano ze środków Programu Wieloletniego NIEPODLEGŁA na lata 2017-2022 w ramach Programu Dotacyjnego „Niepodległa”.

 

oficjalna strona internetowa obchodów

Koncert w Bielsku Podlaskim cz. 1

Koncert w Bielsku Podlaskim cz. 2

Koncert w Bielsku Podlaskim cz. 3

Koncert w Rutkach Kossakach cz. 1

Koncert w Rutkach Kossakach cz. 2

Koncert w Drohiczynie

Koncert w Augustowie cz. 1

Koncert w Augustowie cz. 2

Koncert w Grodzisku

 

 


ŻNIWA W SKANSENIE W niedzielę zakończyliśmy zdjęcia do ostatniego filmu z cyklu „Muzealne ABC”, który Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej realizuje dzięki programowi „Kultura w Sieci”. Inscenizację żniw przygotował Zespół Folklorystyczny „Klekociaki” z Bociek. Gościem specjalnym był Wicemarszałek Województwa Podlaskiego Stanisław Derehajło. więcej

 

Zbiorowi zbóż, trwającemu kilka tygodni, towarzyszyło dawniej wiele zwyczajów i obrzędów. Początek, tak zwany zażynek, odbywał się na Podlasiu zwykle w sobotę, a zżęcie pierwszych kłosów miało bardzo uroczysty charakter. Z dwóch pierwszych garści zżętego zboża układano krzyż, kładąc na wierzchu kromkę chleba, co miało zapewnić Bożą opiekę nad żniwiarzami i polem, albo wiązano w niewielki snopek, który w okresie Bożego Narodzenia stawiano w chałupie, w „świętym kącie”.
Równie uroczyste było zakończenie żniw – dożynki. Ostatnią wiązkę niezżętego żyta, tak zwaną „przepiórkę”  pozostawiano na polu, przewiązywano ją nićmi lub tasiemką, strojono kwiatami, a na jednym z kamieni ułożonych wkoło – kładziono kromkę chleba. Wierzono, że pozostawiony na polu chleb nie będzie z niego schodził czyli przyczyni się do urodzaju w następnym roku. W tym samym celu symbolicznie oborywano przepiórkę – ciągnięto wokół niej za nogi najmłodszą  żniwiarkę. Zakończenie żniw miało też charakter religijny. Do dziś zachował się zwyczaj święcenia wieńców dożynkowych podczas nabożeństw dziękczynnych za zabrane plony.

 

 

 

 

 


DWÓR FINALISTĄ OGÓLNOPOLSKIEGO KONKURSU!DWÓR FINALISTĄ OGÓLNOPOLSKIEGO KONKURSU! Dwór z Bobry Wielkiej w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej wizytowała komisja konkursu  „Modernizacja Roku & Budowa XXI w.” Nasz zabytek znalazł się w finale. Został zmodernizowany trzy lata temu dzięki unijnemu dofinansowaniu. Rozstrzygnięcie konkursu  – 23 września na Zamku Królewskim w Warszawie.  więcej

 

 

Modrzewiowy dwór z Bobry Wielkiej to największy i jeden z najstarszych budynków na terenie Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej. Został zbudowany w 1818 roku i jest typowym przykładem dworu ziemiańskiego o cechach klasycystycznych, o czym świadczy między innymi sześciokolumnowy portyk osłaniający wejście.
Sto lat temu, należący wówczas do rodziny Tomaszewskich dwór z Bobry Wielkiej, był ważnym ośrodkiem życia towarzyskiego. Gospodarzy odwiedzali między innymi wybitny fotograf Jan Bułhak czy pisarka Wanda Miłaszewska. Po drugiej wojnie światowej budynek stał się własnością PGR-u, później zaczął popadać w ruinę i gdyby nie trafił do skansenu, zapewne podzieliby los większości tego typu drewnianych obiektów, które dawno zniknęły z krajobrazu Podlasia.
Modernizacja zabytku, po trzydziestu latach od przeniesienia go do skansenu, była możliwa dzięki realizacji projektu „Remont dworu z Bobry Wielkiej wraz z zagospodarowaniem wnętrz na terenie Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej”, który otrzymał unijne dofinansowanie w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Podlaskiego na lata 2014–2020.
Po remoncie dwór jest przystosowany do całorocznego użytkowania, a w środku można oglądać dwie wystawy stałe. Jedna z nich pokazuje wnętrza dworskie z przełomu XIX i XX wieku, druga – sztukę ludową Podlasia. W piwnicach mieści się nowoczesny magazyn muzealiów.
Dzięki realizacji projektu, dwór z Bobry Wielkiej może śmiało stanąć w szranki z innymi zabytkami w ogólnopolskim konkursie „Modernizacja Roku & Budowa XXI w.”. Komisja konkursowa ocenia między innymi funkcjonalność przebudowanych obiektów, poziom zachowania architektury budynków, jakość zastosowanych materiałów.

Link do głosowania na dwór z Bobry Wielkiej: http://www.modernizacjaroku.org.pl/pl/edition/1691/object/2021/remont-dworu-z-bobry-wielkiej-wraz-z-zagospodarowaniem-wnetrz-na-terenie

 

 

 

 

 

 

 

 


KLIMATY PODLASIAKLIMATY PODLASIA Fotografia stała się jego sposobem na życie. Nie ma tygodnia bez choćby jednej wyprawy w teren, nie ma dnia bez myślenia o kolejnych. Od dziesięciu lat tematem jego zdjęć jest Podlasie. Autor sam dokładnie nie wie ile ich jest. Kilkaset tysięcy? Może jeszcze więcej. Za nami na spotkanie z Jerzym Rajeckim autorem albumu „Klimaty Podlasia” we  dworze z Bobry Wielkiej w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej. więcej

 

Ta fotograficzna pasja narodziła się dwie dekady temu. Jerzy Rajecki mieszka w Białymstoku, pochodzi z Hajnówki, ale zanim docenił urodę rodzinnych stron, fascynowały go przede wszystkim Wileńszczyzna i Polesie. Na początku właśnie tam szukał najpiękniejszych kadrów. Po dziesięciu latach podróżowania za granicę doszedł do wniosku, że tuż obok są tematy jeszcze ciekawsze, a przy tym możliwe do uchwycenia w każdej chwili: po pracy albo w czasie weekednu, bez konieczności planowania urlopu i długotrwałych przygotowań. Ich kopalnią jest podlaska wieś.

Staram się zawsze uchwycić ten właściwy moment. To może być wyjmowanie pierogów z pieca, grabienie siana, czy krzywy płot podparty kołkiem, na który pada światło zachodzącego słońca. – mówi autor fotografii  – Żadna z tych chwil już się nie powtórzy, a właśnie one składają się na ten niepowtarzalny klimat Podlasia.

Chociaż jego „tereny łowieckie” ciągną się od Biebrzy po Bug, szczególnym sentymentem twórca  albumu „Klimaty Podlasia” darzy okolice Hajnówki i Bielska Podlaskiego. Próżno jednak szukać na tych fotografiach żubrów czy najsłynniejszych zabytków – symboli regionu. Z fragmentów krajobrazów i codzienności mieszkańców wsi Jerzy Rajecki tworzy własny mit Podlasia, krainy sielskiej, oddalonej od zgiełku, w której czas się zatrzymał.
Z fotografowanych obiektów najważniejszy jest dla niego człowiek. Sportretował kilkadziesiąt tysięcy osób w domach i na zewnątrz, podczas pacy, odpoczynku albo modlitwy. Zawarł dzięki temu wiele przyjaźni. Żeby dzielić się swoimi zdjęciami, założył na Facebooku profil „Klimaty Podlasia” bijący dziś rekordy popularności.

Ludzie zaczęli pytać, dlaczego nie powstał album – opowiada – I tych pytań było bardzo dużo. Okazało się, że ciągle jest zapotrzebowanie na fotografię w takiej właśnie formie.

Album podzielony jest na sześć rozdziałów zawierających 300 zdjęć, które powstały w ciągu ostatnich ośmiu lat. Zatytułowany jest tak samo jak profil na Facebooku – „Klimaty Podlasia” i też cieszy się ogromną popularnością. Wydawnictwo można było kupić podczas promocji w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej. Można było też porozmawiać z autorem i obejrzeć slajdy.

 

 

 


MISTRZOWSKA TKANINA - PRACA WRE!MISTRZOWSKA TKANINA – PRACA WRE! W pracowni twórczyni ludowej – Pani Lucyny Kędzierskiej w ramach projektu pn. Mistrzowska tkanina dwie uczestniczki zdobywają wiedzę i umiejętności tkackie. W ciągu dwóch miesięcy realizacji zajęć uczennice poznały już tajniki przędzenia wełny, przygotowania osnowy i samego tkania techniką dwuosnowową. Powstały już też pierwsze tkaniny. Zajęcia będą odbywały się do końca roku, a ich zwieńczeniem będzie wystawa prac twórczyni i jej uczennic.  więcej

Tkanina dwuosnowowa powstaje z wełny na tradycyjnych, ręcznych krosnach. Do tkania, używa się dwóch wątków w dwóch kolorach oraz dwukolorowej osnowy. Technika tkacka jest skomplikowana i czasochłonna.  Charakterystyczne, kanciaste wzory prezentują m.in. motywy roślinne, zwierzęce, czy scenki rodzajowe z życia wiejskiej społeczności. Wzory wybiera się przy pomocy cienkiej listewki. Tkanina dwuosnowowa jest charakterystyczną dziedziną sztuki ludowej Podlasia.
Projekt Mistrzowska tkanina jest dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.

 

 

 

 


CZEKAMY NA PLUTYCZECZEKAMY NA PLUTYCZE To będzie jedna z najpiękniejszych chałup w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej. Została zbudowana w Proniewiczach, ale przez ponad 80 lat należała do rodziny Popławskich z Plutycz, którzy kupili ją od pierwszego właściciela i przenieśli do rodzinnej miejscowości. Wyróżnia się na tle innych wyjątkowym bogactwem ozdobnych detali i nietypową kolorystyką. Nikt już w niej nie mieszka. W skansenie chałupa zostanie odrestaurowana i stanie się ozdobą sektora budownictwa wschodnio – podlaskiego. więcej

Nawet tu, na wschodzie Podlasia, gdzie większość starych domów urzeka żywymi barwami, ten jest wyjątkowy. Kolory, teraz wyblakłe, przed laty musiały przyciągać wzrok każdego przechodnia: ściany – bordowe, szczyt budynku żółto-pomarańczowy, naroża i okiennice – biało-niebieskie.
Uwagę przykuwa też niezwykłe bogactwo dekoracyjnych detali architektonicznych. Ozdobą zwróconego w kierunku drogi szczytu budynku jest nie tylko układ desek tworzących geometryczny ornament, ale też okienko z pięknym, ażurowym podokiennikiem. Wszystkie pozostałe okna mają nadokienniki i zarówno one, jak też detale zdobnicze w narożach budynku czy, przypominające koronkę wiatrownice i listwy podokapowe, świadczą o wyobraźni i kunszcie cieśli, który je wykonał.
Chałupa z Plutycz to budynek o konstrukcji zrębowej, nieoszalowany, przykryty cementową dachówką. Wnętrze podzielone jest na kilka pomieszczeń. W największym zwraca uwagę długi na całą ścianę, biały kaflowy piec z ozdobnym gzymsem.
Stefania i Mikołaj Popławscy zamieszkali tu w latach trzydziestych dwudziestego wieku. Pani Stefania była twórczynią ludową, co dla badaczy folkloru czyni ten dom jeszcze bardziej interesującym. Wśród rodzinnych pamiątek zachowały się, mocno już dziś spłowiałe, kwiaty i pająki z bibuły, dyplom z konkursu „Tradycyjne zdobnictwo wnętrz chałup podlaskich” w Ciechanowcu czy czarno-biała fotografia Stefanii Popławskiej przy pracy.
Stuletnia chałupa z Plutycz czeka na przeniesienie do skansenu, gdzie z całą pewnością odzyska dawny blask. Stanie w części północnej, w sąsiedztwie budynków mieszkalnych z Makówki, Czyż i stodoły z Redut. To miejscowości leżące w powiatach bielskim i hajnowskim. Jednym z symboli tych terenów, gdzie większość mieszkańców wsi stanowią wyznawcy prawosławia, jest właśnie bogato zdobiona drewniana architektura – malownicze cerkwie i domy, jakich próżno szukać w innych częściach Polski.

