TAJEMNICE KOROWAJATAJEMNICE KOROWAJA W tym roku jest inaczej, ale zwykle Wielkanoc i następujące po niej kwietniowe soboty, to czas, kiedy wiele osób bierze ślub. Dawniej, na podlaskiej wsi, jednym z najważniejszych zwyczajów towarzyszących temu wydarzeniu było pieczenie korowaja – przepełnionego symboliką pieczywa obrzędowego, którego wygląd był równie ważny, a może nawet ważniejszy niż smak.

 

Korowaj znany był w Polsce: na Podlasiu, Lubelszczyźnie i częściowo na Mazowszu. O znaczeniu tego ciasta, zwanego w niektórych regionach kołaczem, niech świadczą słowa Zygmunta Glogera, który tak pisał w „Obchodach weselnych”, tekście poświęconym w całości zwyczajom ludowym związanym z zawarciem małżeństwa : „Gdy skojarzenie stadła uważa się tylko za zrządzenie Boga (który, jak wiemy, prosi nawet gości na wesele na Litwie i Podlasiu), to i korowaj, jako symbol małżeńskiego życia i przyszłego bytu nowożeńców, uważa się za pochodzący duchowo od Boga. Stąd w pieśniach obrzędowych korowaj miesi sam Bóg, Przeczysta przyświeca tej robocie, noszą wodę aniołowie, Chrystus nakrywa chustą a pieśń wzywa Ruszaj, ruszaj korowaju, iz bożoho raju.
Do wypieku korowaja nie trzeba było żadnych niezwykłych produktów. Powstawał z mąki, drożdży, jajek i masła.  Niezwykły był zaś sam obrzęd pieczenia oraz znaczenie, jakie mu przypisywano. Zajmowały się tym wybrane gospodynie, te najbardziej szanowane z najbliższego otoczenia panny młodej. Korowajnice spotykały się w wigilię wesela i na wyrabianiu ciasta, oczekiwaniu aż wyrośnie i się upiecze spędzały długie godziny. Musiały bardzo się starać. „Zgodnie z przyjętym obyczajem, na wesele można było upiec tylko jeden korowaj i nawet jeśli się nie udał, nie robiono już drugiego. Uważano, że wesele z korowajem-kołaczem weselnym można mieć tylko raz w życiu. Dlatego nigdy nie pieczono korowaja wdowom i wdowcom, wstępującym powtórnie w związek małżeński. Udany, kształtny korowaj, wróżył szczęście małżeńskie i dostatek. Jeśli zaś korowaj był krzywy, popękany, przypalony  – wróżono młodej parze złe pożycie, kłopoty i niesnaski małżeńskie.” – czytamy w książce Barbary Ogrodowskiej „Tradycje polskiego stołu”
Korowaj, który się udał – nie był ani krzywy, ani przypalony, ani popękany –  musiał być jeszcze odpowiednio ozdobiony. Ozdoby, drobne elementy ciasta drożdżowego umieszczone na wierzchu wypieku, nie były przypadkowe. To między innymi ptaszki w gniazdku – symbol przyszłego potomstwa młodej pary czy kłosy i gąski mające zapewnić nowożeńcom dobrobyt. Czasem ciasto przybrane było też plecionką, przedstawiającą warkocz panny młodej – symbol jej dziewictwa.
Podobnie jak pieczenie, również jedzenie korowaja, a wcześniej jego krojenie i podawanie, miały bardzo uroczysty charakter: „Rytuał krojenia, dzielenia i rozdawania kołacza wszystkim uczestnikom wesela odbywał się zwykle bezpośrednio po oczepinach. Oczepiny (włożenie pannie młodej małżeńskiego czepka) i kołaczyny (wspólne spożywanie kołacza) tworzyły zespół obrzędowy, którego istotą było zwyczajowe usankcjonowanie społeczne dla zawartego właśnie związku małżeńskiego.” – pisze Ogrodowska. Był to punkt kulminacyjny wesela. Towarzyszyły mu często, przeznaczone wyłącznie na tę okazję, zabawy i przyśpiewki.
Część tej tradycji przetrwała. Dziś nikt już nie każe pannie młodej nakładać czepka, ale zwyczaj zdejmowania welonu po kilku godzinach wesela został. Współczesnym oczepinom też towarzyszą zabawy, w których biorą udział goście weselni, a po ich zakończeniu podaje się efektownie wyglądające ciasto o wyrafinowanym smaku. Następcą korowaja został tort.