Drewniany przydrożny krzyż, obok drewniana kapliczka. W tle bezlistne drzewa spowite we mgle. GOŚCIE Z ZAŚWIATÓW Przeczucie, że śmierć nie jest końcem, a tylko przejściem do innego świata, towarzyszy ludziom od tysięcy lat. Dawniej powszechna była wiara, że możliwy jest kontakt z tymi, którzy odeszli. Niektóre wierzenia i zwyczaje dotyczące zmarłych przetrwały w tradycji ludowej i do dziś mają wpływ na obchody Dnia Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego.

 

Jednym z najważniejszych obrzędów związanych ze Świętem Zmarłych i Dniem Zadusznym jest „karmienie dusz”. Dr Artur Gaweł tak opisuje w książce „Rok obrzędowy na Podlasiu” obchodzoną przez prawosławnych na Podlasiu Dymitryjewską Sobotę, czyli ostatnią sobotę przed dniem św. Dymitra, który wypada 8 listopada.
„Na grobach pozostawiano żywność, a zwłaszcza wypiekane z mąki razowo-gryczane placki. Po powrocie do domu przygotowywano uroczystą wieczerzę złożoną z nieparzystej liczby potraw, najczęściej siedmiu lub dziewięciu. Wśród nich była też kutia. Kolacja ta nie miała charakteru postnego. Przeciwnie, starano się ugościć dusze zmarłych jak najbogaciej, aby zyskać tym samym ich przychylność.”
Zaduszkowe uczty, to chrześcijańska wersja Dziadów obchodzonych przez naszych przodków Słowian. Często zapraszano na nie żebraków i proszalnych dziadów, aby za ich wstawiennictwem wymodlić łaski dla bliskich z zaświatów. Dawniej we wschodnich regionach Polski spożywano posiłki na grobach zmarłych. Zwyczaj ten zaginął na początku XX wieku.
Do lat 20-tych ubiegłego wieku na Lubelszczyźnie i w niektórych miejscowościach Podlasia gospodynie wypiekały specjalne pieczywo zwane powałkami lub peretyczkami. Był to rodzaj bułki o podłużnym kształcie, z odciśniętym pośrodku krzyżem i inicjałami zmarłej osoby. Pieczywo takie dawano żebrakom jako jałmużnę z prośbą o modlitwę za duszę zmarłego. Z kolei w okolicach Wąsosza pieczono słodki chleb z mąki gryczanej, zwany gryczanem. Po przybyciu na cmentarz obdarowywano nim żebraków, z prośbą o modlitwę za zmarłych.
Z odwiedzinami domów przez gości z zaświatów wiązało się wiele zakazów. Nie wolno było ubijać masła, maglować, deptać kapusty, tkać i prząść. Dbano o to, aby nie skaleczyć i nie rozgnieść odwiedzających dom dusz. W  świąteczne dni nie podnoszono żadnych strąconych rzeczy, wierząc, że dusze „wzięły je sobie na trochę”. Upuszczone przedmioty można było podnieść dopiero po Zaduszkach, a jeżeli były niezbędne, w miejsce zabranej rzeczy kładziono kawałek chleba.
Kolejnym zwyczajem związanym ze Dniem Wszystkich Świętych i Dniem Zadusznym jest palenie ognia. Zwyczaj te w zmienionej formie przetrwał do dziś.
„Zwyczaj zapalania świec na grobach wywodzi się z przedchrześcijańskiej tradycji rozpalania ognisk w święta zaduszne na mogiłach, na rozdrożach dróg lub nawet na terenie zagród, co miało ułatwić pojawiającym się wtedy duszom poruszanie się po świecie żywych, a nawet, jak wierzono, ich ogrzanie się przy nich.” – czytamy w książce dr. Artura Gawła „Rok obrzędowy na Podlasiu”
Dawniej popularne było także palenie ognisk na grobach samobójców i mogiłach tragicznie zmarłych osób. Chrust i drewno na takie ogniska składano przez cały rok. Ogień z tych grobów miał oczyszczającą moc, dawał ochronę przed złymi mocami, które często przebywały na mogiłach samobójców.
Współcześnie zachowało się niewiele z dawnych obrzędów. Wciąż jednak w Dzień Wszystkich Świętych i w Dzień Zaduszny odwiedza się groby zmarłych i pali na nich znicze, i wciąż jest to w Polsce jedno z najważniejszych, najbardziej powszechnie obchodzonych świąt, bez względu na światopogląd  i wyznawaną religię.