 

 

 


ROZRASTAMY SIĘ! Sektor budownictwa wschodnio-podlaskiego w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej nabiera kształtu. Jeszcze w tym roku w pobliżu stodoły z Redut, w gminie Orla stanie kolejna chałupa z Czyż, młodsza o pół wieku od tej, która została przeniesiona do skansenu w ubiegłym roku. W przyszłości znajdzie się tu miejsce dla kolejnych zabytków z tych terenów województwa podlaskiego, gdzie większość mieszkańców to Białorusini wyznania prawosławnego. więcej

 

Jako pierwsza została przeniesiona do skansenu starsza z dwóch chałup z Czyż o numerze 125. Ma ponad sto trzydzieści lat, a jej wiek można określić dokładnie dzięki wyrytej na jednej ze ścian dacie wyświęcenia. Została zbudowana dla Aleksandra i Tatiany Czykierów, później mieszkały w niej córki pierwszych właścicieli, ich mężowie, dzieci.
To budynek charakterystyczny dla tak zwanej zagrody wydłużonej typu bielsko-hajnowskiego. W takiej zagrodzie dom, składający się z części mieszkalnej i gospodarczej, mający często ponad 30 metrów długości, był ustawiony na długiej, wąskiej działce, szczytem do drogi, a stodoła i spichlerz lokowane były w pewnym oddaleniu, co w przypadku pożaru miało chronić przed ogniem mieszkańców i żywy inwentarz.
Starsza chałupa z Czyż jest budynkiem szerokofrontowym, o konstrukcji zrębowej, wzniesionym na fundamencie z kamieni polnych. Niemal w całości została odtworzona z oryginalnych elementów. Jednym z wyjątków jest dach. W skansenie chałupa odzyskała pierwotne pokrycie – strzechę, którą właściciele z biegiem lat zastąpili  dachówką cementową, a później eternitem.
Jeszcze w tym roku dawną urodę odzyskają również wnętrza domu. Zachowały się w nim, wyryte na czterech ścianach największego pomieszczenia,  inskrypcje zawierające datę poświęcenia (1888 r.) oraz imiona czterech ewangelistów, a dzięki zachowanej dokumentacji w chałupie został odtworzony gliniany piec. Na wystawę stałą, prezentującą wnętrze wiejskiego domu z terenu wschodniej Białostocczyzny w okresie międzywojennym, złożą się sprzęty domowe i przedmioty codziennego użytku ze zbiorów muzeum.  Druga chałupa z tej samej miejscowości, młodsza o ponad pół wieku, to Czyże 54. Stanie tuż obok. Na kamiennych fundamentach wzniesiony zostanie szerokofrontowy budynek kryty gontem, z okiennicami, ozdobnymi narożami i dekoracyjnym układem desek w szczycie. Będzie to trzeci obiekt należący do powstającego na terenie Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej sektora budownictwa wschodnio-podlaskiego. Jako pierwsza stanęła tam stodoła z Redut. Ma prawie sto pięćdziesiąt lat. Została przeniesiona do skansenu trzy lata temu dzięki unijnemu dofinansowaniu w ramach Programu Operacyjnego Województwa Podlaskiego na lata 2014-2020. W jej wnętrzu można oglądać wystawę „Mechanizacja rolnictwa na podlaskiej wsi”.
W najbliższych latach sektor budownictwa wschodnio-podlaskiego będzie się rozrastał. Na przeniesienie do skansenu już czekają zabytkowe chałupy z Makówki i Plutycz.

 

 

 


ZIELONE ŚWIĄTKIZIELONE ŚWIĄTKI, a właściwie ich pierwszy dzień, niedziela, to tradycyjnie początek cyklu dużych wydarzeń plenerowych w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej. W tym roku będzie inaczej. Święto wypada 31 maja i festynu, z powodu epidemii, nie będzie. Dlatego na naszej stronie internetowej przypominamy, uwiecznione na fotografiach z ubiegłych lat, obrzędy związane z wiosną i budzącą się do życia przyrodą, które towarzyszyły dawniej Zielonym Świątkom. więcej

Zielone Świątki to potoczna nazwa Zesłania Ducha Świętego. Chrześcijanie obchodzą je na pamiątkę wydarzenia, które miało miejsce w pięćdziesiątym dniu po zmartwychwstaniu Chrystusa. Duch Święty zstąpił na zebranych w wieczerniku apostołów, którzy zaczęli mówić wieloma językami, by głosić ewangelię wśród narodów. Chwila ta uważna jest za początek Kościoła.
W kulturze ludowej Zielone Świątki to symboliczne zakończenie okresu zimowego, początek lata. Źródłem wielu zwyczajów kultywowanych przez wieki na podlaskiej wsi są przedchrześcijańskie obchody święta wiosny oraz towarzyszące im pradawne obrzędy agrarne i pasterskie: „Od początków swego istnienia było to święto radości, nadchodzącego lata, które należało godnie powitać i przez przeróżne praktyki magiczne zaskarbić sobie przychylność sił natury. Na leśnych polanach rozpalano ognie, tańczono na łąkach i urządzano rozmaite igrzyska ze śpiewami, młodzież łączyła się w pary, zabawy bywały niezwykle wesołe, niekiedy wręcz rozpasane” – pisze w „Polskich tradycjach świątecznych” Halina Szymanderska.
Symbolem Zielonych Świątek, co znalazło odbicie w ich potocznej nazwie, zawsze była zieleń, liście tataraku, które rozsypywano na podłodze w izbie oraz zielone gałęzie. „Powszechnym zwyczajem było ich zatykanie w strzechę czy też w ściany budynku mieszkalnego, rzadziej rozrzucano gałęzie po podwórku. Przy drzwiach ustawiano młode drzewka brzozowe. Wewnątrz domu dekorowano drzwi, okna, obrazy i ikony. Na Podlasiu do majenia domów używano powszechnie gałęzi brzozy, rzadziej lipy i klonu, wyjątkowo także jesionu, a nawet świerku. Brzoza uważana była przez Słowian za drzewo święte, związane z pierwiastkiem żeńskim, płodnością i odradzaniem się życia.” – czytamy w książce Artura Gawła „Rok obrzędowy na Podlasiu”.
Zielonymi gałązkami majono też pola. Olchę wtykano w zagony ziemniaków, żeby były białe i sypkie. Ziemię obsianą zbożem majono leszczyną, która jest giętka i odporna na wiatr.
Innym zwyczajem, który miał zapewnić na polach urodzaj było chodzenie z królewną: „Na Podlasiu, nad Narwią, jeszcze w początkach XX wieku,  w Zielone Świątki odbywał się obchód z królewną. Najładniejszą we wsi dziewczynę pięknie ubierano, wkładano jej na głowę koronę z kwiatów i w orszaku innych dziewcząt prowadzono granicami pól. Obchód kończył się ucztą z tańcami urządzaną w karczmie, w domu najlepszego gospodarza lub we dworze, na cześć królewny oraz na chwałę zwycięskiej wiosny, na szczęście i urodzaj.” – opisuje Barbara Ogrodowska w „Polskich obrzędach i zwyczajach”
Odpowiednikiem „chodzenia z królewną” we wsiach zamieszkałych przez prawosławnych było „wodzenie kusta”. Najpiękniejszą z dziewcząt, jeszcze nie mężatkę, ubierano w liście klonu by wyglądała jak kust czyli krzak. Kusta wodzono po wsi od domu do domu życząc gospodarzom dobrych plonów.
Do magicznych czynności, o których starano się pamiętać w Zielone Świątki, należało również palenie ognisk. Miało to między innymi chronić pola przed działaniem złych mocy: „Jako opału do zielonoświątkowych ognisk używano między innymi brzozowych gałęzi, którymi wcześniej dekorowano domy. Oprócz drewna spalano w nich także słomę  – od jej długości miała zależeć wysokość, na jaką wyrośnie len,  stąd też matki zwracając się do swoich córek przynoszących słomę na miejsce palenia ogniska prosiły je o wybranie jak najdłuższych źdźdźbeł”–  czytamy w „Roku obrzędowym na Podlasiu”.
Zielone Świątki były też świętem pasterskim, w czasie ich trwania starano się zadbać nie tylko o zasiewy, ale i bydło. Zwierzęta przystrajano wstążkami i wiankami z kwiatów co miało zapewnić większą płodność i obfitość mleka. W okolicach Bielska Podlaskiego i Tykocina w Zielone Świątki obchodzono tak zwane wołowe wesele. Pędzonemu po wsi przez pasterzy, przystrojonemu zwierzęciu, ze słomianą kukłą na grzbiecie, towarzyszył orszak młodzieży i muzykanci. Każda taka wędrówka kończyła się w karczmie huczną zabawą.
Wiele spośród opisanych wyżej, zapomnianych już dziś zwyczajów, zespoły ludowe odtwarzają co roku podczas Zielonych Świątek w Skansenie, którymi Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej rozpoczyna zwykle sezon festynów etnograficznych. W tym roku impreza jest odwołana, ale dawne obrzędy możemy sobie przypomnieć dzięki fotografiom z ubiegłych lat.

 

 

 


MUZEALNE ABCMUZEALNE ABC to tytuł projektu, na realizację którego Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej otrzymało dofinansowanie w wysokości 86 tys. złotych ze środków Narodowego Centrum Kultury  w ramach programu „Kultura w sieci”. Powstanie cykl filmów krótkometrażowych. Ich tematyka będzie różnorodna, od historii Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej, po podlaską obrzędowość. Produkcja ruszy na początku czerwca. więcej

 

W ramach projektu „Muzealne ABC” powstanie 15 filmów krótkometrażowych, które przybliżą odbiorcom działalność Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej. Widzowie poznają historię tej konkretnej instytucji, ale też dowiedzą się, w jaki sposób powstają muzea typu skansenowskiego w ogóle – jak przenosi się do nich zabytkowe budynki, jak się je pozyskuje, przewozi i stawia na nowo. Jeden z odcinków będzie poświęcony drewnianej architekturze Podlasia, elementom, które wyróżniają ją na tle budownictwa ludowego innych regionów Polski.
Oczywiście muzea, nawet te na wolnym powietrzu, to nie tylko budynki, ale też liczone w tysiącach tak zwane zabytki ruchome. Zbiorom muzealnym poświęcone będą dwa odcinki cyklu. W jednym z nich zajrzymy do magazynów i odpowiemy na pytania: co sprawia, że przedmiot staje się eksponatem oraz jakie są jego dalsze losy. W drugim odwiedzimy pracownię konserwatorską, gdzie część zabytków odzyskuje dawny blask, inne zabezpieczane są przed zniszczeniem.
Część zabytków ruchomych trafia na wystawy stałe i właśnie one będą tematem pięciu części Muzealnego ABC. Zaprosimy widzów na wirtualny spacer po wystawie sztuki ludowej i wnętrzach zabytkowych chałup urządzonych tak jak przed laty. Zajrzymy do zabytkowych stodół i spichlerzy, gdzie eksponowane są narzędzia i maszyny rolnicze. Opowiemy o dawnym leśnictwie, rybołówstwie i pszczelarstwie. Pokażemy też kilka lekcji muzealnych, których scenariusze powstały na bazie wystaw.
W filmowej opowieści o Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej nie może zabraknąć miejsca na odcinek dotyczący Ośrodka Edukacji Ekologicznej Sokolarnia. Sokolnicy: Dariusz Poznański, Kamil Borowski i Przemek Łapiński opowiedzą o gatunkach ptaków, które hodują, o ich zwyczajach, o tym jak przygotowuje się sokoły do wspólnego polowania z człowiekiem i co trzeba zrobić, żeby ptaki pokazowe nie bały się publiczności.
Wszystkie opisane wyżej tematy to codzienność Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej, ale są też wydarzenia odbywające się zaledwie kilka razy w roku – festyny etnograficzne, podczas których publiczność może podziwiać zespoły ludowe odtwarzające dawne obrzędy. Jedna trzecia cyklu poświęcona będzie właśnie im. Ci, którzy nie mieli okazji odwiedzić Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej podczas Zielonych Świątek dowiedzą się czemu służył zwyczaj obchodzenia pól z królewną. Pokażemy też tradycyjne żniwa na Podlasiu, Noc Świętojańską, wesele ludowe i wiosenne kolędowanie z konopielką.
Wszystkie filmy będą przystosowane do odbioru przez osoby niesłyszące. Będzie je można oglądać na stronie internetowej Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej.

 

 

 


NOCNI MYŚLIWINOCNI MYŚLIWI to hasło tegorocznej Nocy Muzeów w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej. Wydarzenie mogło się odbyć wyłącznie online. Dlatego na naszym profilu Facebook oraz kanale YouTube sokolnicy z Ośrodka Edukacji Ekologicznej prezentują tych spośród swoich podopiecznych, którzy polują nocą, czyli sowy, ale też tych, którym ośrodek zawdzięcza swoją nazwę. Z sokolnikami: Kamilem Borowskim, Dariuszem Poznańskim i Przemkiem Łapińskim rozmawia Beata Matyskiel. więcej

 


PODRÓŻE NA TRUDNE CZASY - KALINOWO–SOLKIPODRÓŻE NA TRUDNE CZASY – KALINOWO–SOLKI Muzeum można już zwiedzać, ale czasy wciąż nie są łatwe, dlatego postanowiliśmy kontynuować cykl internetowych podróży po regionie śladami naszych zabytków. W kolejną udajemy się do powiatu wysokomazowieckiego, skąd przyjechała do Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej zabytkowa szkoła. więcej

 

Kalinowo to drobnoszlachecka okolica położona w granicach historycznego województwa podlaskiego, na dawnej ziemi bielskiej. Tworzy ją kilka wsi, między innymi: Kalinowo Stare, Kalinowo Nowe czy Kalinowo – Czosnowo. Już w szesnastym wieku mieszkało tam kilkunastu rycerzy, a protoplastami dwóch głównych gałęzi rodu Kalinowskich byli Trojan i Sulek (Sulisław), herbu Ślepowron. I właśnie Sulisławowi miejscowość, z której przyjechała do skansenu szkoła zawdzięcza nazwę Kalinowo – Solki (pierwotnie Sułki). Dziś jest to wieś należąca do gminy Kulesze Kościelne w powiecie wysokomazowieckim.
Zabytkowa szkoła trafiła do Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej kilka lat temu. Została zbudowana w latach 50 -tych XX wieku, a w budowie brało udział wielu mieszkańców Kalinowa -Solek – nauczyciele i rodzice uczniów. Szkoła tętniła życiem przez prawie pół wieku. Po jej zamknięciu budynek stał pusty i niszczał. Przeniesienie go do skansenu było możliwe dzięki unijnemu dofinansowaniu w ramach projektu „Rozbudowa Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej w celu zachowania dziedzictwa kulturowego – podniesienia atrakcyjności turystycznej regionu”.
We wrześniu 2018 roku wielu mieszkańców gminy Kulesze Kościelne przyjechało na uroczyste otwarcie szkoły w nowym miejscu. Była to dla nich podróż sentymentalna. Odnaleźli tu dokumenty pisane znajomym pismem, rozpoznali na zdjęciach swoich rodziców czy dziadków. Stare dzienniki, zeszyty, usprawiedliwienia uczniowskich nieobecności i fotografie są częścią wystawy opowiadającej historię podstawówki z Kalinowa, jednej z dwóch ekspozycji stałych zaaranżowanych na parterze budynku. Druga pokazuje wystrój klasy szkolnej z lat 60. XX wieku. Można tam oglądać wyposażenie pracowni fizycznej i chemicznej oraz stare ławki z otworem na kałamarz, które przyjechały z miejscowości Wiercień w gminie Boćki, gdzie władze gminy również zlikwidowały szkołę. Są tam też liczydła, podręczniki, kałamarze i tornistry oraz inne drobne przedmioty, bez których trudno sobie wyobrazić lekcje w wiejskiej szkole, w czasach PRL-u.
Szkoła z Kalinowa – Solek jest jednokondygnacyjnym budynkiem z użytkowym poddaszem. Na górze mieszczą się biura, na dole, oprócz wystaw, znajdują się sale edukacyjne. Właśnie tam odbywa się większość lekcji muzealnych, rodzinnych niedziel i cyklicznych spotkań z uczniami, takich jak „Gwiazdka w Skansenie”, „Kraszanki w Skansenie” czy „Ferie na ludowo”, poświęconych kulturze ludowej Podlasia. Takie miejsce było w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej potrzebne. Wcześniej zajęcia odbywały się w zabytkowych chałupach, pięknych, ale zupełnie do tego typu działalności nieprzystosowanych.
Szkoła jest jednym z najmłodszych zabytków w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej, mimo to, w miejscu gdzie została zbudowana wkrótce groziłaby jej całkowita zagłada. Dzięki translokacji do skansenu nie tylko znów tętni życiem, ale też ocala od zapomnienia tych, którzy byli z nią związani – nauczycieli i uczniów z Kalinowa – Solek.

 

 

 

 

 


PODRÓŻE NA TRUDNE CZASY – BOBRA WIELKAPODRÓŻE NA TRUDNE CZASY – BOBRA WIELKA Dziewiętnastowieczny modrzewiowy dwór jest jednym z najcenniejszych zabytków na terenie Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej, nie tylko ze względu na walory architektoniczne, ale też długą i bogatą historię. Tym razem wyruszamy w podróż do miejsca, gdzie ta historia się zaczęła – do Bobry Wielkiej. więcej

 

Bobra Wielka to nadbiebrzańska wieś znajdująca się obecnie w gminie Nowy Dwór na Sokólszczyźnie. Mieszka tam około stu sześćdziesięciu osób. Dziś o ciekawej przeszłości tego miejsca przypominają już tylko drzewa tworzące rozległy park dworski, bo budynek który otaczały, od ponad trzydziestu lat, znajduje się w skansenie.
Sam dwór liczy sobie dwa wieki, ale w Bobrze Wielkiej, miejscu gdzie został zbudowany, założenie dworsko – ogrodowe istniało dużo wcześniej, już w XVI stuleciu. Pierwszymi właścicielami była rodzina Syruciów, która w świadomości osób zainteresowanych historią tego miejsca przetrwała dzięki legendzie przywodzącej na myśl jedną z najsłynniejszych tragedii wszech czasów. Miejscowi Romeo i Julia to piękna córka litewskiego bojara Syrucia i polski rycerz – Tracewski. Ojciec dziewczyny sprzeciwia się ich związkowi, czego tragicznym finałem jest jej śmierć. Historię tę przypomniała, na kartach swojej powieści „Święty Wiąz”, pisarka Wanda Miłaszewska.
Właściciele majątku zmieniali się kilkakrotnie zanim stanął tam modrzewiowy dwór, który przetrwał do dziś. W drugiej połowie XVIII wieku Bobra Wielka należała do niejakiego Michała Hromyki, porucznika w wojsku Wielkiego Księstwa Litewskiego, by z początkiem XIX wieku stać się własnością rodziny Andrzejkowiczów i właśnie Michała Butowta Andrzejkowicza, marszałka powiatu grodzieńskiego, uważa się za budowniczego dworu w obecnym kształcie.
Czasy prawdziwej świetności Bobry Wielkiej to koniec XIX i w pierwszej połowie XX wieku. Właścicielami majątku była wówczas rodzina Tomaszewskich, którą odwiedzali chętnie przedstawiciele elity politycznej i wybitne osobistości świata kultury.
Byli to między innymi malarz Jan Stanisławski oraz wybitny fotograf Jan Bułhak. Fotografie tego ostatniego przetrwały w zachowanych, przedwojennych egzemplarzach wspomnianej wcześniej książki Wandy Miłaszewskiej „Święty Wiąz”. Autorka również była stałą bywalczynią Bobry Wielkiej, a wcześniej przyjeżdżała tu ponoć jedna z najwybitniejszych polskich powieściopisarek – Eliza Orzeszkowa. Związki z dworem mieli też znakomity pianista i kompozytor, ale też mąż stanu i polityk Ignacy Jan Paderewski oraz pierwszy prezydent Rzeczypospolitej Gabriel Narutowicz.
Kres złotych czasów dworu z Bobry Wielkiej przyszedł wraz z drugą wojną światową, po której majątek Tomaszewskich, jak wiele innych w północno-wschodniej Polsce, został przekształcony w PGR. Później miał tam swoją siedzibę pododdział Wojsk Ochrony Pogranicza, a kiedy zbudowano nową strażnicę – do dworu wrócili pracownicy PGR – u. Najpierw mieściły się w nim biura, później mieszkania. Gdy w Bobrze Wielkiej powstało osiedle mieszkaniowe dla pracowników PGR-u – zabytek opustoszał, a w 1984 roku, na mocy decyzji Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, trafił do skansenu, dzięki czemu nie podzielił smutnego losu innych drewnianych dworów, które dawno zniknęły z krajobrazu Białostocczyzny.
Dziś to jeden z najcenniejszych zabytków na terenie skansenu. Dzięki projektowi: „Remont dworu z Bobry Wielkiej wraz z zagospodarowaniem wnętrz na terenie Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej”, zrealizowanemu w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Podlaskiego, odzyskał dawny blask i znów zaczął tętnić życiem.
Sala kominkowa na parterze budynku stała się, jak za dawnych lat, miejscem spotkań. Odbywają się tam promocje publikacji Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej, konferencje, kameralne koncerty i spektakle teatralne. Od czasu do czasu przeprowadzane są tu zajęcia edukacyjne o tematyce etnograficznej czy historycznej.
Większość pozostałych pomieszczeń dworu z Bobry Wielkiej została w czasie remontu przekształcona w przestrzeń wystawienniczą. Można tam oglądać dwie wystawy stałe. Kilka sal na parterze i całe poddasze zajmuje „Sztuka Ludowa Podlasia” – ekspozycja oddająca bogactwo i różnorodność dokonań twórców ludowych z terenu województwa podlaskiego.
Druga wystawa stała, zajmująca trzy pomieszczenia na parterze w prawym skrzydle dworu z Bobry Wielkiej, jest odtworzeniem najbardziej charakterystycznych wnętrz dworskich z początku XX wieku, czyli czasów kiedy budowla przeżywała swoją największą świetność.  To dwa saloniki i gabinet gospodarza dworu, umeblowane zgodnie z duchem minionej epoki. Niestety, z wyposażenia dworu zachował się tylko jeden oryginalny mebel, sekretarzyk, który został poddany renowacji. Ponieważ nie zachowały się inne przedmioty należące do ostatnich właścicieli dworu, ekspozycja nie stanowi szczegółowej rekonstrukcji, jest raczej próbą oddania atmosfery tego miejsca i tamtych czasów.
Dwór z Bobry Wielkiej został w tym roku zgłoszony do konkursu „Modernizacja Roku & Budowa XXI w.”  Każdy może oddać swój głos. Link do głosowania na nasz zabytek: http://www.modernizacjaroku.org.pl/pl/edition/1691/object/2021/remont-dworu-z-bobry-wielkiej-wraz-z-zagospodarowaniem-wnetrz-na-terenie

 

 

 

 

 

 


CHWALCIE ŁĄKI UMAJONECHWALCIE ŁĄKI UMAJONE W polskiej tradycji, od prawie dwóch wieków, maj jest miesiącem poświęconym Matce Bożej. To miesiąc, kiedy codziennie odbywają się nabożeństwa, w niektórych regionach zwane majówkami, gdzie indziej – po prostu majowymi. Na wsi odprawia się je często przy przydrożnych krzyżach i kapliczkach, pięknie na tę okoliczność przystrojonych. więcej

 

Tradycja odprawiania w maju nabożeństw maryjnych sięga w Europie VIII wieku. Jej prekursorami byli Hiszpanie. Do Polski dotarła znacznie później, w 1838 roku, kiedy to nabożeństwa majowe zaczęli odprawiać w Tarnopolu tamtejsi jezuici. W połowie XIX wieku zwyczaj ten był już powszechny niemal w całym kraju, na początku – przede wszystkim w miastach. Nieco później zawędrował na wieś, której mieszkańcy zaczęli oddawać cześć Maryi nie tylko w kościołach, ale też przy krzyżach i kapliczkach.
Przydrożne kapliczki, krzyże i figurki świętych w ostatnich dniach kwietnia dekorowano kwiatami i zielonymi gałązkami oraz wstążkami, często – w kolorach maryjnych, czyli białym i niebieskim. Jeśli w okolicy było kilka kapliczek – do odprawiania nabożeństw majowych wybierano tę z wizerunkiem Maryi. W Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej mamy kopię takiej właśnie kapliczki ze wsi Twarogi Lackie w gminie Perlejewo. Autorem rzeźby Matki Boskiej z Dzieciątkiem jest Piotr Szałkowski, zmarły niedawno rzeźbiarz ludowy z Sokółki.
Najważniejszą częścią każdego nabożeństwa majowego była zawsze Litania Loretańska, modlitwa uważana za jeden z najpiękniejszych hymnów na cześć Matki Bożej.  Nazwę swoją zawdzięcza miejscowości Loretto we Włoszech, gdzie została rozpropagowana wśród pielgrzymów odwiedzających tamtejsze sanktuarium.
Podczas nabożeństw majowych śpiewa się też pieśni maryjne. W Polsce jedną z najpiękniejszych i najbardziej znanych jest, śpiewana właściwie tylko przy tej okazji, pieśń „Chwalcie łąki umajone”. Powstała w latach 40 tych XIX wieku. Kto jest kompozytorem muzyki – nie wiadomo, słowa napisał ksiądz Karol Antoniewicz, jezuita.
Przed laty na wsi, na nabożeństwa majowe chodziło się, kiedy wszystkie prace w polu i gospodarstwie były już zakończone. Wieczór dawał ochłodę, a modlitwa stawała się chwilą wytchnienia po pracowitym dniu. Czasem wspólne śpiewanie pieśni maryjnych przeciągało się aż do zmroku.
Nabożeństwa majowe przy krzyżach i kapliczkach to tradycja kultywowana w całej Polsce, jedna z tych, które przetrwały mimo upływu czasu. Ludzie modlący się na skraju wsi w majowy wieczór to wciąż jeszcze bardzo powszechny widok.

 

 

 


POCZĄTEK NOWEGO CYKLUPOCZĄTEK NOWEGO CYKLU „Na świętego Augustyna orka dobrze się poczyna”. To jedno z wielu ludowych przysłów związanych z wiosną, która na wsi rozpoczynała zawsze, trwający kilka miesięcy, okres ciężkiej pracy. Wszystko trzeba było zacząć od nowa, a od tego, jaki był ten nowy początek zależała pomyślność gospodarzy i ich rodzin przez cały rok. Wiosna to czas orki, sadzenia, zasiewów, rozmnażania zwierząt i gruntownych porządków. więcej

Dawniej końcówka zimy była dla mieszkańców wsi czasem wyjątkowo trudnym. Na przednówku kończyły się zapasy większości warzyw i owoców, na stołach królowały ziemniaki i kasze okraszone tłuszczem, rzadziej – mleko i ser. Nic dziwnego, że wiosnę jako początek nowego cyklu w przyrodzie witano z radością, mimo że wiązało się to z powrotem do ciężkiej pracy.
Wspomniany w przysłowiu początek orki w dniu świętego Augustyna, czyli 29 kwietnia, to termin podany w przybliżeniu. Prace polowe rozpoczynano, kiedy ziemia, przez kilka miesięcy schowana pod śniegiem, była wystarczająco sucha. Zwykle działo się to już po świętach Wielkiej Nocy, które były ostatecznym pożegnaniem zimy.
Zanim w pole wyszli oracze, ziemię zazwyczaj nawożono obornikiem. Już samo takie przygotowanie pól pod uprawy wiązało się z dużym wysiłkiem. Nawóz trzeba było wyrzucić z obory czy stajni widłami, załadować na wóz, wywieźć na pole i, również widłami, rozrzucić. Później można było zacząć orkę.  Narzędzia do niej zmieniały się z upływem lat. Pługi z żelaznym lemieszem, krojem i odkładnicą zaczęły się rozpowszechniać w Polsce w drugiej połowie XIX wieku, ale na wschodzie kraju, aż do I wojny światowej, narzędziem orki była drewniana socha ciągnięta przez parę wołów zaprzężonych w jarzmo (w II połowie XIX wieku do prac polowych zaczęto wykorzystywać konie, ale ponieważ były stosunkowo drogie, długo jeszcze nie stanowiły dla wołów poważnej konkurencji).
Następcą sochy był, wspomniany wcześniej, pług drewniany ze stalowym lemieszem, który  z czasem zastąpiony został pługiem w całości stalowym. Wszystkie te dawne sprzęty i narzędzia można zobaczyć na wystawie stałej w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej, zatytułowanej:  „Sochy, stępy, sierpy…, czyli o niegdysiejszym gospodarstwie”. Wśród tych związanych z pracami wiosennymi są tam, oprócz sochy i pługów, drewniane brony laskowe, brony o konstrukcji drewnianej ze stalowymi zębami, kultywatory zwane drapaczami i służące do ubijania ziemi drewniane wały.
Bronowanie i ubijanie ziemi to czynności, które trzeba było wykonać już po siewie. Początkowo zboże siano ręcznie, z płachty lub plecionego koszyka zwanego na Podlasiu „sieweńką”. Siać można było na dwa sposoby: idąc środkiem zagonu, jednym rzutem ręki pokrywać ziarnem całą jego szerokość albo jednym rzutem pokrywać ziarnem tylko połowę zagonu, a drugą zasiewać wracając. Z czasem siew ręczny odszedł w zapomnienie. Zaczęto stosować siewniki, początkowo konne, później ciągnikowe.
W kwietniu wysiewano zboża jare, w maju – konopie, proso i len, chociaż z lnem, tak jak z orką na świętego Augustyna, jest to sprawa dyskusyjna, gdyż kolejne przysłowie ludowe radzi: „Chcesz mieć kęs płótna dobrego, siej len na świętego Jerzego”, czyli 23 kwietnia.
Po siewie zbóż, kiedy gleba była już dobrze ogrzana, zaczynało się sadzenie kartofli. W międzyczasie gospodynie zakładały ogrody warzywne, siały do skrzynek kwiaty, które potem wysadzały do gruntu przy domu. Liczba tych wszystkich zajęć rosła wraz z postępami jakie czyniła wiosna. Warzywa i kwiaty musiały być opielone, zioła zebrane, a przecież obowiązki nie kończyły się na uprawie roślin. Właśnie wiosną gospodarze powiększali swoje stada. W kwietniu wylęgały się młode gęsi, był to czas  „nasadzania” czyli zapładniania kaczek, kur i indyczek. W tym czasie rodziły się też źrebaki i cielęta. Czasem, by zyskać świeży przychówek bydła czy drobiu, trzeba było dokonać zakupów. W tym celu udawano się na targ.
Jest jeszcze jedna kategoria zajęć w dawnym gospodarstwie wiejskim nierozerwalnie związanych z wiosną. Pierwsze ciepłe dni sprawiały, że wszyscy brali się za porządki. Gospodynie bieliły płótno, które utkały przez zimę, wymiatały podwórze. Mężczyźni oczyszczali studnie, stawy, łatali dachy, uszczelniali mury. Był to czas przygotowań do lata, które, niestety, nie przynosiło wytchnienia. Rolników czekał czas jeszcze intensywniejszej pracy.

 

 

 

 


PODRÓŻE NA TRUDNE CZASY – STARA WIEŚPODRÓŻE NA TRUDNE CZASY – STARA WIEŚ Tym razem podróż niezwykła, bo wyjątkowo daleka. Wyruszamy poza granice województwa podlaskiego, aż do gminy Biała Rawska w Łódzkiem. Przyjechał do nas stamtąd zabytkowy osiemnastowieczny spichlerz, jeden z najstarszych zabytków w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej. więcej

 

 

W skansenie spichlerz jest usytuowany w pobliżu dworu z Bobry Wielkiej. Nieprzypadkowo. W Starej Wsi miał podobne sąsiedztwo. W tamtejszym majątku ziemskim również stał  modrzewiowy dwór, który tuż po wybudowaniu należał do malarki Anny Rajeckiej i był prezentem od samego króla Stanisława Augusta Poniatowskiego.
Przed II wojną światową majątek był własnością rodziny Zmorowskich, którym ponoć zdarzało się gościć generała Władysława Andersa i jego bliskich. W czasie okupacji mieszkała tam córka Zmorowskich – Jadwiga Czermińska. Dwór stał się wówczas bazą politycznej i wojskowej konspiracji, o czym możemy przeczytać we wspomnieniach jednego z mieszkańców – Jana Stańczyka – opublikowanych na stronie internetowej gminy Biała Rawska.
Spichlerz dworski przetrwał w Starej Wsi ponad dwa wieki, by w 1998 roku trafić do skansenu. Jego piękno kryje się w prostocie. To budynek o konstrukcji zrębowej, posadowiony na fundamencie z luźno ułożonych kamieni polnych.  Czterospadowy, kryty gontem dach zdobią lukarny – niewielkie półokrągłe okna wpuszczające odrobinę światła na górną kondygnację. Dolną oświetlają, również bardzo skąpo, niewielkie otwory okienne w belkach tworzących ściany. Z jednej kondygnacji na drugą prowadzą dwubiegowe schody.
Cały parter spichlerza ze Starej Wsi zajmuje wystawa „Dolinami rzek” opowiadająca o życiu mieszkańców nadrzecznych miasteczek i wsi na Podlasiu. Są to przede wszystkim narzędzia i środki transportu, dzięki którym bliskość rzek można było wykorzystać jako źródło zarobku: sieci do połowu ryb, wiersze i żaki, a także łodzie i czółna.
Na górze można oglądać wystawę „Zdobnictwo drewnianych domów na Białostocczyźnie” pozwalającą przyjrzeć się z bliska misternie wycinanym drewnianym elementom, które umieszczano nad i pod oknami albo wzdłuż krawędzi dachu. Dekoracyjne nadokienniki, podokienniki, wiatrownice i listwy podokapowe są dowodem niewyczerpanej inwencji i talentu tych, którzy je wykonywali. Jak wyglądały ich miejsca pracy, pokazuje zaaranżowany na wystawie warsztat wiejskiego cieśli, gdzie zgromadzone są narzędzia potrzebne do wykonywania detali zdobniczych oraz szablony.
Spichlerz ze Starej Wsi świetnie się sprawdza jako przestrzeń wystawiennicza. Czasy, kiedy przechowywano w nim zboże dawno minęły, a w Starej Wsi nie został żaden ślad po majątku, którego był częścią. Miejscowość, położona sześćdziesiąt kilometrów na południowy zachód od Warszawy, liczy dziś około dwustu pięćdziesięciu mieszkańców. Wielu z nich  zapewne nie pamięta osiemnastowiecznego modrzewiowego dworu. W miejscu, które zajmował zanim uległ zniszczeniu, stoi teraz szkoła.

 

 

 

 

 


KOCHAJMY ZABYTKI!KOCHAJMY ZABYTKI! Osiemnasty kwietnia to Międzynarodowy Dzień Ochrony Zabytków, święto tych, którzy wkładają wiele wysiłku w ratowanie zabytkowych obiektów i opiekę nad nimi oraz tych, którzy je po prostu kochają. Święto ustanowiła, w 1983 roku, Międzynarodowa Rada Ochrony Zabytków. UNESCO wpisało ten dzień do rejestru ważnych wydarzeń kulturalnych o zasięgu światowym. więcej

 

Jedną z form ochrony zabytków jest zabieranie ich z miejsc, w których z całą pewnością nie mogłyby przetrwać. W Polsce istnieje ponad trzydzieści muzeów na wolnym powietrzu, w których takie budynki zyskują drugie życie. Dotyczy to przede wszystkim obiektów architektury drewnianej, najbardziej narażonych na zniszczenie. Przeniesione do muzeów, zostają poddane renowacji, by długo jeszcze cieszyć zwiedzających swoją urodą. Wiele z nich staje się przestrzenią wystawienniczą, w atrakcyjny sposób przybliżającą wiedzę o historii poszczególnych regionów czy miejscowości, o życiu ich mieszkańców.
Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej opiekuje się w ten sposób niemal pięćdziesięcioma zabytkami z terenu województwa podlaskiego. Ich liczba stale rośnie. Są wśród nich między innymi: ponad dwustuletni dwór z Bobry Wielkiej, dziewiętnastowieczne chałupy wyposażone w meble i sprzęty codziennego użytku sprzed kilkudziesięciu i więcej lat, wiatrak typu kozłowego z zachowanym mechanizmem przemiału ziarna, remiza strażacka, czy też okrągły budynek zwany maneżem. Całość plenerowej ekspozycji uzupełniają obiekty małej architektury, takie jak kapliczki, drewniane przydrożne krzyże czy studnia z żurawiem. We wnętrzach zabytkowych budynków można zobaczyć kilkanaście wystaw stałych, pokazujących różne aspekty życia mieszkańców dawnej wsi.
W chałupach z Tymianek-Buci i Starej Grzybowszczyzny zwiedzający mogą zobaczyć sprzęty i przedmioty codziennego użytku, których używali dziadkowie i pradziadkowie dzisiejszych mieszkańców województwa podlaskiego. Są ekspozycje poświęcone mechanizacji rolnictwa, leśnictwu, pszczelarstwu, snycerstwu, rybołówstwu, czy garncarstwu a także środkom transportu wiejskiego.
Międzynarodowy Dzień Ochrony Zabytków co roku przypomina o znaczeniu dziedzictwa kulturowego i potrzebie jego ochrony. To święto nie tylko konserwatorów, właścicieli i opiekunów obiektów zabytkowych, ale wszystkich, którzy doceniają ich piękno i lubią w ich otoczeniu przebywać. W tym roku jest to trudniejsze niż zwykle. Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej z niecierpliwością czeka na powrót zwiedzających.

 

 

 

 

 


TAJEMNICE KOROWAJATAJEMNICE KOROWAJA W tym roku jest inaczej, ale zwykle Wielkanoc i następujące po niej kwietniowe soboty, to czas, kiedy wiele osób bierze ślub. Dawniej, na podlaskiej wsi, jednym z najważniejszych zwyczajów towarzyszących temu wydarzeniu było pieczenie korowaja – przepełnionego symboliką pieczywa obrzędowego, którego wygląd był równie ważny, a może nawet ważniejszy niż smak. więcej

 

Korowaj znany był w Polsce: na Podlasiu, Lubelszczyźnie i częściowo na Mazowszu. O znaczeniu tego ciasta, zwanego w niektórych regionach kołaczem, niech świadczą słowa Zygmunta Glogera, który tak pisał w „Obchodach weselnych”, tekście poświęconym w całości zwyczajom ludowym związanym z zawarciem małżeństwa : „Gdy skojarzenie stadła uważa się tylko za zrządzenie Boga (który, jak wiemy, prosi nawet gości na wesele na Litwie i Podlasiu), to i korowaj, jako symbol małżeńskiego życia i przyszłego bytu nowożeńców, uważa się za pochodzący duchowo od Boga. Stąd w pieśniach obrzędowych korowaj miesi sam Bóg, Przeczysta przyświeca tej robocie, noszą wodę aniołowie, Chrystus nakrywa chustą a pieśń wzywa Ruszaj, ruszaj korowaju, iz bożoho raju.
Do wypieku korowaja nie trzeba było żadnych niezwykłych produktów. Powstawał z mąki, drożdży, jajek i masła.  Niezwykły był zaś sam obrzęd pieczenia oraz znaczenie, jakie mu przypisywano. Zajmowały się tym wybrane gospodynie, te najbardziej szanowane z najbliższego otoczenia panny młodej. Korowajnice spotykały się w wigilię wesela i na wyrabianiu ciasta, oczekiwaniu aż wyrośnie i się upiecze spędzały długie godziny. Musiały bardzo się starać. „Zgodnie z przyjętym obyczajem, na wesele można było upiec tylko jeden korowaj i nawet jeśli się nie udał, nie robiono już drugiego. Uważano, że wesele z korowajem-kołaczem weselnym można mieć tylko raz w życiu. Dlatego nigdy nie pieczono korowaja wdowom i wdowcom, wstępującym powtórnie w związek małżeński. Udany, kształtny korowaj, wróżył szczęście małżeńskie i dostatek. Jeśli zaś korowaj był krzywy, popękany, przypalony  – wróżono młodej parze złe pożycie, kłopoty i niesnaski małżeńskie.” – czytamy w książce Barbary Ogrodowskiej „Tradycje polskiego stołu”
Korowaj, który się udał – nie był ani krzywy, ani przypalony, ani popękany –  musiał być jeszcze odpowiednio ozdobiony. Ozdoby, drobne elementy ciasta drożdżowego umieszczone na wierzchu wypieku, nie były przypadkowe. To między innymi ptaszki w gniazdku – symbol przyszłego potomstwa młodej pary czy kłosy i gąski mające zapewnić nowożeńcom dobrobyt. Czasem ciasto przybrane było też plecionką, przedstawiającą warkocz panny młodej – symbol jej dziewictwa.
Podobnie jak pieczenie, również jedzenie korowaja, a wcześniej jego krojenie i podawanie, miały bardzo uroczysty charakter: „Rytuał krojenia, dzielenia i rozdawania kołacza wszystkim uczestnikom wesela odbywał się zwykle bezpośrednio po oczepinach. Oczepiny (włożenie pannie młodej małżeńskiego czepka) i kołaczyny (wspólne spożywanie kołacza) tworzyły zespół obrzędowy, którego istotą było zwyczajowe usankcjonowanie społeczne dla zawartego właśnie związku małżeńskiego.” – pisze Ogrodowska. Był to punkt kulminacyjny wesela. Towarzyszyły mu często, przeznaczone wyłącznie na tę okazję, zabawy i przyśpiewki.
Część tej tradycji przetrwała. Dziś nikt już nie każe pannie młodej nakładać czepka, ale zwyczaj zdejmowania welonu po kilku godzinach wesela został. Współczesnym oczepinom też towarzyszą zabawy, w których biorą udział goście weselni, a po ich zakończeniu podaje się efektownie wyglądające ciasto o wyrafinowanym smaku. Następcą korowaja został tort.

 

 

 

 


PODRÓŻE NA TRUDNE CZASY – STARA GRZYBOWSZCZYZNAPODRÓŻE NA TRUDNE CZASY – STARA GRZYBOWSZCZYZNA W kolejną podróż udajemy się do wsi małej, ale słynnej na cały kraj. To stamtąd pochodził Eliasz Klimowicz, miejscowy przywódca religijny, który w pobliżu chciał stworzyć Nowe Jeruzalem. Kilkadziesiąt lat później jego życie zainspirowało pisarzy i dramaturgów, którzy rozsławili Starą Grzybowszczyznę i pobliski Wierszalin. więcej

 

Wieś, zamieszkała dawniej przez Białorusinów wyznania prawosławnego, leży na Sokólszczyźnie, na wschodnim skraju Puszczy Knyszyńskiej, dziesięć kilometrów od Krynek, które są stolicą gminy. Miejscowych w Starej Grzybowszczyźnie zostało niewielu. Podczas ostatniego spisu ludności, czyli dziewięć lat temu, były to cztery osoby.
W okresie międzywojennym miejscowość stała się znana za sprawą jednego z mieszkańców, niejakiego Eliasza Klimowicza, który sam ogłosił się prorokiem i postanowił tuż obok, w Wierszalinie, stworzyć centrum nowego świata. Zainicjował budowę cerkwi, która stoi do dziś, zgromadził wokół siebie dziesiątki wyznawców. Niewiele brakowało, a z ich rąk poniósłby śmierć. Ostatecznie sowiecka bezpieka zesłała go Syberię, gdzie prawdopodobnie zmarł.
Losy Eliasza Klimowicza jako pierwszy opisał w 1974 roku, w książce „Wierszalin. Reportaż o końcu świata” Włodzimierz Pawluczuk. Później jego życie stało się tematem sztuk teatralnych: „Proroka Ilji” Tadeusza Słobodzianka i zatytułowanego tak samo jak książka Pawluczuka spektaklu Teatru Wierszalin, który stąd właśnie zaczerpnął swoją nazwę.
Chałupa ze Starej Grzybowszczyzny, należąca dziś do Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej, była świadkiem tamtych wydarzeń. Zbudowano ją w drugiej połowie XIX wieku. Ma mniej więcej sto pięćdziesiąt lat i jest typowym przykładem budownictwa mieszkalnego wschodniej Białostocczyzny tamtego okresu. Posadowiona na fundamencie z luźno ułożonych kamieni polnych, bielona wapnem, kryta strzechą, pod wspólnym dachem łączy część mieszkalną i część gospodarczą. Do obydwu można wejść z przestronnej sieni.
Część mieszkalna składa się z dwóch pomieszczeń. Kuchnia jest zdecydowanie większa, na pierwszy rzut oka widać, że życie rodzinne toczyło się właśnie tu. W kuchni najwięcej miejsca zajmuje piec, który wykorzystywano nie tylko do gotowania potraw i pieczenia chleba, ale też do snu.
W chałupie z tamtych czasów nie może zbraknąć świętego kąta. Taki kąt znajdował się kiedyś w każdym wiejskim domu, był prywatną przestrzenią sacrum. Ze świętego kąta, odtworzonego w narożu izby kuchennej chałupy ze Starej Grzybowszczyzny, spogląda na nas wizerunek świętego Mikołaja, otaczanego przez prawosławnych szczególnym kultem.
Z sieni budynku można wejść również do komory, w której dawniej przechowywano żywność oraz do pomieszczenia, gdzie trzymano zwierzęta. To pomieszczenie ma też osobne wejście z zewnątrz budynku. Całe wyposażenie wnętrz, zarówno części mieszkalnej, jak i gospodarczej, to przedmioty używane na podlaskiej wsi mniej więcej sto lat temu.
Chałupa ze Starej Grzybowszczyzny trafiła do skansenu pod koniec lat 90-tych ubiegłego wieku. Jest dziś jedną z niewielu pamiątek po miejscu kiedyś tętniącym życiem, dziś – niemal wymarłym.

 

 

 

 


ŚNIADANIE WIELKANOCNEŚNIADANIE WIELKANOCNE to dla chrześcijan najważniejszy posiłek w roku. Jest pamiątką śniadania, które Jezus, już po zmartwychwstaniu, spożył ze swoimi apostołami. W Wielką Niedzielę rano ludzie dzielą się jajkiem, jedzą poświęcone dzień wcześniej potrawy. To zwyczaje kultywowane od wieków, które przetrwały do dziś. Inne powoli odchodzą w zapomnienie. więcej

 

Dawniej śniadanie wielkanocne ludzie jedli zaraz po rezurekcji, uroczystym nabożeństwie, którego nazwa pochodzi od łacińskiego słowa resurrectio, czyli zmartwychwstanie. Nabożeństwo było odprawiane wczesnym rankiem, ale na wsi tylko ciężka choroba mogła kogoś zatrzymać w domu. „Po powrocie z kościoła lub cerkwi odbywało się uroczyste poświęcenie przez gospodarza wszystkich zabudowań i ich wnętrz, inwentarza i domowników. Dzięki temu pokropieniu święconą wodą, budynki miały być chronione od ognia, natomiast ludzie i zwierzęta mieli w zdrowiu doczekać następnych wielkanocnych świąt.” – czytamy w książce Artura Gawła „Rok obrzędowy na Podlasiu”.
Zaraz po spełnieniu tego rytuału zasiadano do stołu, na którym nie stawiano, jak dziś, w honorowym miejscu koszyka ze święconką, ponieważ święcone były wszystkie przygotowane na Wielkanoc potrawy. „Uważano, że w uroczystym dniu Zmartwychwstania Pańskiego nie godzi się jeść pokarmów niepoświęconych i nieobmodlonych. Wierzono także, że święcona woda i modlitwa nad jadłem czyni je strawnym i chroni żarłoków przed skutkami nadmiernego jedzenia i picia.” – pisze w „Tradycjach polskiego stołu” Barbara Ogrodowska.
Na wielkanocnym stole nie było potraw przypadkowych. Każdej przypisywano ukryte, głębsze znaczenie. Baranek z ciasta to znak Jezusa Chrystusa, chleb to jego ciało, czyli  pokarm dla duszy. Jajko zaś jest symbolem nowego życia. Ludzie dzielą się nim do dziś, tak jak opłatkiem w wigilię Bożego Narodzenia, składając sobie życzenia pomyślności. W święta Zmartwychwstania Pańskiego nie może zabraknąć na stole mięsa i wędliny, symboli dobrobytu, a także chrzanu, który jest oznaką ludzkiej siły, ale ponieważ wyciska z oczu łzy, symbolizuje również mękę pańską.
Większość tradycyjnych wielkanocnych potraw jest wspólna dla całej Polski, ale są dania i związane z nimi zwyczaje znane tylko w konkretnych regionach, a nawet miejscowościach. Te z Podlasia przypomina w swojej książce Artur Gaweł: „W skład tradycyjnego zestawu konsumowanych dań, oprócz święconki wchodził również żur z żytniej mąki, barszcz z czerwonych buraków, rosół z kluskami i kapuśniak. W okolicach Ciechanowca podczas wielkanocnego śniadania gospodyni unosiła wysoko ciasto zwane pierogiem, aby w ten sposób zapewnić sobie urodzaj pszenicy. W okolicach Drohiczyna podczas śniadania wybierano cztery kostki z poświęconego mięsa, które później zakopywano w czterech rogach pola ze zbożem, aby w ten sposób zapobiec jego zniszczeniu przez grad.”
Śniadanie wielkanocne do dziś trudno sobie wyobrazić bez ciast. Dawniej ich słodycz uważano za nagrodę dla tych, którzy wytrwali w umartwieniach, w czasie Wielkiego Postu, a ich wygląd i smak świadczyły o umiejętnościach gospodyni, która je przygotowała. W Polsce tradycyjne wielkanocne ciasta to przede wszystkim mazurki i baby. „Wśród świątecznych ciast wielkanocnych najważniejsze miejsce zajmowały baby drożdżowe o niezwykłych nazwach i niezrównanym smaku…Ich pieczenie było całą ceremonią, bo gdy rosły w cieple, gdy je wyjmowano z pieca i gdy powoli stygły, zakazane były przeciągi, trzaskanie drzwiami, głośne rozmowy, aby nie opadły i nie dostały zakalca. Nieudana baba była domowym nieszczęściem i narażała na szwank dobre imię każdej pani domu.”– pisze Barbara Ogrodowska
Dziś wiele z tych rytuałów odeszło w zapomnienie. Ludzie często kupują gotowe potrawy, a ci którzy przygotowują je sami, nie do końca przestrzegają wielkanocnej tradycji kulinarnej. Tym co przetrwało, oprócz święcenia potraw i dzielenia się jajkiem, jest radość z rodzinnych spotkań i wspólnego świętowania. W tym roku będzie o nie trudniej.

 

 

 

 

 


PODRÓŻE NA TRUDNE CZASY – DĄBROWA-MOCZYDŁYPODRÓŻE NA TRUDNE CZASY – DĄBROWA-MOCZYDŁY Nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie możliwe było zwiedzanie muzeów, ale dzięki naszej stronie internetowej można podróżować w wyobraźni śladami zabytków, które przyjechały do skansenu z różnych miejscowości. Pokazujemy najciekawsze obiekty, lokalizując na mapie regionu miejsca, z których pochodzą. Tym razem ruszamy do Dąbrowy-Moczydeł. więcej

 

Wieś jest położona w gminie Szepietowo, w powiecie wysokomazowieckim. Kiedyś była częścią okolicy szlacheckiej, czyli miejscowości składającej się z kilku pomniejszych osad o wspólnej nazwie głównej – Dąbrowa. Na początku XIX wieku było tych osad czternaście, przy czym Dąbrowa-Moczydły, licząca dwadzieścia cztery domy i stu czterdziestu dziewięciu mieszkańców, należała do największych. Większa o ponad dwudziestu mieszkańców była Dąbrowa-Łazy a także Dąbrowa-Zgniła, w której, w ponad trzydziestu domach, mieszkało stu pięćdziesięciu przedstawicieli tak zwianej szlachty zaściankowej.
Przez dwieście lat liczba mieszkańców Dąbowy-Moczydeł  właściwie się nie zmieniła. Dziewięć lat temu, kiedy przeprowadzono ostatni Narodowy Spis Ludności i Mieszkań, żyło tam sto pięćdziesiąt osób, co ciekawe – tyle samo kobiet i mężczyzn.
Chałupa z Dąbrowy-Moczydeł w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej jest jednym z najbardziej malowniczych zabytków na terenie całego skansenu. Zawdzięcza to nie tylko błękitnym okiennicom, ale też wyjątkowemu bogactwu zdobniczych detali architektonicznych. Wybudowana w okresie międzywojennym, ma ganek zdobiony ażurowo wyciętymi detalami o motywach geometryczno-roślinnych. Ozdobne są też naroża budynku i wiatrownice.
Dach posadowionej na planie prostokąta chałupy jest dwuspadowy, kryty strzechą. Wewnątrz – po prawej stronie – przestronna kuchnia, a w niej piec wykorzystywany czasem do pokazów, między innymi wypieku podpłomyków czy opłatków wigilijnych. To i pozostałe pomieszczenia zajmuje wystawa stała „Dziecięce troski i beztroski. Dziecko w społeczności wiejskiej Podlasia XIX/XX w.” Pokazuje, jak wyglądało dawniej życie najmłodszych mieszkańców wsi, od chwili narodzin, po lata nauki w szkole. Są tam przedmioty niezbędne w okresie niemowlęcym, takie jak kołyski, wózki czy chodziki. Nieco starszym dzieciom trudno wyobrazić sobie życie bez zabawek. Wśród zgromadzonych na wystawie eksponatów mamy ich sporą różnorodność, od lalek uszytych z kawałka tkaniny, po przedmioty wykonane z drewna, wyposażone w prosty mechanizm umożliwiający poruszanie. Są też dziecięce ubrania i czarno-białe fotografie wiejskich dzieci sprzed kilkudziesięciu lat. Dzięki nim łatwiej wyobrazić sobie, jak wyglądało życie codzienne na przykład w Dąbrowie-Moczydłach, w pierwszej połowie XX wieku.

 

 

 

 

 


ŻYCZENIA SPRZED LATŻYCZENIA SPRZED LAT W czasach sprzed smsów oraz e-maili jedynym sposobem komunikacji na odległość był list lub mniej pojemna jeżeli chodzi o treść, ale niosąca równie wiele emocji kratka pocztowa. Kilkadziesiąt lat temu, przed świętami, ludzie wysyłali ich miliony. W Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej mamy bogaty zbiór starych pocztówek. Są wśród nich wielkanocne. więcej

 

Historia pocztówki, zwanej na początku odkrytym listem czy kartą korespondencyjną, sięga drugiej połowy XIX wieku. Jako pierwsza wprowadziła ją do obiegu poczta austro-węgierska, ale pomysł takiej formy kontaktu bardzo szybko stał się popularny na całym świecie. Polskie słowo pocztówka wymyślił sam Henryk Sienkiewicz. Wygrał konkurs na nawę kartki pocztowej.
W bogatych zbiorach  starych pocztówek Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej wiele jest kartek wielkanocnych. Najstarsze mają ponad sto lat. Przed wojną wydawcy przykładali dużą wagę do ich wartości artystycznej. Reprodukowali dzieła mistrzów malarstwa, jak choćby Juliusz Kossak, chętnie korzystali z usług artystów specjalizujących się w grafice i sztuce użytkowej. To na przykład pejzażysta i akwarelista Adam Setkowicz czy malarz i grafik Wacław Boratyński. Na przedwojennych pocztówkach można odnaleźć motywy sakralne i ludowe zwyczaje związane z Wielkanocą. Nierzadko elementem uzupełniającym symbole świąt Zmartwychwstania Pańskiego są treści patriotyczne. Wydawaniem pocztówek zajmowały się wówczas znane i renomowane wydawnictwa, jak krakowski Salon Malarzy Polskich czy „Polonia”.
W PRL-u prym wiodło w tej dziedzinie Biuro Wydawnicze Ruch. Do końca lat 60-tych XX wieku, podobnie jak w latach międzywojennych, powszechne było korzystanie z usług malarzy i grafików. Wśród twórców kart świątecznych z kolekcji Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej pojawiają się takie nazwiska jak Jadwiga Iwaszkiewicz, Maria Orłowska-Gabryś czy Danuta Kosztaluk-Skowrońska. Kartki z tego okresu przedstawiają dawne obrzędy i zwyczaje, jak śmigus dyngus, tradycyjne potrawy, jak baba wielkanocna, kurczaki, zające i baranki. Na większości z nich pojawia się też pisanka, jako najbardziej charakterystyczny symbol Wielkanocy.
Pocztówki świąteczne, zarówno te przedwojenne, jak i te z okresu PRR-u, są przeglądem wielu technik plastycznych od pasteli i akwareli po, drzeworyt. Czasem są to fotografie, czasem rysunki. Jeden element jest wspólny – napis „Wesołego Alleluja”lub „Wesołych Świąt” i oczywiście życzenia na odwrocie. Dziś większość z nas wysyła je smsem albo pocztą elektroniczną, ale warto pamiętać, że zwyczaj ten rozpowszechnił się właśnie dzięki pocztówkom.

 

 

 

 

 


CZAS NA PALMYCZAS NA PALMY Nie będzie w tym roku święcenia palm w Niedzielę Palmową. A w Polsce jest to tradycja niemal tysiącletnia, wciąż żywa. Dawniej ludzie przypisywali poświęconej palmie magiczną moc. Wierzyli, że odpowiednio użyta może zapewnić zdrowie, ochronić dom. I chociaż takie jej zastosowanie odeszło już w zapomnienie – palma wciąż gości w naszych domach i jest jednym z najważniejszych symboli zbliżających się świąt.więcej

 

Palmy święcone w kościołach w ostatnią Niedzielę Wielkiego Postu mają bogatą symbolikę. Oznaczają mękę Chrystusa ale też jego triumf i chwałę. Są pamiątką uroczystego wjazdu Chrystusa do Jerozolimy tydzień przed zmartwychwstaniem. „Nazajutrz wielki tłum, który przybył na święto, usłyszawszy, że Jezus przybywa do Jerozolimy, wziął gałązki palmowe i wybiegł Mu naprzeciw” – czytamy w Ewangelii według św. Jana.
W Polsce palmy święci się od średniowiecza. O wieków funkcjonują też w tradycji ludowej, która nadała im własne, magiczne znaczenie. Ludzie wierzyli, że poświęcona palma pomoże im chronić dom i uprawy przed niszczycielskimi siłami przyrody. Wkładali ją za święty obraz albo stawiali w oknie podczas burzy. Po przyjściu z kościoła w niedzielę palmową członkowie rodziny uderzali się wzajemnie palmami co miało uderzanemu zapewnić zdrowie i dobrobyt, dziewczętom – dodać urody. Bito palmami również zwierzęta wyganiane na pierwszy wiosenny wypas dla zapewnienia im dobrego chowu.
Dawniej palmy powstawały najczęściej z wierzbowych gałązek „Już w okresie międzywojennym palmy z gałązek wierzby przystrajano kolorowymi wstążkami oraz roślinami takimi jak: barwinek, borówka, czy widłak. Zdarzało się, że do wykonania palmy zamiast wierzby używano gałązek porzeczki lub maliny, które wcześniej przynoszono do domu i wkładano do dzbanka z wodą, aby wypuściły pąki.” – pisze w swojej książce „Rok obrzędowy na Podlasiu” Artur Gaweł. Ich wykonaniem zajmowały się przede wszystkim kobiety tuż przed Niedzielą Palmową.
Dziś większość z nas kupuje gotowe palmy. Są dziełem osób, które wyspecjalizowały się w tej dziedzinie twórczości, dlatego w sprzedaży, szczególnie na przedświątecznych jarmarkach, możemy podziwiać prawdziwe dzieła sztuki. Twórcy pracują nad nimi często przez cały rok.
Palmy różnią się od siebie w zależności od miejsca z którego pochodzą. W Podlaskiem najpopularniejsze są palmy kurpiowskie i wileńskie. Te pierwsze wykonane są z zielonych roślin i kwiatów z bibuły, czasem wyłącznie z bibuły. Elementy zielone to borówka, bukszpan albo jałowiec. Kwiaty z bibuły, których w zależności od długości palmy trzeba wykonać od kilkunastu do kilkuset, są różnobarwne, a  kolory nie są przypadkowe. Zieleń to symbol nadziei, fiolet – oczekiwania na dobro, czerwień –miłości.
Zwyczaj wykonywania palm wielkanocnych jest wciąż żywy w miejscowości Łyse na Kurpiach, gdzie rokrocznie w Niedzielę Palmową odbywa się konkurs na najpiękniejszą. Podczas procesji można tam oglądać palmy nawet kilkumetrowe.
Te wileńskie są zupełnie inne. Powstają z suszonych roślin, kłosów zbóż, kwiatów polnych i ogrodowych, które zbiera się o różnych porach roku.  Palmy wije się na drewnianych patykach wykorzystując takie rośliny jak  suchotnik, krwawnik, dziurawiec, tymotka, chmiel, kocanka piaskowa. W palmie wileńskiej wykorzystuje się też kłosy zboża i owsa. Jej wierzchołek tworzy jedenaście gatunków traw.
Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej zawsze przed Wielkanocą organizowało warsztaty wykonywania palm. W tym roku miały to być właśnie palmy wileńskie, ponieważ w ostatnim tygodniu marca chcieliśmy otworzyć wystawę fotograficzną opowiadającą o wileńskich Kaziukach. Wierzymy, że te plany uda się zrealizować za rok.

 

 

 

 

 


PODRÓŻE NA TRUDNE CZASY – REDUTYPODRÓŻE NA TRUDNE CZASY – REDUTY W tych trudnych czasach, kiedy nie ma możliwości zwiedzania muzeów, zachęcamy do podróżowania w wyobraźni śladami naszych zabytków, które przyjechały do skansenu z różnych zakątków regionu. Na naszej stronie internetowej przypominamy najciekawsze obiekty. Lokalizujemy je na mapie regionu. Kolejnym punktem będzie wieś Reduty. więcej

 

Są dwie hipotezy dotyczące nazwy wsi. Według pierwszej pochodzi ona od staroniemieckiego imienia Rudold. Druga upatruje jej genezy w rudzie darniowej, zalegającej na brzegach rzeki Orlanki. Nad Orlanką położona jest też Orla – stolica niewielkiej gminy w powiecie Bielsk Podlaski, na terenie której znajdują się Reduty.
Udokumentowana historia wsi sięga XVI wieku. „W czasach, kiedy na wschód od rzeki Orlanka rozciągały się lasy Puszczy Białowiesko-Kamienieckiej, wędrowcy, chcąc dostać się z Bielska do Kamieniec jechali przez Koszele w kierunku Grabowca i Wojnówki. Reduty były na szlaku miejscem odpoczynku dla zmęczonych koni (jeszcze w 1577 r. znajdowała się tu jedyna w całej orlańskiej gminie karczma).” – czytamy w tekście Mikołaja Sacharewicza zamieszczonym na stronie internetowej gminy.
Na przełomie XIX i XX wieku Reduty liczyły ponad 350 mieszkańców, niemal trzykrotnie więcej niż teraz. Dziś większość ludzi w całej gminie Orla jest narodowości białoruskiej, o czym przyjezdni mogą się przekonać natychmiast patrząc na tablice z nazwami miejscowości. Są dwujęzyczne.
W Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej mamy jeden zabytek z Redut. To stodoła zbudowana w drugiej połowie XIX wieku, o zrębowej konstrukcji ścian, czterospadowym, krytym strzechą dachu. Naprzeciwko dwuskrzydłowych wrót widnieje inskrypcja upamiętniająca poświęcenie budynku, który stanął na terenie skansenu w 2017 roku dzięki unijnemu dofinansowaniu. W tym samym czasie, w ramach tego samego projektu „Rozbudowa Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej w celu zachowania dziedzictwa kulturowego – podniesienia atrakcyjności turystycznej regionu” udało się przenieść do muzeum także stodołę z Czarnej Białostockiej i obydwa obiekty zyskały drugie życie jako przestrzeń wystawiennicza.
W stodole z Redut można oglądać wystawę stałą „Mechanizacja rolnictwa na podlaskiej wsi” pokazującą postęp, jaki dokonał się w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego stulecia w mechanizacji zbioru zbóż i traw. Wśród eksponatów znalazły się między innymi: ciągnik Ursus C330, żniwiarka „Przodownica” z 1962 roku czy grabie sprężynowe wyprodukowane w Fabryce Maszyn Rolniczych „Jawor”.
Jest jeszcze jeden powód, dla którego stodoła z Redut to dla Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej tak cenny nabytek.  W skansenie powstaje sektor poświęcony budownictwu południowo-wschodniej części województwa podlaskiego, gdzie wielu mieszkańców jest narodowości białoruskiej. Staną tam też dwa budynki mieszkalne z Czyż. Jeden z nich można będzie podziwiać w pełnej krasie jeszcze w tym roku.

 

 

 

 

 


MAŁY SYMBOL WIELKIEJ NOCYMAŁY SYMBOL WIELKIEJ NOCY Jednolite kraszanki czy wielobarwne, bogato zdobione pisanki są od wieków nieodłącznym elementem świąt Wielkanocnych. Te z Podlasia należą do najpiękniejszych.  Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej ma ich w swojej kolekcji około tysiąca. Najwięcej z Lipska nad Biebrzą, gdzie jajko dekoruje się rozgrzanym woskiem przy pomocy szpileczki. To tak zwany batik szpilkowy. więcej

 

Pisankarki z Lipska opanowały technikę batiku szpilkowego do perfekcji. A nie jest to wcale łatwe. Łebek szpilki zanurzony w wosku, który na skorupce szybko zastyga, pozwala jednorazowo nanieść na powierzchnię jajka kształt podobny przecinka. I właśnie z dziesiątek takich drobnych przecinków powstają  wzory: łańcuszki, wianki, gałązki, skrzydełka, słońca i półsłońca. „Pisankarki posługujące się szpilką i ograniczone jej wydolnością techniczną mają swoją wyobraźnię nastawioną w pierwszym rzędzie na motywy gwiaździste i rozetowe, których rozliczne odmiany powstają w trakcie roboty  i w zależności od kształtu i wielkości jajka.”– pisze w swoim artykule „Pisanki Białostockie” Maria Przeździecka.
Kunszt pisankarek z Lipska to nie tylko perfekcja, która sprawia, że wzory są równiutkie, ale też bogactwo i intensywność wzorów. Najlepiej, by powierzchnia zapisana woskiem nie była mniejsza od powierzchni tła.
Pisanki lipskie są dwu, albo wielokolorowe, w zależności od tego, ile razy były zanurzone w barwniku. Wosk po każdej takiej kąpieli trzeba zetrzeć, a barwników używać od najjaśniejszego do najciemniejszego. Dawniej mikstury do barwienia jaj przygotowywano ze  składników naturalnych – łusek cebuli czy kory dębowej. W połowie ubiegłego wieku bardziej popularne stały się barwniki chemiczne.
Batik szpilkowy rozsławiły twórczynie z Lipska, gdzie do dziś żywa jest tradycja pisankarska, ale technika ta znana jest na znacznie większym obszarze: „Szpilkowe pisanki wykonywane są bardzo licznie w północnej części województwa, mniej więcej aż po rzekę Biebrzę i częściowo jeszcze po Suchowolę, Radziłów, Łomżę. W powiatach południowych popularniejsze są lejki.” – dowodzi w swoim artykule Przeździecka.
Lejki, używane do zdobienia jaj w okolicach Bielska Podlaskiego czy Siemiatycz, zrobione są z cienkiej blaszki. Świetnie się do tego nadają skuwki od sznurowadeł. Narzędzie to daje zupełnie inne możliwości wzornicze niż szpilka. Przy pomocy lejka można nanieść na jajko znacznie dłuższą linię i właśnie linie dzielące jajko na kilka albo kilkanaście symetrycznych pól, organizują całą kompozycję pisanki. Wewnątrz pól powstają wzory w kształcie kwiatków, pałeczek, jodełek czy wiatraczków.
Wzory na pisankach, bez względu na technikę wykonania, mają znaczenie symboliczne. Dziś pisanki pełnią przede wszystkim funkcję dekoracyjną, ale kiedyś było inaczej: „Symbolika zdobienia jak określonymi motywami oraz kolorami ściśle wiąże się z ich rolą, jako magicznych przedmiotów zawierających w sobie zalążek życia. Jajo według wierzeń wielu ludów indoeuropejskich zawierało w sobie posiadało właściwości odstraszania złych mocy, zwłaszcza jeśli było malowane na czerwono. Barwa ta dominowała w zdobieniu prawosławnych kraszanek (zwanych też byczkami) czyli malowanych na jednolity kolor.”– czytamy w książce Artura Gawła „Rok Obrzędowy na Podlasiu”
Poświęcone kraszanki albo pisanki ludzie przechowywali za obrazem lub w oknie, by chronić dom przed pożarem. W prawosławiu do dziś zachował się zwyczaj noszenia ich w Niedzielę Przewodnią, czyli tydzień po Wielkanocy, na groby bliskich. Zdobione jajka od dawien dawna przeznaczano na prezenty. Obdarowywano nimi osoby bliskie, darzone szczególną sympatią. Rodzice chrzestni dawali je swoim chrześniakom. Na wsi pisanki miały jeszcze jedno zastosowanie,  o którym  przypomina w swojej książce Artur Gaweł: „Ulubionym zajęciem  zarówno dzieci, jak i dorosłych w Wielkanoc i kolejne dni świąteczne aż do Niedzieli Przewodniej były gry jajkami. Pierwsza z nich nazywana najczęściej na bitki lub wybitki polegała na uderzaniu o siebie dwóch jajek. Druga zwana w żołubku wymagała już drewnianej rynienki o wymiarach około 50 cm długości i 15 cm szerokości.” W pierwszej wygrywał ten, kto miał jajko o mocniejszej skorupce, w drugiej – ten kto trafił własnym jajkiem w cudze.
Zwyczaj zdobienia jaj jest bardzo stary. Już Wincenty Kadłubek wspominał o nim w swojej kronice. Na Podlasiu, w okolicach Suraża archeolodzy odkryli pisanki z przełomu XI i XII wieku, jeszcze starsze, z drugiej polowy X wieku wykopano w Opolu.
Dziś mamy XXI wiek i nadal trudno sobie wyobrazić Wielkanoc bez pisanek. To jeden z jej najważniejszych symboli.

 

 

 

 


WITAJ WIOSNO!WITAJ WIOSNO! Piątek 20 marca to w tym roku pierwszy dzień astronomicznej wiosny, kalendarzowa przychodzi jak zwykle 21 marca, czyli dzień później. Powitaniu wiosny towarzyszyło dawniej wiele ludowych zwyczajów. Do naszych czasów przetrwało między innymi topienie marzanny. Dziś jest już tylko formą wspólnej zabawy, ale dawniej obrzędowi temu przypisywano magiczną moc, tak  jak „busłowym łapom”, pieczonym na Święto Zwiastowania, które obchodzimy tylko kilka dni później – 25 marca.więcej

Zwyczaj podpalania, a następnie topienia słomianej kukły na powitanie wiosny sięga czasów przedchrześcijańskich. Marzanna to w mitologii słowiańskiej bogini śmierci i zimy. Pierwsza wzmianka o kultywowaniu tego zwyczaju na ziemiach polskich pojawia się w XVI wieku w „Kronice polskiej” Marcina Bielskiego: „Za mej to jeszcze pamięci był ten obyczaj u nas jeszcze po wsiach, iż w białą niedzielę w poście topili bałwana, jeden ubrawszy snop konopi albo słomy w odzienie człowiecze, który wszystka wieś prowadziła, gdzie najbliżej było jakie jeziorko czy kałuża, tam zebrawszy z niego odzienie wrzucali do wody śpiewając okolicznościowe pieśni. Potem najprędzej do domu od miejsca bieżeli. Zwali tego bałwana Marzanna”.
Marzanna to słomiana kukła na kiju uformowana w postać człowieka, świątecznie wystrojona w koszulę, spódnicę i fartuch, przybrana wstążkami. Była symbolem zimy i śmierci, ale też wszelkich utrapień dręczących ludzi i zwierzęta – chorób czy nieurodzaju. Dawniej obnoszono ją po wsi w uroczystym orszaku, obchodząc każdy dom, żeby wygonić nieszczęście. Na koniec wędrowano poza granice wsi, nad staw lub rzekę, podpalano marzannę i wrzucano do wody, pozbywające się w ten sposób zimy i związanych z nią utrapień. Dawniej topienie marzanny odbywało się w czwartą niedzielę Wielkiego Postu. Dziś ten zwyczaj, w mocno zmienione formie,  towarzyszy pierwszym godzinom kalendarzowej wiosny i jest wyłącznie formą wspólnej zabawy uczniów czy przedszkolaków.
Kolejnym symbolem definitywnego końca zimy są w Polsce bociany. Przylatują w pierwszy dniach wiosny, w okolicach Święta Zwiastowania, które obchodzimy 25 marca, zgodnie z ludowym przysłowiem „Na Zwiastowanie bocian na gnieździe stanie”. W Polsce bocian był zawsze otoczony szacunkiem i miłością. Ludzie zachęcali te piękne ptaki do zakładania gniazd na dachach swoich budynków, bo wierzyli, że to przynosi szczęście: „Bocianie gniazdo miało zapewnić ochronę całej zagrodzie przed pożarem, gradem, uderzeniem pioruna a nawet miało przynieść powodzenie i szczęście wszystkim domownikom. Stąd też niektórzy gospodarze mocowali na dachach budynków gospodarczych brony, które miały ułatwić bocianom zakładanie gniazd” – czytamy w książce „Rok obrzędowy na Podlasiu” Artura Gawła.
Na Podlasiu wracające z dalekich stron ptaki witano szczególnie uroczyście. Busły, bo tak nazywali je mieszkańcy przygranicznych białoruskich wsi, miały przegnać zimę, przynieść radość i słońce. Do dziś w niektórych miejscowościach zachował się zwyczaj pieczenia „busłowych łap”.  Wypieki w kształcie ptasich łap mają powitać przylatujące bociany albo przywołać je, jeśli jeszcze się nie pojawiły. Dawniej, gdy pierwszy bocian pojawiał się nad gospodarstwem domownicy wybiegali z domów i unosząc wysoko „busłowe łapy” wołaniem zachęcali ptaki do pozostania w gospodarstwie.
Tegoroczna wiosna właśnie się zaczyna. Będzie inna niż wszystkie  dotychczasowe. Wspólne topienie marzanny nie wchodzi w grę, w przeciwieństwie do „busłowych łap”, które można upiec w domowym zaciszu. Bociany na pewno przylecą i zostaną z nami, jak zwykle, do jesieni.

 

 


PODRÓŻE NA TRUDNE CZASY – TYMIANKI-BUCIEPODRÓŻE NA TRUDNE CZASY – TYMIANKI-BUCIE W tych trudnych czasach, kiedy nie ma możliwości zwiedzania muzeów, postanowiliśmy wykorzystać naszą stronę internetową do podróżowania w wyobraźni. Będą to podróże śladami zabytków, które przyjechały do skansenu z różnych zakątków regionu. Przypomnimy najciekawsze budynki na terenie skansenu. Zlokalizujemy je na mapie regionu. Na początek ruszamy na południe, do miejscowości o pachnącej nazwie Tymianki. więcej

Pełna nazwa miejscowości brzmi Tymianki-Bucie. To osada szlachecka w pobliżu Ciechanowca, na terenie gminy Boguty-Pianki, dziś leżąca w granicach województwa mazowieckiego, ale bardzo blisko granicy z Podlaskiem. Ziemie te zostały zasiedlone na początku XV wieku. Książę Janusz I nadał je swoim rycerzom i tak powstało kilka miejscowości, wśród nich Tymianki, w których do dziś żyją potomkowie dawnej szlachty.
Tymianki-Bucie, w wyniku różnych podziałów administracyjnych bywały częścią Mazowsza, ale też województwa białostockiego czy łomżyńskiego i chałupa z Tymianek-Buci, jedna z piękniejszych w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej, jest typowym przykładem budownictwa wiejskiego tego terenu sprzed ponad stu lat. Posadowiona na fundamencie z kamieni, o zrębowej konstrukcji ścian, ma czterospadowy dach kryty strzechą.
Ze względu na liczbę pomieszczeń domy takie nazwano trojakami. Wnętrze, podzielone na kuchnię, alkierz i izdebkę, jest skromne. Niektórym być może trudno uwierzyć, że mieszkała w niej rodzina szlachecka, ale w czasach gdy ją zbudowano o przynależności do drobnej szlachty nie decydowała zamożność, lecz historia rodu, związki rodzinne i przywiązanie do tradycji. Wystawa w środku chałupy pokazuje życie wielopokoleniowej rodziny Tymińskich. Zgromadzone tam wyposażenie to przedmioty z okresu międzywojennego i starsze.
W XXI wieku liczba mieszkańców Tymianek-Buci to niecałe sto osób. Mimo tak małej liczby mieszkańców we wsi działa szkoła, koło gospodyń wiejskich. Miejscowość jest jedną z kilku, mających ten sam pierwszy człon nazwy. Wraz z rozrastaniem się rodu Tymińskich powstawały nowe osady, takie jak Tymianki-Święski,  Tymianki-Adamy, Tymianki-Wachnie. Dawno zniknęły z ich krajobrazu chałupy kryte strzechą. Jedna z nich w 1986 roku trafiła do naszego skansenu, dzięki czemu długo jeszcze będzie opowiadać zwiedzającym Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej o życiu szlachty zagrodowej pogranicza mazowiecko-podlaskiego na przełomie XIX i XX wieku.

 

 

 


SŁOŃCE DA NAM MOCSŁOŃCE DA NAM MOC Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej otrzymało dofinansowanie z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Podlaskiego na lata 2014-2020 na realizację projektu  „Słoneczna energia w kulturze ludowej – instalacja fotowoltaiczna na budynku administracyjnym Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej”. Całkowity koszt projektu wynosi 179 388,08 zł, wysokość dofinansowania to 113 767,37 zł. więcej

Projekt zostanie dofinansowany w ramach działania 5.1 (Energetyka oparta na odnawialnych źródłach energii). Bezpośrednim efektem jego realizacji będzie mniejsze zużycie energii wytwarzanej z paliw kopalnych i związana z tym poprawa jakości powietrza poprzez zmniejszenie emisji dwutlenku węgla.
Projekt przewiduje wykonanie instalacji fotowoltaicznej na budynku administracyjnym Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej o mocy 27,28 kW. Planowana łączna produkcja energii elektrycznej będzie wynosić 24,55 MWh rocznie. Pozyskana przy pomocy paneli słonecznych energia elektryczna będzie wykorzystywana na potrzeby własne, nadwyżka trafi do sieci dystrybucyjnej.
Korzyścią, jaką odniesie Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej dzięki realizacji projektu, oprócz poprawy jakości powietrza związanej z redukcją emisji CO2 do atmosfery, będzie niższa opłata za prąd.